Hotel Puro w Poznaniu – moje wrażenia z pobytu

puro_0096

Z Poznaniem wiąże mnie nostalgia, zawsze chętnie go odwiedzam i chyba w żadnym innym mieście nie dostaję tylu propozycji spotkania. Dlatego zwykle mój dzień jest wypełniony od rana do wieczora.

Tym razem zatrzymaliśmy się w hotelu PURO – kameralnym, nowym (otwartym w lipcu  2014). Hotel jest położony przy Starym Rynku, więc wszędzie jest blisko, co jest ważne biorąc pod uwagę fakt, że Poznań niemal non stop stoi w korkach. My porzuciliśmy samochód na parkingu i wszędzie chodziliśmy pieszo.

Właścicielami Puro są Norwegowie, co widać w architekturze i klimacie wnętrza. Meble z ciemnego drewna, wygodne fotele i kanapy w nasyconych barwach, dużo zieleni i stylowe dodatki. Ten hotel nie przytłacza ani przestylizowaniem, ani brakiem charakteru, jaki często towarzyszy hotelom sieciowym.

Każdy pokój jest wyposażony w tablet, który umożliwia sterowanie oświetleniem, ogrzewaniem czy telewizją. Pokoje są przytulne, lecz niewielkie. Właścicielom hotelu zależy bowiem na tym, żeby goście większą część pobytu spędzali w przestronnym, wygodnym lobby, w którym można bezpłatnie korzystać z hotelowych tabletów podłączonych do internetu, telewizji, międzynarodowej prasy, książek czy zabawek dla dzieci. Dodatkowym udogodnieniem jest ekspres Dallmayr z napojami, dzięki któremu, o dowolnej porze dnia i nocy gość może bezpłatnie napić się kawy czy herbaty. Dla mnie to strzał w dziesiątkę – kiedy podróżuję z dziećmi, które idą wieczorem spać, nie mam możliwości korzystania z hotelowego baru, a dzwonienie po herbatę jest dla mnie kłopotliwe zwłaszcza, kiedy mam ochotę napić się jej w środku nocy.

puro_0122

puro_0130

puro_0119

puro_0110

puro_0103

puro_0102

Hotel urzeka niezwykle starannym projektem – jego bryłę zaprojektowała poznańska pracownia architektoniczna: ASW Architekci, a o wnętrza zadbała londyńska agencja Blacksheep, która specjalizuje się w wystroju hoteli i restauracji. Szczególnie spodobała mi się idea połączenia stylowych dodatków i mebli (Ligne Roset, Vitra, Moroso, Arflex) z przedmiotami wykonanymi przez lokalnych rzemieślników i artystów, które dobrane są w szczególny sposób. Niektóre instalacje przygotowali artyści z poznańskiej Szkoły Formy: Olga Milczyńska i jej studenci, wykorzystując potłuczone fragmenty talerzy z lokalnej fabryki porcelany w Cmielowie, które zostały zamknięte w szklanych słojach, stworzyła instalację będącą motywem przewodnim dekoracji w restauracji, którą nazwała „Piklowane talerze”.  Talerze to ważny element Nifty – można ich znaleźć tu wiele rodzajów, a te szczególne stworzyła inna studentka Szkoły Formy, Marta Szostek. Jestem wielką fanką hoteli, w których stawia się na polskich rzemieślników i gdzie szanuje się otoczenie i jego charakter, więc dla mnie Puro idealnie wpisuje się w ten trend.

Zazwyczaj poziom i standard hotelu czy restauracji najłatwiej ocenić nie wtedy, kiedy klient jest zadowolony, ale wówczas, kiedy pojawiają się jakieś trudności. Więc kiedy w środku nocy w pokoju wysiadły korki i zeszliśmy do recepcji, żeby zapytać, czy da się coś zrobić, nikt nie rozłożył bezradnie rąk, tylko od razu, bez jakichkolwiek ceregieli, zaproponowano nam przeniesienie do innego pokoju (co z racji pory i bobasa w pokoju nie wchodziło w grę) lub poczekanie do rana, gdzie jeszcze przed śniadaniem pojawiła się pani elektryk. W ogóle obsługa hotelu, czy to w recepcji, restauracji czy też pań sprzątających jest nie tylko uprzejma i życzliwa, ale również sympatyczna, otwarta na rozmowę i przyjazna. Jestem zwykle dosyć rozgadana i gdzie nie pójdę, znajduję rozmówców, a w Puro było to wyjątkowo miłe i budujące.

Hotelowe śniadania to temat, którym jestem zawsze żywo zainteresowana. W miastach, gdzie o dobre śniadanie raczej trudno, chętnie jem w hotelu. Lubię mieć wtedy wybór, lubię niespiesznie delektować się poranną kawą. W Puro każdy znajdzie coś dla siebie: szeroki wybór świeżego, ciepłego pieczywa, domowe wędliny, pasty do chleba, owoce, soki, płatki i dania na ciepło.

puro_0100

puro_0076

puro_0066

puro_0046 puro_0012

Restauracja NIFTY No. 20 to osobna historia. Wprawdzie nie udało mi się spotkać z szefem kuchni, Jakubem Ignysiem, który jest szczęśliwym ojcem niedawno urodzonych bliźniaków i w związku z tym jest na urlopie tacierzyńskim, ale trzyma on rękę na pulsie i w restauracji bywa regularnie.

Restauracja co tydzień przygotowuje ofertę lunchową, w której za 27 zł można zjeść cały obiad. Dobra cena biorąc pod uwagę jakość dań.
W karcie dania kuchni europejskiej: dorsz w panierce z frytkami i sosem tatarskim, kaczka z poznańską pyzą i czerwoną kapustą, suflet dyniowy z pomarańczami i imbirem. Wiele z podawanych tu produktów (makaron, pieczywo, wędliny) jest wytwarzane na miejscu, w restauracyjnej kuchni.

My zjedliśmy zupę cebulową z grzanką (12 zł), lekki krem z dyni z pestkami i oliwą dyniową (12 zł), burgera z domowymi (boskimi) frytkami (32 zł), grillowanego sandacza z puree z dyni, ze szpinakiem i porem (52 zł) i desery: robione na miejscu lody piernikowe (5 zł) i śliwki zapiekane pod kruszonką, podane z sosem waniliowym (14 zł).

W hotelu spędziliśmy prawie trzy dni. I pewnie to dość dziwne, ale smutno mi było opuszczać to niezwykle przytulne i przyjazne miejsce. Na pewno wrócę.
Na koniec dodam, że PURO, oprócz Poznania, ma jeszcze hotele w Krakowie i Wrocławiu, a kolejny, w Gdańsku, zostanie otwarty w 2015 roku.

Więcej informacji na temat hoteli PURO: Tutaj

Szczególne podziękowania kieruję do Dawida Grauscha, który otoczył nas opieką, odpowiadał na wszystkie pytania i służył pomocą i dobrą radą o każdej porze.

34 komentarze
Poprzedni
keksikicynamonowe_0046-m
Następny
kniga