Domowa spiżarnia: sos pomidorowy

12 kg pomidorów, trochę soli i kilkanaście słoików.
Jesień nadeszła wielkimi krokami, na bazarze pomidory po 2,50 za kilo. Kupuję kilka pudełek i wiozę do domu.
Kiedy skończę pracę i cały dom ułoży się do snu, nastawię cicho radio. Zagotuję wielki gar wody i będę zanurzać w niej nacięte na krzyż pomidory, by po chwili wyławiać je łyżką cedzakową i wkładać na chwilę do zimnej wody.
Dwanaście kilo czy dwadzieścia, czasem nie robi różnicy. Nocne przetwórstwo pomidorów jest jak medytacja. Można pobyć z własnymi myślami.
Zdejmuję  cienką skórę, przekrajam na ćwiartki, wrzucam do garnka, powoli podgrzewam.
A potem wlewam gorące do słoików. Rano wyniosę je do piwnicy, by czekały na zimę.

Ale niektóre z nich nie doczekają zimy.
Bo żeby zrobić najlepszy na świecie sos pomidorowy do makaronu, wystarczy podgrzać na łyżce oliwy ząbek czosnku, wlać zawartość słoika, dodać świeżą bazylię, odrobinę octu balsamicznego i pieprzu.
Podgrzać przez kilka minut. Wymieszać z makaronem ugotowanym al dente i oprószyć parmezanem. Albo i nie.
Dla mojej córki wersja z czarnymi oliwkami.
Smacznego i miłego weekendu!

47 komentarzy
Poprzedni
rp_curry_4817.jpg
Następny
rp_pomidorki1.jpg