Trójmiasto zimą: Retro i Petit Paris

Ciasto gryczane w kawiarni Retro

Moje ferie zimowe zawsze będę kojarzyć z olimpiadami, koglem-moglem jedzonym przed telewizyjnymi transmisjami łyżwiarstwa figurowego i popisami Katariny Witt i Wiktora Pietrenko.

To błękine łyżwy pożyczone od przyjaciółki, na których śmigałam po zamarzniętej rzece (temperatury na Wschodzie osiągały wówczas minus 20 stopni Celsiusza).
To grube, gęste futro kotów, które wchodziły do domu na miskę z pokrojoną w kostkę bułką zalaną ciepłym mlekiem.
Chciałabym dać moim dzieciom podobne ferie.

Pakujemy walizkę i jedziemy na kilka dni nad morze. 
Wybieramy Sopot. Trasa z Warszawy, dzięki autostradzie, jest dziś mało kłopotliwa i czas podróży mija nam szybko. Nie lubię zimą turystycznych kurortów, które świecą wówczas pustkami.
Wybieramy hotel, który w razie niepogody, zapewni nam rozrywki, choćby basen.
Ale pogoda jest piękna, od rana świeci słońce, a my, ubrani „na cebulkę” wędrujemy plażą wzdłuż brzegu. Godziny mijają niewiadomo kiedy. Robimy zdjęcia, zbieramy muszelki, gapimy się na rybaków, którzy wysiadają z kutra rybackiego niosąc poranny połów.
Chcieliśmy spędzić ten czas w stylu „slow”, odwiedzając nowe miejsca i ciesząc się sobą. 
Odwiedziliśmy w tym czasie kilka miejsc, ale zauroczyły mnie szczególnie dwa.

*

Kawiarnia Retro

Michalinę Patrzałek, właścicielkę Retro poznałam kilka lat temu, przy okazji pierwszego Blog Forum Gdańsk. Wtedy pytałam ją głównie o tango, które tańczy. Zapamiętałam uroczą, eteryczną dziewczynę o pięknych dłoniach, a potem śledziłam jej starania o to, by otworzyć swoją własną kawiarenkę.
W progu Retro, które mieści się na gdańskiej Starówce, witają nas niewielkie kartony z czerwonymi, sycylijskimi pomarańczami. Zamawiam zimową herbatę Słodka Pomarańcza (zielona herbata z syropem pomarańczowym, cytryną, pomarańczą, goździkami i imbirem/8 zł). Prosimy też o kawę – Misia proponuje nam Chemexa.
To, co zajmuje mnie najbardziej to witryna z ciastami. Przyznam, że już dawno nie spotkałam w polskiej kawiarni takiego wyboru, gdzie miałabym ochotę spróbować po prostu wszystkiego.
Sernik dekadencki, kilka rodzajów szarlotek, a wszystko świeże i pięknie wyeksponowane. Moja córka wybrała tartę czekoladową z wedlowskiej czekolady i orzechów włoskich (11,50 zł), ja skusiłam się na proponowane przez Michalinę Ciasto gryczane (bez mąki, z migdałami, słodzone karobem, podane z lodami waniliowymi/13,50 zł) i przyznam, że od tamtej pory nie ma dnia, w którym nie wspominałabym, jakie było smaczne i świeże.
To, co urzekło mnie najbardziej, to klimat tego miejsca, w którym czuć obecność właściciela i troskę o to, by wszystko było dopieszczone i zadbane.
Tu nie ma chaosu, pośpiechu, ciast, które się skończyły i nie wiadomo, czy będą.
Chemex
Wnętrze cafe Retro

*

Petit Paris


Szukałam miejsca na dobrą kolację i zachęcona pozytywnymi recenzjami w internecie, skusiłam się na wizytę w Petit Paris.
Wystrój przypomniał mi bistra, w jakich miałam okazję być we Francji. Proste i bez zadęcia.
Ale najlepsze miało dopiero się pojawić.
Zaczęliśmy od zup: wybrałam zupę dyniową z sezamowymi krewetkami, aromatyzowaną pomarańczami, podaną z musem chrzanowym /20 zł/, mój towarzysz zdecydował się na tradycyjną zupę cebulową z grzanką zapiekaną z serem /15 zł/. 
Jedząc wiedziałam, że nawet jeśli dania główne zawiodą, jeszcze tam wrócę. Na powtórkę tego, co zamówiłam przed chwilą.
Następna była tarta z kozim serem, prażonymi migdałami, świeżym szpinakiem i chipsami z kiełbasy krakowskiej /19 zł/ na kruchym, rozpływającym się w ustach cieście. 
Próbowaliśmy też malutkich, smażonych kalmarów /25 zł/. Na danie główne wybrałam smażonego dorsza z ziemniaczanymi krokietami z pietruszką /35 zł/.
Przy sąsiednim stoliku ktoś zamówił pikantne krewetki Black Tiger w oliwie czosnkowej, aromatyzowanej tymiankiem i rozmarynem /38 zł/ i kiedy zobaczyliśmy dwie żeliwne patelnie ze skwierczącą zawartością, wiedzieliśmy, że musimy jeszcze wrócić.
I wracaliśmy. Codziennie.
Moim ukochanym deserem jest ciepłe ciastko czekoladowe i niemal zawsze, jeśli widzę je w menu restauracji, zamawiam, by spróbować, czy jest takie, jak być powinno. 
To z Petit Paris jest idealne: intensywnie czekoladowe, płynące w środku, delikatnie chrupiące na zewnątrz /15 zł/. Niemal tak idealne, jak creme brulee, na prawdziwych żółtkach, śmietance, z ziarenkami wanilii /12 zł/, którego porcja jest tu tak duża, że jedliśmy ją we dwie osoby. 
Dorsz smażony z kaparami, szalotką i pietruszką, podany z chrupiącymi acras
Tarta z kozim serem, prażonymi migdałami, szpinakiem i chipsami z kiełbasy krakowskiej
Chrupiące małe kalmary, podane z kremem z pieczonego czosnku i tymianku i marynowanymi buraczkami
Ciepłe ciastko czekoladowe Moelleux z lodami waniliowymi i sosem z czerownych owoców

Adresy: 

ul. Piwna 5/6, 
Gdańsk

ul. Grunwaldzka 12/16, 
Sopot


A z ciekawostek: W najnowszym, marcowym numerze PANI ukazał się mój materiał na temat Chleba jak za dawnych lat, który można upiec w domu. Polecam lekturę:)


17 komentarzy
Poprzedni
rp_1.png
Następny
rp_buchty-marzec_0043.png