Kawiarnie warszawskie czyli gdzie chodzę na kawę

Bardzo lubię kawiarnie i życie, jakie się w nich toczy.
Zapach świeżo parzonej kawy, ciepłe kanapki, dostęp do internetu.
Mam kilka swoich ulubionych, które wybieram zależnie od tego, czy chcę się z kimś spotkać czy posiedzieć sama.
W niektórych spędzam czas pracując z komputerem, w innych przeglądam gazety, w jeszcze innych jem ulubione dania.
Jeszcze nie znalazłam w Warszawie kawiarni idealnej, która spełniałaby wszystkie moje zachcianki: była odpowiednia na spotkanie w sprawie pracy, na wylewanie łez w rękaw kogoś bliskiego, na pogaduszki z koleżanką. Jedne są zbyt puste, inne zbyt gwarne.
W jednych kawa jest zbyt zimna, w innych kawa znakomita, ale croissanty jak z tektury.
Jeszcze dwa lata temu byłam fanką kawiarni sieciowych, przede wszystkim Coffee Heaven, ale ostatnio prawie wcale tam nie zaglądam. Przestało mi smakować.
Dostaję wiele pytań o to, gdzie chodzę na kawę. A jeszcze częściej spotykam tam Czytelniczki bloga, które pytają czy ja to ja albo wysyłają mi po przypadkowym spotkaniu maila 🙂 Nie powiem, gdzie spotykam Czytelniczek najwięcej, ale to, co cieszy mnie w tych spotkaniach najbardziej to fakt, że lubimy podobne rzeczy, mówimy podobnym językiem, mamy podobne upodobania.
Dziś kilka miejsc pod kątem najlepszej kawy w mieście.
Żadne tam Coffee Heaven i Starbucksy!

Filtry Cafe

Filtry Cafe

Był późny wieczór, a ja tego dnia wypłakałam już tyle łez, że jedynym pocieszeniem mogła być filiżanka mocnego espresso.
Przyjaciel zabrał mnie na najlepsze espresso w mieście.
Siedzieliśmy w malutkim lokalu, jadłam zeschnięty kawałek tarty i piłam najlepszą kawę w Warszawie.
Od tamtej pory lubię tam wpaść późnym wieczorem, najlepiej tuż przed zamknięciem (nie na tyle „tuż”, że patrzą na mnie wilkiem 😉
Bariści w Filtrach naprawdę wiedzą, co to dobra kawa. A jeśli ktoś chciałby zgłębić tajniki jej parzenia, może umówić się na warsztaty.

Namiar: Filtry Cafe

Karma

Swego czasu bardzo kultowe miejsce, do którego ciągle było mi nie po drodze. Miejsce hipsterskie, otoczone rowerami, gwarne, w Centrum miasta.
Sami palą kawę i parzą ją wyśmienicie. Polecam espresso z mlekiem sojowym. Nigdzie indziej nie smakuje równie dobrze jak tu. Mają też niezłe koktajle.
Miękkie fotele, przyjemny gwar. Bywa ciasno, ale jest na tyle swobodnie, że spokojnie można z kimś porozmawiać.

Namiar: Coffee Karma

Antich’ Cafe

Antich Cafe

To jest miejsce, wobec którego nie potrafię być obiektywna.
A wszystko przez to, że założyciela tej kawiarni poznałam pewnie ponad 10 lat temu w jednym z warszawskich klubów sportowych, gdzie prowadził mini-bar. Parzył tam tak boską kawę i robił tak znakomitą bruschettę, że po treningach zjadałam i wypijałam  kilka porcji jednego i drugiego.
Marco, bo o nim mowa, pochodzi z Toskanii i nie raz miałam okazję pogawędzić z nim na temat Włoch.
Pewnego dnia w klubie zamiast Marca pojawił się kto inny, z gorszą kawą i bez bruschetty, a Marco założył Antich’ Cafe na warszawskich Kabatach.
Najpierw w mniejszym lokalu, po pewnym czasie przeniósł się do większego, po drugiej stronie skweru.
Bruschetta, tramezzini, gazety, tiramisu i lody. W sezonie ogródek.
Wprawdzie Marco już jej nie prowadzi (początkowo wrócił do Włoch, by pojawić się znowu w Warszawie z kolejną restauracją), ale miejsce zachowało swój charakter.
Czasem (niestety!) serwują tam letnie latte macchiatto, zamiast gorącego.
Z doświadczenia wiem, że nie każdy podziela moją miłość do tego miejsca, ale cóż, miłość nie wybiera 😉

