Ciasto z granoli i borówek i mądre książki

Ostatnio intensywnie poszukuję mądrych książek, dzięki którym łatwiej będzie mi odpowiedzieć na wszystkie pytania, które zadaje sobie w dzisiejszym świecie matka.
Kiedy dzieci są malutkie, wszystko wydaje się proste: trzeba im zapewnić miłość, rozmowę, bliskość, ciepło i spokój. Wypracować rytuały, poświęcić czas.
Kiedyś myślałam, że to, kim są i kim się w przyszłości staną, jest ściśle powiązane z wartościami, jakie im wpajamy, kiedy są małe.
Myślimy, że jeśli będziemy im odtwarzać Muzykę dla bobasa z muzyką poważną, nasze dziecko będzie melomanem lub przynajmniej fanem tego rodzaju dźwięków. Szukamy wyjątkowych, interaktywnych zabawek, oryginalnych książek. Babcia kupuje Baśnie Andersena, znajomi polecają kurs pływania dla niemowląt.
Robimy to wszystko, by po pewnym czasie odkryć, że nasze dziecko jest tylko dzieckiem, osobną istotą z własnym gustem, swoimi marzeniami i innymi wyobrażeniami niż te, które my mamy na temat Teletubisiów, My Little Pony czy plastikowej biżuterii.

Kiedy odkryłam, że moje marzenia nie są marzeniami mojej córki, a ona jest inną osobą niż ja, kiedy byłam w jej wieku, zaczęłam sobie zadawać pytania o różnice w podejściu do wychowania w dzisiejszych czasach i wtedy, kiedy ja byłam mała. Wydaje się, że wtedy wszystko było prostsze. Trzeba było szanować rodziców i nauczycieli, mówić „dzień dobry” sąsiadom, pomagać starszym i opiekować się młodszym bratem, jeśli mama o to poprosiła.
Współczesne dzieci często pytają „dlaczego ja muszę to zrobić?”, wolno im grymasić przy stole, podejmować decyzje, dyskutować z nauczycielami, a rodzice, słusznie czy niesłusznie, zawsze staną za nimi murem.
Dzisiejszy świat jest o wiele bardziej skomplikowany niż ten z lat 80-tych czy 90-tych, w których ja byłam dzieckiem.
Wtedy życie było proste: szkoła, podwórko, koleżanki ze szkoły i z podwórka. Zabawy w chowanego, marzenia o chomikach, jamnikach i zegarku elektronicznym. Dzień dziecka, kiedy dostawało się prezenty i gwiazdka, na którą się czekało, bo wtedy zawsze było pod choinką coś specjalnego.
Nie chcę generalizować, ale im więcej rozmawiam z rodzicami, a przede wszystkim mamami, widzę, że współczesne dzieci są do siebie podobne: mają dostęp do wszystkiego, trudniej im wskazać granice, trudniej im zabronić. Bo choć każdy z nas uważa, że jego dziecko jest wyjątkowe, to gdzieś tam i tak mamy wszyscy podobne problemy wychowawcze i szukamy odpowiedzi na podobne wątpliwości.

Zadając sobie pytania, trafiłam na książki Jespera Juula, duńskiego terapeuty rodzinnego, który z jednej strony odchodzi od autorytarnych metod wychowawczych, z drugiej jednak wskazuje na to, że dzieci potrzebują mądrego i świadomego przywództwa dorosłych.Twoje kompetentne dziecko jest uznane za najważniejszą książkę tego terapeuty i mówi o tym, jak nasze zachowania wpływają na postępowanie naszych dzieci. Łamie wiele mitów dotyczących bezstresowego wychowania, stosowania pochwał i wyręczania dzieci w tym, co mogą i powinny robić same.
Mówi o tak kluczowych kwestiach, jak odpowiedzialność społeczna, wzajemny szacunek, wyznaczanie granic czy poczucie własnej wartości. Odpowiada też na odwieczne pytanie: czy rodzice zawsze powinni być jednomyślni w kwestiach wychowawczych.

Drugą książką, o której chcę wspomnieć, a od której zaczęłam lekturę książek Juula, jest „Przestrzeń dla rodziny„, która jest wywiadem Juula i duńskiej dzienikarki Moniki Øien. Jest to rozmowa, gdzie współautorzy dzielą się własnymi doświadczeniami w wychowywaniu dzieci i funkcjonowaniu w rodzinie i społeczeństwie.
Niezwykle inspirująca i pouczająca lektura.
Obie książki wydało: Wydawnictwo Mind.

Wracając do kuchni i domowych wypieków, przygotowałam dziś ciasto eksperymentalne.
Zawsze mam w domu słoik domowej granoli.
Lubię ją jednak robić regularnie co jakiś czas, by nie magazynować niepotrzebnych ilości. Lubię też batoniki owsiane, z bakaliami i syropem klonowym.
Dziś postanowiłam połączyć przyjemne z pożytecznym – chciałam sprawdzić, czy uda się zrobić ciasto z granoli. Efekt mnie zaskoczył.
Ważne: każda granola jest inna. Jedna jest bardziej, inna mniej sucha. Warto dodać taką ilość masła i jajek, by uzyskana masa dobrze się kleiła. Jeśli masa będzie zbyt sucha, spód będzie się po upieczeniu kruszył i nie uda się go w ogóle pokroić. Nie wolno też ciasta piec zbyt długo. Mojemu wystarczyło 20 minut. Czyli jest to trochę ciasto „na wyczucie”, więc przepis niech będzie jedynie wskazówką.

Ciasto z granoli i borówek

250 g domowej granoli (np z tego przepisu)
3 łyżki syropu kukurydzianego lub miodu
1 lub 2 jajka (dodajemy stopniowo, jeśli po pierwszym masa będzie lepka, nie dodajemy kolejnego)
2 łyżki masła
opcjonalnie: cukier trzcinowy do smaku
opakowanie borówek amerykańskich (ok. 300 g)

kruszonka:
2 łyżki granoli
1/2 łyżki masła
1 łyżka mąki pszennej
1/2 łyżki cukru

Najpierw kruszonka:
wszystkie składniki zmiksować – krótko, tylko tyle, by utworzyły się okruchy. Odstawić.
Piekarnik nagrzać do 200 st C.
Formę do tart o średnicy 24-26 cm wyłożyć papierem lub posmarować delikatnie masłem.

Granolę zmiksować jak najdrobniej. Połączyć z pozostałymi składnikami (oprócz borówek). Wylepić masą formę do tart. Na wierzch wysypać borówki i kruszonkę.
Wstawić do piekarnika i piec 15-20 minut, do czasu aż kruszonka będzie rumiana i chrupka.

23 komentarze
Poprzedni
rp_1.png
Następny
rp_IMG_2097.JPG