Japonia – część 1. Podróż z dzieckiem.

DSCF0762Wróciłam z podróży marzeń. Rozpakowałam walizki, kilka pamiątek kupionych tam po to, by nie zapomnieć o wszystkim, co mnie tam spotkało. Było pięknie, było ciekawie. Mam mnóstwo wrażeń, którymi chciałabym się z Wami podzielić. Podczas podróży pytaliście mnie też o różne konkretne kwestie związane z podróżowaniem po Japonii. Postaram się sukcesywnie nimi podzielić i przy okazji nie zamęczyć Was jednym tematem;)

O podróży do Japonii marzyłam od czasów liceum, kiedy to pewnego dnia trafiłam do warszawskiego Muzeum Etnograficznego na wystawę lalek japońskich. Ten temat był jak kostka domina, która spowodowała lawinę – zaczęłam czytać o Japonii, interesować się jej kulturą, sztuką i historią. Podróż była jednak na liście nieosiągalnych i odległych marzeń. I tak przez wiele lat, za każdym razem, kiedy ktoś pytał: „A gdzie chciałabyś najbardziej pojechać” z westchnieniem odpowiadałam: Do Japonii.

Okazja nadarzyła się wraz z informacją, iż od tego roku LOT wprowadza bezpośrednie połączenia z Tokio. Przeglądaliśmy więc strony z biletami lotniczymi i kiedy znaleźliśmy takie, których cena była (w miarę) do przełknięcia, kupiliśmy bilety i czekaliśmy na marzec.

Bałam się tej wyprawy. Dziesięciogodzinny lot z 22-miesięcznym dzieckiem, które nie potrafi usiedzieć w miejscu, w dodatku ma alergię pokarmową i ząbkuje to pewnie dla niektórych szaleństwo. Nie chciałam jednak odkładać podróży na nieokreślone później.

Szukaliśmy informacji na temat podróżowania do Japonii, pytaliśmy znajomych, którzy byli tam przed nami, ale wiedzieliśmy też, że chcemy wszystko zrobić po swojemu. Naszym celem nie były zabytki z przewodnika i miejsca, które koniecznie trzeba zobaczyć. Chcieliśmy po prostu dobrze spędzić ten czas, cieszyć się Japonią, zobaczyć, jak się w niej żyje i pospacerować niekoniecznie turystycznymi szlakami.

Wiedzieliśmy, że w Japonii warto mieć JR Pass – bilet, który upoważnia do podróżowania pociągami. Interesowały nas zwłaszcza te szybkie shinkanseny, przypominające pojazdy kosmiczne. Taki bilet trzeba zarezerwować z wyprzedzeniem i kupuje się go na określony czas. To duży wydatek, warto więc przemyśleć miasta, które chcemy odwiedzić. Podróżowanie po Japonii z dzieckiem na dużym spontanie i bez wcześniejszego rezerwowania miejsc w hotelach może być kosztowne – hotele w Tokio rezerwowaliśmy z 2-miesięcznym wyprzedzeniem. Warto to wziąć pod uwagę. No, chyba że mamy nieograniczony budżet i kilka tysięcy złotych za noc nie jest nam straszne.

Kupiliśmy wcześniej również PASMO Card – to rodzaj karty miejskiej, którą można płacić za przejazdy (a nawet za napoje w niektórych bankomatach i inne usługi). Taką kartę można doładować na dowolnej stacji metra i płacić nią wtedy, kiedy jest taka potrzeba. Przy wyjeździe można ją zwrócić. To duża wygoda – przy przejściu przez bramkę, na wyświetlaczu pokazuje się kwota, jaką dysponujemy. I przy wyjściu z metra, kiedy kartę trzeba ponownie odbić – widzimy, jaka kwota na niej nam została.

Metro to jest w ogóle osobny temat. W Tokio mogłabym nim jeździć niemal bez przerwy, bo dojechać nim można wszędzie. Jest wiele linii, kupienie biletu nie stanowi większego problemu,a na tablicy przy stacjach wymienione są kwoty, jakie trzeba zapłacić za dany przejazd. Wystarczy kupić w automacie bilet na określoną sumę i jechać. No dobrze, a co, jeśli w trakcie jechania, zmienimy zdanie i pojedziemy dalej? Czy złapie nas kanar i wlepi nam mandat? To pierwsza myśl, jaką ma Polak wychowany na kanarach, którzy polują na turystów jadących na gapę albo ze złym biletem. W Japonii, przy wyjściu z metra, jest automat, przy którym można dopłacić różnicę w bilecie, który kupiliśmy, a tym, który powinniśmy mieć na dany przejazd. Nikt nikogo nie ściga, nie patrzy srogo i nie wlepia mandatu. Nam zdarzyło się pomylić i pojechać nie tym pociągiem, którym powinniśmy, wysiąść kilka stacji dalej – po prostu dopłacaliśmy różnicę i tyle.