Namiar: Antich’ Cafe

Chłodna 25

za każdym razem jak słyszę hasło: Zamykają Chłodną! przypomina mi się deszczowa noc, kiedy wylądowałam przy stoliku ze wspaniałym espresso, podanym ze szklanką wody, co wciąż u nas jest czymś mało popularnym.
Wśród kolorowych ludzi, młodszych, starszych, mniej lub bardziej zwariowanych.
Jestem odporna na opinie, że coś jest lansiarskie, siakie czy owakie. A takich głosów dotyczących Chłodnej słyszałam bardzo wiele.
Lubię tam wpaść. Na małe śniadanie, ale przede wszystkim na kawę. Jest tam zawsze bardzo gwarno, więc spokojne pogadanie raczej mało prawdopodobne.

Namiar: Chłodna 25

6/12

6/12

6/12 lubię za najlepsze na świecie bajgle z kozim serem, szkockim łososiem i karmelizowaną cebulą. Niestety są drogie, kosztują ponad 25 zł, więc nie bywam tam zbyt często.
Równie mocno lubię ich za wybór koktajli, zwłaszcza tych z dodatkiem passiflory i papai.
Tam można posiedzieć samemu albo z kimś. 6/12 dla mnie jest miejscem wybitnie śniadaniowym.
Dwa czy trzy razy skusiłam się na lunch – jadłam sałatki, nie smakowały mi. Może dlatego, że nie jestem fanką sosów majonezowych.
Kawa jest taka, jak trzeba. Tak, jak ich wszystkie wypieki i naleśniki.

Namiar: 6/12

Cafe Bristol 

Czyli dla mnie kawiarnia sentymentalna, w której można poczuć się po królewsku. Zawsze, kiedy tam jestem, wyobrażam sobie, że jest moja i widzę, ile trzeba tam zmienić, żeby była tak piękna jak w dawnych czasach.
Dziś to typowo hotelowa kawiarnia, z przeszklonymi witrynami, w której są dwa ciastka na krzyż – jeśli już wybieram tam coś słodkiego, zamawiam mus (polecam karmelowo-gruszkowy).
Ale warto tam wpaść ze względu na miejsce. Jest jak w Wiedniu.
Kawa, którą podają, jest dobrze zaparzona, aromatyczna i taka, jak trzeba.

Namiar: Cafe Bristol

Słodki Słony

Kawa tu jest słaba. Ale ciasta wyśmienite.
Wprawdzie od kiedy kawałek mojego ulubionego tortu kosztuje 37 zł, przestałam bywać tam regularnie, to uważam, że zarówno drożdżówki, jak i torty są świetne.
Nie jestem fanką kuchni Magdy Gessler i jej restauracji, ale Słodki Słony jest miejscem, ktore bez wątpienia oferuje najlepsze wypieki w Warszawie.
Zazwyczaj kupuję na wynos, bo nie lubię tu siedzieć – tapety w ptaszki, poduszki w różyczki i suszone kwiaty to nie są klimaty, które mi odpowiadają. Znam jednak niejednego faceta, który przyprowadza do Słodkiego dziewczyny na romantyczne randki i dziewczyny są wśród różyczek szczęśliwe.
Polecam tort truflowy, tort chałwowo-kajmakowy i bułki z różą.

Namiar: Słodki Słony

CDN
Liska

39 komentarzy
Poprzedni
rp_bananowe_0085.jpg
Następny
rp_20120510_0074.jpg