Co po nas zostanie?/Kokosowe drożdżówki ze śliwkami, malinami i kruszonką

tulips-poziom

Mieszkam na warszawskiej Ochocie. To, co mnie uwiodło w niej szczególnie to bliskość sklepów, parków, szewców, bibliotek. Jest tu wszystko na wyciągnięcie ręki. Właściwie zapomniałam o tym, że kiedyś wszędzie jeździłam samochodem. Dziś chodzę pieszo albo jadę tramwajem. Bo jest szybciej, nie trzeba szukać miejsca do parkowania. Przestałam się spóźniać i zawsze jestem przed czasem. Ja, która potrafiłam kwadrans albo dłużej szukać w centrum miejsca do parkowania i wiecznie przepraszać ludzi, z którymi się umawiałam, za spóźnienie. Albo to oni przepraszali mnie, zawsze z tych samych powodów.

Tu, gdzie mieszkam, większość miejsc jest „w starym stylu” – pani, która prowadzi spożywczak „jest w handlu od 37 lat”, szewc z żoną też zapewne powinni już być na emeryturze, podobnie jak pani z kiosku. Czasem listonosz zostawia przesyłkę dla mnie u fryzjera, który prawdopodobnie jest w wieku mojego dziadka. I zawsze, ale to zawsze ma klientów i uwija się nad ich głowami od rana do wieczora. Ma w zakładzie wielkie akwarium z rybkami, kotary i lampy jarzeniowe. Jeśli kiedyś się stąd wyprowadzę, będzie mi brakowało właśnie tych ludzi i specyficznego klimatu, który tworzą.

Mieszkałam już na osiedlu-sypialni, gdzie ludzie uciekali na swój widok byle tylko nie powiedzieć „dzień dobry” albo cichaczem podkradali sobie miejsca parkingowe. Byliśmy niby w podobnym wieku, a jak jakieś dzikusy z obcych planet.

Tu, choć z całą pewnością jest bardziej „syfiasto” i brudno, czuję się jak w dzieciństwie, kiedy pani z warzywniaka znała moje imię, a pan w kiosku wiedział, że przyszłam po Express Wieczorny dla dziadka. Staram się podtrzymywać mój lokalny patriotyzm i korzystać z usług sklepów i szewca, choć czasem jest za drogo.

W okolicy placu Narutowicza był zegarmistrz, który wyglądał jakby miał sto lat. Na wystawie wisiały zegarki, które w czasach mojego dzieciństwa (w latach 80) dostawało się na komunię. Wymieniał baterie, dekorował witrynę. Ostatnio zamknął swój kram. „Szkoda” – powiedziałam, kiedy zauważyłam go pewnego późnego wieczora, gdy wchodził do zakładu, w którym wszystkie meble były ustawione na środku. Pokiwał tylko głową. Smutno jakoś, ale cóż.

Pewnego dnia na spożywczaku znalazłam nekrolog i zamknięte drzwi. Kurczaki z rożna przestały kusić swoim zapachem (nigdy ich nie kupiłam, ale zapach był naprawdę w porządku i roznosił się po całej okolicy od rana aż do południa). „O co chodzi z tym nekrologiem?” zapytałam jubilera. „Właścicielka sklepu miała podpisaną umowę z miastem do końca miesiąca i umarła dwudziestego siódmego” – odpowiedział mi.

Cóż. Co po nas zostanie? Puste witryny z płachtą: „Do wynajęcia”. Warzywniak zamieni się w gabinet stomatologiczny, a lumpeks w hummus bar.

bułki1

bułki

_MG_6491

A żeby nie kończyć jednak na smutno, zostawiam na pamiątkę przepis na kokosowe drożdżówki ze śliwkami, malinami i kruszonką 😉

Kokosowe drożdżówki ze śliwkami, malinami i kruszonką

Składniki

  • 250 ml mleka kokosowego
  • 100 ml mleka zwykłego (dodajemy je do ciasta powoli, by uzyskać odpowiednią, niezbyt luźną konsystencję)
  • 1/2 łyżeczki ekstraktu z wanilii lub cukier waniliowy
  • 450 g mąki pszennej
  • 50 g wiórków kokosowych
  • 1/2 łyżeczki soli
  • 30 g cukru trzcinowego
  • 60 g masła, roztopionego i ostudzonego
  • 30 g świeżych drożdży rozpuszczonych w łyżce wody w temp. pokojowej

do posmarowania bułek: jajko wymieszane z łyżką wody

Kruszonka:

  • 3 łyżki mąki, 2 łyżki cukru i ok. 2 łyżek masła – wszystko połączyć do uzyskania grudek
  • Owoce: ok. 24 połówek śliwek (użyłam mrożonych – nie rozmrażamy ich przed ułożeniem na bułkach), kilka malin (użyłam mrożonych), można też użyć plasterki jabłek

Przepis

  • Mąkę wymieszać z wiórkami, solą i cukrem w dużej misce.
  • Dodać rozczyn z drożdży i mleko kokosowe oraz masło i wanilię i zacząć zagniatać ciasto stopniowo dodając mleko zwykłe (zużyjemy go 50-100 ml w zależności od chłonności mąki).
  • Kiedy ciasto będzie gładkie, uformować z niego kulę, przełożyć do miski i odstawić do wyrastania na ok. godzinę (w cieście jest sporo masła, które spowalnia nieco proces wyrastania, należy więc uzbroić się w cierpliwość).
  • Z ciasta uformować 12 bułek, każdą z nich delikatnie spłaszczyć, zrobić w środku wgłębienie, posmarować je jajkiem, ułożyć na nim owoce, posypać kruszonką i delikatnie posmarować jajkiem brzegi bułek.
  • Odstawić do wyrastania na ok. 40 minut (powinny znacznie zwiększyć swoją objętość).
  • Piekarnik nagrzać do 200 st C.
  • Wstawi bułki i piec je ok. 20 minut – gotowe są rumiane, złocistobrązowe.
25 komentarzy
Poprzedni
_MG_3167
Następny
image