Śledzie korzenne

Jako dziecko nie wyobrażałam sobie dania gorszego niż śledzie.
Były kwintesencją czegoś, co jest niejadalne. Ale znałam siebie, widziałam, jak powoli zmieniają mi się smaki i wiedziałam, że nastąpi dzień, kiedy będę stać nerwowo w kolejce z nadzieją, że staruszka przede mną nie kupi ostatnich trzech, prosto z beczki.
Powoli uczyłam się je robić: marynowałam, smażyłam, mieszałam ze słodkimi i ostrymi przyprawami. Jednak te, które wybieram najchętniej, są klasycznymi wersjami tego, co już znamy.
Dzisiejsze są uproszczoną wersją śledzi, jakie nauczył mnie robić pewien bliski mi artysta malarz, specjalista dań wszelakich.
Smaki kreuje nie gorzej niż swoje piękne obrazy i akwarele.
On mieszał, ja notowałam, a później robiłam je sama, w swojej kuchni. I idzie mi całkiem nieźle.

Oto przepis:

3 duże płaty śledziowe
3 liście laurowe
1 łyżeczka nasion gorczycy
1/2 łyżeczki goździków
1 łyżeczka ziela angielskiego
1/2 łyżeczki czarnego pieprzu
1/2 łyżeczki cukru lub jasnego miodu
sok z 1 cytryny (i starta z niej skórka, uprzednio sparzona)
1 duża biała cebula
4-5 łyżek oleju roślinnego lub oliwy z oliwek

Śledzie zalewamy wodą i mlekiem. Moczymy przez ok. godzinę, w połowie czasu moczenia, zmieniamy wodę/mleko na świeżą.
Śledzie suszymy na rozłożonych na płasko ręcznikach papierowych. I kroimy na kęsy (ok.2-3 cm szerokości). Wszystkie przyprawy należy utłuc w moździerzu i wymieszać ze śledziami w szklanej misce. Dodać drobno posiekaną cebulę, sok i skórkę z cytryny oraz cukier. Dokładnie wymieszać, przykryć folią spożywczą i odstawić do lodówki na minimum godzinę.
Najlepsze są następnego dnia, podane z gorącymi ziemniakami.

Smacznego!

22 komentarze
Poprzedni
rp_wiosna.jpg
Następny
rp_brownie_0058-1.jpg