O nowych magazynach life-stylowych i okołokulinarnych

Mam słabość do drukowanych magazynów. Od zawsze. To chyba nieuleczalne. Internet internetem, pozwala zdobyć informacje, nasycić oczy, ale nic nie zastąpi mi chwil, w których wracam do domu z nowymi gazetami. Każda z innego papieru, inaczej wydrukowana, w innym stylu.
Uwielbiam to.
Jestem w stanie spędzać godziny w Trafficu oglądając nowe tytuły. Zawsze też dowiem się gdzieś, coś czytając, o nowych przedsięwzięciach.
I wśród kakofonii kolorowych okładek, gdzie jedna przypomina drugą, wyszukuję takich, które są zupełnie inne niż cała reszta.
Tak znalazłam magazyn Cereal. Magazyn do czytania i oglądania. Inspirujący, czysty, o przejrzystej strukturze, przemyślanej typografii. Wydany bez wsparcia reklamodawców, a więc drogi, jak na tego typu przedsięwzięcie przystało (£10).
To angielski magazyn, wydawany i drukowany w Londynie na tak modnym ostatnio papierze offsetowym.
Trzy osoby prowadzące redakcję wspiera grupa rozsianych po świecie współpracowników.
W numerze drugim piszą oni między innymi o Berlinie. Znalazło się więc miejsce na artykuł na temat  Muzeum Żydowskiego zaprojektowanego przez Daniela Libeskinda, krótka historia bauhausu, ale też opowieść o jednej z najpopularniejszych niemieckich przekąsek – currywurst.
Zaintrygował mnie solidnie napisany i zilustrowany materiał na temat historii soli i pieprzu, wzbogacony o przepis na lody z czarnym pieprzem.
Z dalekich krajów jest jeszcze opowieść o Seulu – języku, historii, ale też kulturze picia kawy, sekretnych ogrodach czy, wreszcie, o gochujang – słynnej koreańskiej paście, której tradycji należy szukać już w XVII wieku. Gochujang produkuje się między innymi z chilli, ryżu, fermentowanej soi i soli.
Na koniec autorzy magazynu przenoszą nas do Walii.

A teraz coś z naszego rodzimego podwórka, na którym trudniej znaleźć coś godnego uwagi, bo mimo iż nowe magazyny pojawiają się jak przysłowiowe grzyby po deszczu, to trudno nie zauważyć, kiedy  z numeru na numer zaczynają im się wykruszać współautorzy, a prowadzący zaczynają zapełniać strony materiałami promocyjnymi czy, w imię „promocji” publikując teksty i zdjęcia blogerów lub materiały prasowe nadesłane przez firmy.
Nie mam nic przeciwko materiałom prasowym, o ile nie zajmują większości gazety.
Zazwyczaj wiem, że magazyn chyli się ku upadkowi, kiedy zaczyna dołączać archiwalne numery do bieżących, a artykuły zaczynają być po prostu przetrawioną papką materiałów zaczerpniętych z innych, najczęściej zagranicznych, źródeł.
I o ile zawsze chętnie wspieram je na początku kupując, to po dwóch, trzech numerach z przykrością stwierdzam, że dalej już nie ma sensu.
Miło, że jednak są takie, które dzielnie walczą i się rozwijają.
Zwykłe Życie (22 zł) wydało właśnie trzeci numer swojego magazynu, który przeczytałam z zainteresowaniem od początku do końca.

Wpisuje się w nowoczesny trend magazynów drukowanych na offsecie, ze zdjęciami tylko w minimalnym stopniu poddanymi obróbce komputerowej.
Z przyjemnością przeczytałam o oranżadzie tradycyjnej i jej twórcach, którzy wymyślili ją w latach 70-tych i z zaskoczeniem przyjęli powracającą na nią modę.
I o „Polskiej kiszce”, firmie prowadzonej przez młodego pasjonata, który zajął się produkcją kiełbas. Pewnie niewiele osób w Polsce wie, że w Borysewie, na 22 hektarach, inny pasjonat prowadzi prywatne ZOO i opowiada o trudach i radościach posiadania takiego bogactwa.
Chętnie czytam o ludziach z dawnych czasów, lubię też dawne książki, więc z ciekawością zagłębiłam się w lekturze na temat tego „Jak stać się silnym i sprawnym” napisanej w latach 60-tych przez kulturystę Stanisława Zakrzewskiego, który dziś jest aktywnym trenerem dużo młodszych od siebie.
Najbardziej zainspirował mnie jednak artykuł o właścicielu poznańskiej kwiaciarni Kwiaty i Miut, bo lubię wariatów pochłoniętych bez reszty swoją pasją. Po lekturze prawie trafiłam na jego warsztaty z układania kwiatów, bo od niedawna prowadzi je w Poznaniu.
Gdyby ktoś chciał się dowiedzieć, jak dawniej pracowały mistrzynie gorseciarstwa, polecam wywiad z Alicją Grabowską, której mąż Eligiusz, były kolarz, w ciężkich czasach rowerem rozwoził zamówienia po Warszawie.
Mogłabym tak wymieniać bez końca, zajrzyjcie sami, czy warto 🙂

I jeszcze na koniec inny magazyn, którego nie miałam okazji recenzować, a któremu kibicuję od pierwszego numeru (teraz ukazał się 3), Magazyn Smak (22 zł).
Miałam przyjemość współpracować przy kolejnym wydaniu, które ukaże się już w sierpniu.
Magazynem dowodzi Monika Brzywczy, która jest jednocześnie zastępcą redaktorów naczelnych w Przekroju i doskonale orientuje się w kwestiach prowadzenia tytułu. Krzysztof Kozanowski jest dyrektorem kreatywnym i nie interesowałam się wcześniej jego twórczością, dopóki nie zobaczyłam, jak pracuje: Profesjonalnie.
Smak na stałe działa w małym zespole, ale wydaje się, że nie ma problemu z zachęceniem nowych współpracowników do urozmaicenia jego treści. Na łamach magazynu ukazują się takie twarze jak Magdalena Cielecka czy laureat tegorocznego Paszportu „Polityki” Szczepan Twardoch. Byłam świadkiem powstawania kolejnego numeru i z uznaniem mogę stwierdzić, że był tworzony w atmosferze profesjonalizmu i przy okazji dobrej zabawy, wśród ludzi, którzy się lubią i szanują, a nie walki i pośpiechu, jak to często bywa.
Wracając do treści: wywiad z orędownikiem polskich serów zagrodowych Gienem Mientkiewiczem,  fascynujący felieton Jakuba Pieniążka na temat przysmaków z mórz i oceanów (a warto dodać, że Jakub na stałe mieszka w Portugalii i zawodowo zajmuje się łowami morskich potworów i turystyką biznesową), a także o tym, jak się jada w prywatnych salach restauracyjnych oraz jak smakują jadalne kwiaty.
Zachęcam do lektury i pozdrawiam wszystkich, którzy wytrwali do końca tego posta 🙂

Liska

29 komentarzy
Poprzedni
rp_burger.jpg
Następny
rp_kremzkalafiora-1.jpg