Sonia i bułki

Czasem czyjeś dzieci pozwalają nam spojrzeć na świat z innej perspektywy.
O 8:16 stanęła w drzwiach ze swoją mamą, która szła do pracy.
Miałyśmy spędzić ze sobą kilka godzin. Ona miała malować pisanki, ja robić jej zdjęcia.
Zanim nadeszła dziewiąta, wiedziałam, że lubi zupę pomidorową z talerza z pszczółkami i herbatę z cukrem, ale bez cytryny. Opowiedziała mi o tym, co lubi, a czego nie. Gdzie chodzi na spacery i co ją interesuje. Wzięłam ją na ręce. Lekką jak piórko, pogodną i szczęśliwą szczęściem, jakie może czuć ktoś, kto nie ma jeszcze trzech lat.
Szukamy intelektualnych wyzwań, ludzi, którzy wniosą do naszego życia coś szczególnego pozwalając nam dostrzec jakiś element naszej natury.
W gwarze informacji, które płyną ze wszystkich stron. Wśród rzeczy, które trzeba i tych, których absolutnie nie wolno, niektóre spotkania są jak powiew świeżego powietrza. Wymagają skupienia na drugim człowieku.
Uczyłam ją lepić bułki. Denerwowała się, że jej są duże, a moje malutkie, ale uparcie turlała je po blacie dotąd, dopóki nie wyszły takie, jak chciała.
A potem siedziałyśmy razem na parapecie, skubiąc małe kawałki i smarując je masłem.
To był dobry dzień.
A przepis na bułki wkrótce w Pracowni Wypieków 🙂

27 komentarzy
Poprzedni
rp_creme-brulee_0050.jpg
Następny
rp_20120224_kulkiowsiane_0028.jpg