Różnica czasu

O ile w przypadku dorosłego to problem małego kalibru, o tyle w przypadku niemowlaka sprawa może okazać się nie tak prosta, jak byśmy chcieli. Różnica czasu wynosiła 8h (teraz jest 7) i kiedy w Polsce była 15, w Japonii dochodziła 23, czyli taka, kiedy grzeczne dzieci powinny już spać. Przez pierwszy tydzień nasza córka spała całe dnie, chodziliśmy więc wszędzie z wózkiem ze śpiącym bobasem i ci, którzy mieszkali obok nas, trochę dziwnie na nas patrzyli. Ok. 23 budziła się i zaczynała swój dzień (a naszą noc!). Nie muszę chyba pisać, że przez ten czas oboje wyglądaliśmy jak zombie, a ja czułam się, jakby nagle przybyło mi ze 30 lat. Początkowo solidarnie siedzieliśmy razem do rana (bobas ok. 7 rano zapadał w smaczny sen), ale później zrobiliśmy dyżury, towarzysząc naszej córce w nocnych harcach. Po 7 dniach postanowiła przestawić się na tryb japoński. Ot tak, po prostu. Z powrotem problemu nie było żadnego.

Hotele w Japonii

Dosyć często się zdarza w Japonii, że hotele nie pozwalają na pobyt dzieci poniżej 6 roku życia. Warto to wziąć pod uwagę podczas rezerwacji. My, nieświadomi tego faktu, zarezerwowaliśmy kilka hoteli i podczas rutynowego sprawdzania maila z rezerwacjami okazało się, iż jeden z hoteli, mimo iż w opcji rezerwowania zaznaczyliśmy pobyt z dzieckiem, dzieci nie akceptował i pospiesznie musieliśmy znaleźć inne rozwiązanie. Do pobytu było kilka dni, więc nie musieliśmy robić tego na ostatnią chwilę, ani (o zgrozo!) stojąc w recepcji z bagażami. Takie są zwyczaje, warto to uszanować i wziąć pod uwagę:)

Pokoje są zwykle malutkie, a łóżka raczej wąskie – często się zdarza, że łóżko podwójne ma 120-130 cm szerokości. Może być ciasno dla kogoś słusznego wzrostu. W Japonii wszystko jest miniaturowe, również łazienki. Ale, co ciekawe i wygodne, w pokojach zwykle jest wszystko, czego potrzebuje turysta zapominalski – kosmetyki (łącznie z jednorazowymi szczotkami do włosów, golarkami, spinkami, szczoteczkami, kosmetykami do demakijażu), a w lepszych hotelach dostaniemy również piżamę, szlafrok i kapcie.

Palenie papierosów to w Japonii dosyć powszechny zwyczaj, warto więc zwrócić uwagę podczas rezerwacji na pokoje dla palących – nam zdarzyło się wynająć pokój dla niepalących, który po wejściu do niego przypominał mieszkanie nałogowego palacza. Nie było problemu ze zmianą go na inny pokój.

DSCF1504

Schody, schody, schody. Czy jest tu gdzieś winda?

Mimo cywilizacji, szybkich pociągów i nowoczesnej architektury, miasta japońskie mają poważną wadę – nie są przystosowane do tego, że osoba niepełnosprawna, zwłaszcza na wózku inwalidzkim albo rodzic z dzieckiem w wózku, będzie chciał dostać się np. na peron. Windy są, jasne, ale nie zawsze. Zdarza się, że jedziesz kawałek windą, po czym musisz wózek (albo walizki) wziąć w garść i wdrapać się po np. 40 schodach. Osób niepełnosprawnych widziałam tam (zapewne również z tego powodu) niewiele, a rodzice noszą swoje dzieci w nosidłach. To poważny problem, zwłaszcza na mniejszych (ale nie zupełnie małych!) stacjach.

Jedzenie dla dzieci

Temat jedzenia poruszę tu jeszcze nie raz, dziś jednak skupię się na karmieniu małych dzieci (lub niejadków).
Wydawać by się mogło, że w Japonii kupimy wszystko, czego dusza zapragnie, prawda? Jeśli więc codziennie jadasz na śniadanie owsiankę i wynajmiesz sobie hotel z aneksem kuchennym, będziesz mógł ją sobie gdzieś kupić i codziennie robić, prawda? Może też lubisz np. nietypowe mleko – owsiane albo ryżowe? Błąd. O ile w dużych miastach są sklepy, w których czasem uda się kupić taki rarytas jak mleko ryżowe (a mówię to z własnego doświadczenia, moje uczulone na nabiał dziecko pije mleka roślinne), to pomysł kupienia np. mleka jaglanego lub owsianego jest czystą fanaberią. Nie ma czegoś takiego i koniec. Są za to naprawdę różne odmiany mleka krowiego i sojowego. Nie ma kaszy, jest za to ryż. Oczywiście. Można go kupić w różnych formach – nam przypadł do gustu już ugotowany, w próżniowym opakowaniu, który wystarczyło tylko podgrzać – idealny pomysł dla dziecka, które dotychczas jadło przede wszystkim dania kuchni polskiej.
Owoce w Japonii są bardzo drogie (jabłko kosztuje ok. 5-7 zł/szt). Podobnie warzywa (3 małe ziemniaki ok. 7-8 zł), nie ma buraków. Jest to jednak raj dla wszystkich, którzy lubią owoce morza – w każdym, naprawdę każdym sklepie, kupisz świeże sushi (od ok. 12-15 zł za tackę). W większych sklepach wybór jest ogromny. Ryby surowe, pokrojone, łososie, tuńczyki, makrele – naprawdę czego dusza zapragnie. Jeśli pokój jest zaopatrzony w aneks kuchenny (nam się zdarzyło takie mieć) i lubimy gotować, zjemy tam przepyszne owoce morza. I algi.

