Keks dyniowo-bananowy z czekoladą i suszonymi jabłkami

Czytam wiadomości i ogarnia mnie trwoga. Im więcej afer i nieszczęść, tym chętniej mam ochotę wyłączyć wszystko i zaszyć się w ciszy domu. W gonitwie dnia codziennego, pośród nowych znajomości, ulotnych jak dzień dobry rzucone na progu sklepu z czekoladkami, zaczęłam bardziej doceniać stare przyjaźnie.
Starłam z nich kurz, uświadamiając sobie, jak ważne jest to, że ktoś zna nas prawie od zawsze i niezależnie od tego, jak się zmieniamy, jest obok. Jak niecodzienne jest móc na kogoś liczyć, nie tylko od święta i nie tylko wtedy, kiedy wszystko się układa albo chociaż jest „ok”. I jak pięknie jest móc dawać komuś przyjaźń, uwagę i troskę.
Zajrzałam do kalendarza z listą urodzin i zobaczyłam imiona bliskich mi osób, z którymi rozmawiałam za rzadko, bo milion spraw na głowie, bo praca, bo aura zbyt zimna albo za gorąca.
Wciąż coś nas trapi, gdzieś się spieszymy, coś kupujemy, za czymś pędzimy. Jak często potrzeba jakiegoś wstrząsu, ciosu, choroby albo innego zmartwienia, by się na chwilę zatrzymać i zobaczyć, że dzieciństwo naszego dziecka jest ulotne i niespodziewanie mija. Ta ulotność sprawia, że pewnego dnia siadamy rano do śniadania z jakąś nową, mało znaną istotą, u której na próżno szukać wspólnych tematów. Na pytanie, co w szkole, odpowie tylko „w porządku”, idąc do swojego pokoju z laptopem, iPadem albo słuchawkami na uszach.
Zadzwoniłam do bliskich mi osób, z którymi zwykle wymieniałam sms-y, albo maile, albo przelotne zdania, kiedy przez przypadek widywaliśmy się w mieście. Zobaczyłam na nowo, ile daje możliwość rozmowy twarzą w twarz, bez wszechogarniającej potrzeby sprawdzania statusu na Facebooku.
I choć to banały, złapałam się na tym, jak bardzo mi tego brakowało. I jak dobrze jest czasem zgubić telefon na dwa dni i być poza zasięgiem wszystkiego, co odciąga mnie od tu i teraz.
Dziś idę na koncert Yasmin Levy, która nigdy nie przestaje dostarczać wzruszeń.
Do szybkiego przeczytania!

Ciasto dla przyjaciela, który pracuje za dużo, za bardzo się wszystkim martwi i je pierogi z pobliskiego sklepu spożywczego. 
Jest świeże przez tydzień. Można je zawinąć w folię, a potem kroić na grube kromki. Ich delikatne opiekanie w tosterze sprawi, że czekolada się rozpuści.
Keks dyniowo-bananowy z czekoladą i suszonymi jabłkami
3 średniej wielkości banany
200 g musu z dyni (wcześniej piekę dynię, obieram ze skóry i miksuję blenderem)
2 jajka
100 g drobnego cukru trzcinowego (opcjonalnie)
210 g mąki pszennej (mąki należy dać tyle, by ciasto miało konsystencję gęstej śmietany)
1 łyżeczka sody
garść czekoladowych chipsów (lub tabliczka 100 g gorzkiej czekolady drobno pokrojonej)
100 g masła, stopionego i ostudzonego
2 łyżki suszonych jabłek, drobno pokrojonych (używam miękkich jabłek bez skóry)
Banany ugnieść widelcem, wymieszać z dynią, jajkami, cukrem i masłem. Następnie stopniowo wsypać mąkę wymieszaną z sodą, suszone jabłka i czekoladowe chipsy/czekoladę.
Piekarnik nagrzać do 180 st C.
Keksówkę o długości 22-24 cm posmarować masłem, oprószyć mąką lub bułką tartą, wlać ciasto.
Wstawić do piekarnika i piec godzinę.
Upieczone ciasto zostawić w wyłączonym, uchylonym piekarniku, by powoli ostygło.
Najsmaczniejsze następnego dnia.
Smacznego!

28 komentarzy
Poprzedni
rp_granola_0016.jpg
Następny
rp_jajecznica_0028.jpg