W stronę Roztocza

Gdybym chciała pokazać komuś, jak wygląda polska złota jesień, nie mogłabym nie zabrać go w podróż przez tegoroczne klimaty łąk, mgieł, porannej rosy na krzakach dzikiej róży.
Nie miałam zbyt wiele czasu. Pojechałam w stronę Roztocza. Nie uwiodło mnie tak, jak moje ukochane Podlasie, między innymi z powodu wyjątkowo ubogiej oferty lokalnych produktów – kiedy pytałam kogoś o to, czy można tu dostać świeże mleko albo jajka, widziałam tylko wzruszenie ramion. U nas nikt nie hoduje krów. Szkoda. Za to hodują koty. Koty buszujące w trawie, umykające przed kołami samochodu.
Można tu kupić miód fasolowy albo bochenek domowego chleba i słoik powideł śliwkowych. 
I pójść na spacer, który o tej porze roku był dla mnie wyjątkowy pod każdym względem.
Było zimno, ale feeria barw po prostu oszałamiająca.
Rzadko zapuszczam się tak daleko, ale było warto.
Wybaczcie mi brak nowych przepisów – proza życia i dużo pracy oderwało mnie na trochę od systematycznego blogowania, ale wciąż gotuję, zapisuję, szukam i składam. Niedługo przyjdzie czas, żeby to wszystko opublikować. Pokażę też kilka stron z mojej książki, która wciąż się rodzi, a praca nad nią jest trudniejsza i bardziej czasochłonna niż myślałam. Cóż, człowiek wciąż się uczy, szuka, poznaje.
W ostatnim numerze Glamour znajdziecie też wywiad ze mną o tym, jak w tym zwariowanym świecie cieszyć się małymi chwilami dnia codziennego.
Niebawem wybiorę też zwycięzców konkursu z fartuszkami – postaram się przeczytać wszystko w weekend.
A tak w ogóle doba mogłaby mieć 48 godzin…
Trzymajcie się ciepło w te piękne dni!
Liska

38 komentarzy
Poprzedni
Następny
rp_IMG_8164-1.jpg