Chyba w żadnym innym kraju nie widziałam tylu gotowych potraw. Japończycy dużo pracują i (chyba) mało gotują w domu – wieczorami widzisz przy kasie klientów z koszykami, w których są gotowe dania (od sushi poprzez całe zestawy, np. z makaronem i klopsami). Większe sklepy mają przy wyjściu kuchenki mikrofalowe, więc można też podgrzać zakupy i zjeść na miejscu. Dania, oprócz typowo japońskich, również na modłę europejską. Dużo kanapek na chlebie tostowym. Są sklepy (jak 7 Eleven) czynne całą dobę, więc jeśli dopadnie nas głód, możemy coś zjeść. Ważne zwłaszcza przy różnicy czasu, kiedy dziecko żąda obiadu w środku japońskiej nocy;)

Są w Japonii restauracje, do których z dziećmi się nie chodzi, są przeznaczone wyłącznie dla dorosłych. My respektujemy te zwyczaje, zresztą sami lubimy też czasem pójść do takiej. Japończycy rzadko wychodzą z dziećmi na kolacje. Zanim więc zarezerwujemy sushi u Jiro warto się dowiedzieć, czy nasz maluch będzie tam mile widziany.

Liczba miejsc jest jednak tak duża, że raczej bez problemu znajdziemy takie, gdzie w spokoju będzie można zjeść razem z dziećmi.

Dzieci wegańskie i wegetariańskie – ci, którzy w Japonii nie byli, bardzo często twierdzą, że Japonia to taki kraj, że weganin albo wegetarianin bez problemu znajdzie coś dla siebie (ot, w takim Tokio jest np 55 wegańskich restauracji, powie ktoś). Warto jednak pamiętać, że oprócz 55 wegańskich restauracji (na ok. 160 000 wszystkich), Tokio to 18-milionowe miasto. Dla przeciętnego Japończyka danie wegetariańskie to dziwna fanaberia. Weźcie to pod uwagę, jeśli Wy lub Wasze dzieci nie jadacie mięsa.

Restauracje – jadłodajnie. Mało jest chyba krajów, w którym jedzenie nawet w podrzędnej i taniej restauracji, smakowałoby tak dobrze. Mam taki zwyczaj, że jak jadę gdzieś daleko, staram się jeść przede wszystkim lokalne potrawy, nie szukam europejskich śniadań, nie żądam tego, co znam stąd. Próbuję zjeść w średniej cenie, czasem drożej, ale wejdę nawet do Mc Donald’s, żeby zobaczyć, co mają innego i ile kosztuje. W Japonii tylko raz zdarzyło mi się zjeść źle (zestaw z ryżem, który miał mieć owoce morza w tempurze, a miał głównie mało zjadliwą zasmażkę), ale i to przeżyłam. Jeśli jesteś bardzo głodny, wchodzisz do restauracji, w której są automaty z obrazkami, gdzie wybiera się danie, wpłaca odpowiednią kwotę i podchodzi z paragonem do pracownika. Proste, prawda? Przyda się ta instrukcja przede wszystkim dlatego, że język angielski nie jest tak powszechny, jakby się mogło wydawać. Ba! W większości restauracji wszystko jest po japońsku. Zdarzyło nam się zapytać o menu po angielsku, ale pani pokazała nam plastikowe potrawy, spośród których mieliśmy wskazać tę, którą chcemy zjeść.

DSCF0642

Jedziemy z zapasem pieluch?

To był nasz dylemat, ale uznaliśmy, że dzieci japońskie też z nich korzystają. Ale pieluch nie kupuje się, jak u nas, niemal wszędzie. Są drogerie, gdzie na hasło „pieluchy”, znajdziesz wielki regał z pieluchami, ale dla dorosłych. Nie ma jednak z nimi żadnego problemu. Są również pampersy i kosztują tyle, co w Polsce, nie warto więc wieźć ich przez pół świata. Oprócz pieluch bez problemu kupimy inne akcesoria dla dzieci – plastikowe pałeczki do jedzenia, talerzyki, śliniaki.

Place zabaw

W miastach jest sporo placów zabaw. Wszystkie są otwarte i można bez problemu z nich korzystać. Piaskownice, huśtawki, karuzele.

DSCF1077

To tyle na dziś:) Kończę ten mój długawy wywód. Jeśli macie jakieś pytania odnośnie wojaży z dziećmi – śmiało. Postaram się odpowiedzieć, póki pamięć jeszcze świeża.

25 komentarzy
Poprzedni
Featured Video Play Icon
Następny
DSCF1741