Sezon na dynie

Lody cynamonowe podane z gotowaną w grzańcu dynią Futsu

Dwa wrześniowe dni, na przemian świeciło słońce i padał deszcz, ale nie mogłam sobie odmówić degustacji dyń z gospodarstwa Ludwika Majlerta, który na tę okoliczność przywiózł je do hotelu SPA dr Ireny Eris na Wzgórzach Dylewskich.

Ci, którym dynia kojarzy się jedynie z zupą gotowaną z odkrojonego szerokim nożem wielkiego plastra sprzedawanego na ulicznych straganach, mogliby się naprawdę zdziwić, jak bogaty to i ciekawy dyniowy świat.

Moje pierwsze dyniowe wspomnienia, to dynia w occie, którą przygotowywało się w moim domu, którą po prostu uwielbiałam. Do kanapek, sałatki jarzynowej, do podsmażonych na maśle ziemniaków.
Moja Mama robiła też dyniową zupę, lekko słodką, podaną z lanymi kluskami. Dziś już nikt w ten sposób jej nie przygotowuje.

Lubię dynię. Zawsze, kiedy idę do warzywniaka i ją widzę, muszę kupić chociaż kawałek, który potrafię przerobić na zupę, gnocchi, ciasto, farsz na słodko albo słono. Dynia jest czymś niezwykle uniwersalnym, ale przyznaję, że dotychczas nie zastanawiałam się zbyt często nad różnicami pomiędzy poszczególnymi odmianami. Wybierałam zwykle gatunki o ciemnopomarańczowym miąższu.

Podczas degustacji, nie tylko miałam okazję poznać nazwy, ale też spróbować surowego i pieczonego miąższu każdej z nich. Niektóre smakują jak melony (Muscat de Provance, którą można również jeść na surowo), inne przypominają słodkie ziemniaki. Moim zdecydowanym faworytem była odmiana Blue Ballet – mączysta, delikatnie słodka, smakująca trochę jak ziemniak.
Tą, która była najpiękniejsza, była Futsu Black, także mączysta, słodka.
Cudem natury są dla mnie dynie makaronowe – po upieczeniu ich miąższ dzieli się na pasma przypominające makaron, stąd nazwa, które same w sobie są ozdobą i nie potrzebują zbyt wielu składników, które wydobędą ich smak. Dynie makaronowe, które tym razem degustowałam to: Stripetti i Pyza (dodam tylko, że wystarczy upiec je w piekarniku nagrzanym do 180 st C przez 50 minut, nie trzeba ich wcześniej obierać).

Dla tych, którzy nie kupują dyni, ponieważ, podobnie jak ja, nie lubią jej obierać, natura stworzyła odmiany bezłupinowe, np. Miranda. Uchiki Kuri z wyspy Hokkaido również można po upieczeniu jeść ze skórą. To nieduże główki, które można często spotkać w sklepach z żywnością ekologiczną.

Zaskoczeniem dla mnie była odmiana Microwave – niewielkich rozmiarów główka, którą można ugotować w pięć minut w mikrofalówce.

Po prezentacji wszystkich odmian dyń i ich degustacji, przyszła pora na wspólne gotowanie z szefem kuchni restauracji Romantyczna, Bartoszem Budnikiem. Restauracja w 2006 roku, jako pierwsza w Polsce, otrzymała rekomendację stowarzyszenia Slow Food.
To miała być dyniowa fiesta i rzeczywiście, gotowanie i jedzenie zajęło nam chyba sześć czy siedem godzin, podczas których przygotowaliśmy wspólnie osiem dań. Niech Was nie zmylą więc małe porcje.
A na koniec dnia nie mogłam sobie odmówić rowerowej przejażdżki po okolicy:)

Ravioli z kozim twarogiem i dynią Delica podane z masłem szałwiowym
Mój faworyt: Smażona sałatka z dynią makaronową Stripetti, oliwą rydzową, selerem naciowym i lemon curdem

26 komentarzy
Poprzedni
rp_tarta-z-grzybami_0006.jpg
Następny
rp_miodowe_0057.jpg