Nowe książki kucharskie: Michel Moran: Moje Smaki

To miała być recenzja kilku książek, które ostatnio trafiły do mojej biblioteczki, ale pierwsza z nich zaabsorbowała mnie na tyle, że kolejne przedstawię w innym poście.

To mogłaby być niezła książka. Mogłaby. Gdyby ktoś miał pomysł na to, do kogo ją skierować i przyłożył się do jej korekty i edycji.
Mam taką manierę, że zawsze czytam wstęp w książkach kucharskich. Wstępy bywają różne, ale przyznam, że pierwszy raz spotkałam się z takim, gdzie w drugim akapicie jest błąd w nazwie pięciogwiazdkowego hotelu, w którym, jak wynika z kontekstu, autor zdobywał szlify w swoim zawodzie i z czego jest dumny.
Potem jest już gorzej: rozumiem, że Michel Moran jest cudzoziemcem, a jego lapsusy językowe są zabawne, kiedy mówi, jednak czytanie jego myśli bywa nie do strawienia:
„Borowiki mają to do siebie, że nie trzeba szukać pretekstu do ich przygotowania”/Gnocchi z borowikami/
„W tym przypadku misz-masz smaków, które dopełniają się nawzajem, tworzy ich symfonię niczym kompozytor wielkie dzieło, a wstęp na koncert wolny dla każdego” /Sałatka z kurczaka i papai/
Przejdźmy do przepisów: książki kucharskie bywają różne – jedne mają inspirować i są swobodną interpretacją przepisów – dodaj garść tego, szczyptę tamtego, bazylię możesz pominąć a kurczaka zastąpić łososiem. Inne każą ważyć sól, płyny i szczegółowo opisują, jaki rodzaj pieprzu jest do danej potrawy najwłaściwszy.
Tu mam wziąć 12 kawałków golonki cielęcej (jakiej? ile ma ważyć? jak ją wcześniej przygotować?) i „obtoczyć ją w mące, następnie w garnku podgrzać oliwę i obsmażyć mięso” (ossobuco), w przepisie na łososia z małżami w paczuszce mam dodać 200 ml sosu z małż (jakiego?), 400 ml płynnej śmietany (ile %?), w przepisach na drób nie ma słowa o tym, czy ptaki mają być patroszone czy nie, czasem wynika to z kontekstu w opisie, gdzie pojawia się polecenie pokrojenia wątróbki, innym razem nie ma na ten temat żadnej wzmianki.
W przepisie na gnocchi z borowikami nie dowiem się, jak zrobić gnocchi, bo w mam je po prostu kupić i zagotować, aż wypłyną na powierzchnię wody.

Gdyby to była książka kucharza-amatora, wybaczyłabym te nieścisłości, które powodują, że przepisy są niejasne i dla kogoś, kto nie gotuje na co dzień, mogą być przez to niewykonalne.
Mam jednak do czynienia z autorem, który pretenduje do bycia kulinarnym autorytetem, zasiada w jury najbardziej popularnego w Polsce formatu, jakim jest Master Chef i jest kreowany na znawcę tematu. Oczekuję więc perfekcji, jakiej wymaga od uczestników programu, w którym sędziuje, perfekcji, o której mówi w wywiadach.

Rynek książek kulinarnych zmienia się w Polsce na tyle dynamicznie, że nie wystarczy ludziom podać dziś czegokolwiek, by się tym zachwycili, zwłaszcza, że obok na półce w księgarni stoją dzieła takich tuzów jak Gordon Ramsay czy Michel Roux. Ten pierwszy już dawno się zorientował, że czytelnicy potrzebują jasnych, klarownych instrukcji, a książki dzielą się na takie, które zawierają dania restauracyjne i takie, w których jest zbiór receptur na potrawy gotowane w domu. Misz-masz jednych i drugich przepisów nigdy nie wychodzi książce na dobre. Sałatka z kalafiora, tuńczyka (z puszki) i anchois w zestawieniu z kuropatwą w grzybach czy bażantem w czerwonym winie z rodzynkami i polentą wyglądają, co najmniej, zaskakująco.
I jeszcze coś, co mnie również irytuje: nie mamy zdjęcia potrawy, wrzućmy zdjęcie jakiegoś składnika z dania: pieczarek, surowej ryby, pieprzu albo cebuli. Po co? Nie wiem.

Od kiedy książka ukazała się na rynku, wśród moich znajomych, którzy zajmują się na co dzień kulinariami, a niektórzy z nich zawodowo książki recenzują, słyszałam opinie, że ta pozycja jest straszna. Nikt jednak nie wypowiedział swojego zdania głośno. Nie wiem, czemu.
Moim zdaniem zwrócenie uwagi na błędy i szczera wypowiedź na temat tego, co dostaliśmy do oceny jest szansą na to, by książki publikowane w Polsce były lepsze i byśmy mogli kiedyś równać się z zagranicznymi autorami, których dziś chętnie tłumaczy się na język polski.
Nie każdy, nawet najlepszy, szef kuchni, potrafi sam napisać dobrą książkę kucharską. Zakładam, że w tym mogą mu pomóc dobrzy wydawcy. Chyba, że sami nie wiedzą, jak to zrobić.

Mam też wrażenie, że tak naprawdę w tej książce jest wiele przepisów, które staranniej wyeksponowane, opisane i sfotografowane, mogłyby stać się inspiracją do lepszego gotowania w domu. Bo oprócz banalnych tart na gotowym kruchym cieście kupionym w spożywczaku, są tu dania, na które warto zwrócić uwagę: smażone kacze udka z czerwoną kapustą i koprem (pomysły na kaczkę są mocną stroną tej książki), kalafiorowy chłodnik z wędzonym łososiem i szparagami czy też pasta ze śledzia wędzonego i marchwi.

Moje smaki, Michel Moran
Wyd. Muza, Warszawa 2013
Cena: 49,99 zł

33 komentarze
Poprzedni
rp_croissants_0030.jpg
Następny
rp_precle_0051.jpg