Bez tytułu posta

Patrzę na niebo i widzę chmury jak płaty farby odklejającej się od ściany nierównomiernymi bąblami. Wdycham haust jesiennego powietrza – jest wilgotne, chłodne, przesiąknięte zapachem ziemi, suchych liści i pieczonych ziemniaków.
Co się narodzi z tej tęsknoty, która ciężkim, gorącym kamieniem układa się obok serca, kiedy próbuję zasnąć na wąskiej kanapie pod grubym, zakurzonym kocem?
Z aparatem na szyi wędruję przez wysokie trawy, zaglądam do opuszczonych siedlisk, pochylam się nad stertą książek “Język rosyjski klasa 8” pokrytych warstwą brudu. Uczyłam się z takich samych, nie muszę ich otwierać, by znać rytm stron, słów, historii i rysunków.
Rozprawiam o drewnie na podłogi. Poznaję gruszę – jest aksamitna i ciepła w dotyku, pachnie wakacjami. Chciałabym kiedyś po takiej stąpać, zbierać z niej okruszki ciasta, które spadły ze stołu podczas późnej kolacji.
Lubię popołudnia przepełnione wyczekiwaniem na ciepłe kolacje. I wieczory, kiedy nagle braknie mąki i muszę zejść na dół do sklepu, żeby tuż przed jego zamknięciem kupić torebkę na wielkie drożdżowe ciasto z kruszonką, którą będę kruszyć w ciepłych palcach myśląc niewiadomo o czym.
Przetrząsam swoje archiwa ze zdjęciami. Natrafiam na polaroidy z mojej pierwszej pracy, gdzie koledzy sfotografowali mnie w wielkich, czarnych goglach. Pamiętam do dziś, o czym wtedy myślałam. Gdzie spacerowałam w myślach, czego próbowałam i za kim tęskniłam.
Jesień pcha mnie w ciche kąty zapomnianych kawiarni, najlepiej tuż przed zamknięciem. Tam mogę usiąść po turecku na starej kanapie pokrytej pledem i pijąc gorącą herbatę poprawiać materiały do wysłania do wczoraj.
Mało gotuję w domu.
Od kiedy robotnicy obkleili wszystkie okna folią, uciekam w pracę poza domem, ale wrócę przed zimą, kiedy oni sobie pójdą zostawiając po sobie dom, jak nowy.
Wrócę wtedy do moich rytuałów, rondli i ciepłych kanapek.
O wiele bardziej lubię teraz gotować u moich przyjaciół i nie wiedzieć czemu, nagle zapragnęłam prostych dań, smaków, które odtwarzam po latach, konstruując je z okruchów wspomnień. Pierwszy raz usmażyłam dla kogoś jajka na bekonie. Czułam się trochę jak wtedy, gdy jako dziesięciolatka stałam na małym stołku w kuchni grzebiąc w szufladach w poszukiwaniu bakalii, które mogłabym wrzucić do ciasta.
Dookoła tyle inspiracji, tyle ludzi, tyle zdań i zagadek do rozwiązania. Dni i tygodnie pędzą jak szalone.
Odbierając polecony, napisałam listonoszowi rok 2008. Czas się zatrzymuje. Czasem.

27 komentarzy
Poprzedni
rp_blogger-image-1562268396.jpg
Następny
rp_stół.jpg