Życie dzielnicowe

IMG_1711

Kocham to miasto, zwłaszcza latem, po południu, kiedy mieszkańcy mojej dzielnicy zaczynają wracać z pracy i zatrzymują się przy przydrożnych straganach z warzywami. Lubię wychodzić im naprzeciw pchając przed sobą wózek z dzieckiem. Patrzeć, jak kupują jarzyny na kolację, odbierają pranie z pralni, stoją w kolejce na poczcie, by odebrać polecony.

Studenci szybkim krokiem maszerują parami, niosąc reklamówki z krojonym bochenkiem chleba, coca-colą i paczką marlboro. „Chodnikowcy” na rowerach rozpędzonych na środku chodnika.
Lubię przysiąść na rozgrzanej ławce na skwerku i pogapić się na tramwaj. Nie zdarza mi się latem marudzić na pogodę. Może być trzydzieści stopni, może padać. Najważniejsze, że jest sierpień i jeszcze miesiąc do końca wakacji.

IMG_1149 Kocham to miasto w sobotę o siódmej rano. Prawie wszyscy jeszcze śpią po piątkowych szaleństwach, kiedy wsuwam stopy w tenisówki, związuję włosy w kucyk i idę po świeże maliny do handlarza, który dzień w dzień rozstawia się przy skrzyżowaniu. Handlarz ma niewiele ponad dwadzieścia lat, sprzedaje ze starego dostawczaka, a im więcej godzin mija od rana, tym większy plik banknotów trzyma w dłoni.
Stopy otulone ciepłą skarpetą, wsunięte w miękkie klapki. Kiedy ma przerwę, zawsze znajdzie sobie zajęcie – zamiata dookoła dostawczaka, przekłada koszyczki z malinami albo odrywa liście kalafiora. I choćby nie wiem, jaka była kolejka, to jeśli zakupy robi kobieta, która poprosi go o pomoc w zaniesieniu toreb do samochodu, nigdy jej nie odmówi. Wszyscy grzecznie czekają w ciszy, przecież i tak już są po pracy, jest lato, ciepło i nikomu się tak naprawdę nie spieszy.

Miesiąc temu, w lokalu po barze z burgerami, otworzyli bar z pierożkami gotowanymi na parze: Manty. To słowo wybrzmiewa w mojej głowie za każdym razem, ilekroć mój wzrok padnie na drugą stronę ulicy. W myślach zjadam sześć sztuk z warzywami – około południa są najświeższe, prosto z garnka, gorące i miękkie. Z sosem śmietanowym albo ajwarem doprawionym czymś magicznym, czego kucharz nie zdradzi. Kucharz i kasjer są z Kirgistanu i śmieją się do mnie zawsze, kiedy widzą mnie przez okno. Tak, można uzależnić się od pierożków gotowanych na parze.

Przez szybę zaglądam do ciemnego wnętrza zakładu starego Zegarmistrza. Tik-tak na wystawie wyłożył stare zegarki, niektóre jeszcze z PRL-u, wiele z nich bez wątpienia było prezentami na komunię w czasach, kiedy szczytem marzeń był rower Wigry albo linijka z kalkulatorem. Zgarbiony staruszek przez lupę coś ogląda, sprawdza wielkie księgi.

Na dole mieszka nasza lokalna „Babcia”, która wprowadziła się do budynku, jak tylko go zbudowali, przed wojną, w latach 30-tych. Jej pamięć, ostra jak brzytwa, nosi obrazy wszystkich lokatorów naszego mieszkania: na przykład kruczoczarnej Doktorowej prosto ze słonecznej Italii. Snuje opowieści jedną po drugiej, przeplatają się ze sobą jak kłosy warkocza. „Bo wie pani w moim wieku nie wolno mi jeść byle czego. Muszę jeść dobre warzywa, chude mięso. Niech pani nagotuje córce rosołku, przywiozę pani pietruszki z działki. Do tego kluseczki na żółtku wymieszanym z mąką, takie lekkie, lane.”  Co jakiś czas Babcia się na nas gniewa, bo nie chcieliśmy jej pokazać sufitu naszej piwnicy wczoraj, kiedy nas nie było w domu. Poburczy przez dwa dni, a potem znowu jest zgoda.

Lubię panią z antykwariatu, u której zawsze kurier może zostawić dla mnie przesyłkę. Pod drzwi często ktoś jej podrzuca torby wypełnione książkami. Lubię czasem przystanąć przy tych po 2 złote za sztukę – relikt dawnych przygód dzieci, które zamieniły się w dorosłych i drugich takich nie będzie. Bo trzepaki, brudne kolana i kraj w budowie z wykopami, po których ganialiśmy całymi dniami dziś wyparły laptopy, ajfony i czyste zabawy.

Mieszkałam już w różnych dzielnicach. W takich, gdzie po paczkę proszku do pieczenia trzeba było wyprawiać się samochodem. I takich, w których sąsiedzi nie chcieli mówić sobie „dzień dobry”. Mieszkałam też w takich, gdzie „cześć” w drzwiach zamieniało się w dłuższe i dłuższe pogawędki zakończone kawą.

Ochota jest dla mnie miejscem pod tym względem szczególnym. Zawsze ktoś przypilnuje mi kota, podleje kwiaty, pomieszka, kiedy wyjadę na wakacje.

IMG_0936

IMG_0040

28 komentarzy
Poprzedni
IMG_8448
Następny
fasolka_0014