Zupa soczewicowo-pomidorowa z kminem, cynamonem i jogurtem

image

Lubię zobaczyć w mojej lokalnej bibliotece w dziale „Nowości” książki, które tam zaniosłam. Mają tam drugie życie. Starannie ubrane w przezroczyste obwoluty cieszą mnie o wiele bardziej niż gdybym patrzyła, jak kurzą się na moich półkach. W ciągu miesiąca do moich rąk trafia przynajmniej kilka książek, którymi lubię dzielić się właśnie w ten sposób.

Na Ochocie wystarczy zapisać się do jednej wypożyczalni, by mieć dostęp do wszystkich (chyba) dziewięciu, jakie są w dzielnicy. A jest tam wszystko: filmy, bieżąca prasa, nowe książki, dostęp do internetu. I zapach ten sam, który pamiętam z czasów dzieciństwa, kiedy przesiadywałam w bibliotekach godzinami pisząc szkolne wypracowania i przeglądając gazety. Krążę między tymi bibliotekami, bo można przez internet zarezerwować książkę lub film i odebrać je w którejś z nich. I wczoraj na przykład, wybrałam się z moją starszą córką na wieczorny tour po trzech wypożyczalniach. Kiedyś na hasło „wypożyczymy lekturę w bibliotece” reagowała „ale dlaczego jej po prostu nie kupimy, żeby mieć własną?”. Dziś zrozumiała, jaką można mieć przyjemność z buszowania między regałami, szukania, przeglądania. I że nie trzeba wszystkiego kupować. A ja cieszę się, że ona uczy się też dbać o cudze rzeczy, pilnować terminu zwrotu książki albo płaci kary (30 groszy za dzień) za przetrzymanie lektury, której nie chciało się przeczytać w terminie. Wypożyczenie książki można też przedłużyć, ale trzeba zrobić to przez internet z wyprzedzeniem. Fajnie, prawda? Jestem wielką fanką bibliotek. I chciałabym zachęcić Was bardzo zarówno do korzystania z nich, jak też dzielenia się z nimi książkami, które odkładamy do przeczytania na wieczne „później”, które często nigdy nie nadchodzi.

 

image

Zupa soczewicowo-pomidorowa z kminem, cynamonem i jogurtem

Uwielbiam zupy soczewicowe. W sezonie jesienno-zimowym gotuję je bardzo często, zmieniając tylko warzywa, które do nich dodaję. Wypróbowuję różne odmiany soczewicy i groszku i najchętniej korzystam z czerwonej, ponieważ najszybciej się gotuje i jest delikatna. Ostatnio kupuję ją na wagę, w postaci całych ziarenek.

Wersja, którą proponuję dzisiaj, jest chyba najprostsza ze wszystkich i śmiało można powiedzieć, że właściwie sama się robi. Jeśli mam nią nakarmić alergika, masło zastępuję olejem kokosowym.

Składniki

  • 100 g soczewicy czerwonej
  • 400 g pomidorów z puszki
  • 1 łyżeczka mielonego kminu
  • 1 łyżeczka mielonej kolendry
  • 1/2 łyżeczki cynamonu
  • 1 łyżka masła lub oliwy z oliwek
  • 1/2 małej cebuli
  • 3 ząbki czosnku
  • 500 ml wody
  • do podania: jogurt, świeże zioła, grzanki

Przepis

  1. Soczewicę przepłukać.
  2. W garnku rozgrzać masło lub oliwę, dodać cebulę i przyprawy. Po ok. minucie dodać czosnek i smażyć jeszcze chwilę.
  3. Dodać soczewicę, pomidory, 1 łyżeczkę soli, wlać wodę. Zagotować, następnie zmniejszyć ogień i gotować ok. 30 minut, aż soczewica będzie miękka (warto sprawdzić ją po ok. 20 minutach).
  4. Doprawić świeżo mielonym pieprzem i (opcjonalnie) solą. Podawać z jogurtem, ziołami, grzankami.

Smacznego!

14 komentarzy
Poprzedni
image
Następny
image