Szczecin nie leży nad morzem

Szczecin odwiedzałam dotąd przypadkiem. Przejazdem, na chwilę.
Ostatni raz byłam tu dobre kilka lat temu.

Kiedy wybieram się gdzieś, gdzie wcześniej nie byłam, pierwsze, co robię, to szukam informacji w sieci, przede wszystkim na swoich ulubionych blogach. W ten sposób trafiłam do wielu fantastycznych miejsc, których nigdy bym nie odwiedziła, gdybym zdała się jedyne na suche opisy w przewodnikach.
Jeszcze kilka lat temu zastanawiałam się, dlaczego polskie miasta nie wezmą przykładu z tych zagranicznych, które zapraszają blogerów, by pokazać im to, co ich zdaniem jest warte odwiedzenia. Informacje z pierwszej ręki są bowiem czymś bezcennym. Można o wszystko zapytać, wszystkiego się dowiedzieć, wejść tam, gdzie zwykle nie docieramy idąc główną ulicą. 
I proszę bardzo, w imię zasady, chcesz i masz – zostałam zaproszona przez Urząd Miasta Szczecina na trzy dni pełne atrakcji, które sprawiły, że żal mi było wyjeżdżać.
Zacznę od tego, że zwykle urząd kojarzy mi się z czymś nieprzystępnym. Tymczasem spotkałam tu młodych ludzi z Urzędu Miasta, którzy na Szczecin patrzą inaczej niż sugerują stereotypy i podchodzą do niego jak do długofalowego projektu, który można realizować z pasją.
Dumni z tego, co tworzą, potrafiący ciekawie o tym opowiadać.

Dziś trochę zdjęć z wydarzeń „dla ducha”. W następnej części opowiem między innymi o tym, gdzie i co jadłam (i jak mi smakowało).
Znałam wcześniej plan atrakcji, wiedziałam, że zabieranie ze sobą dużego aparatu i pływanie z nim kajakiem, delikatnie mówiąc, mija się z celem. Postanowiłam fotografować wszystko za gorąco, telefonem. Mam nadzieję, że mi wybaczycie 🙂

Pierwszego dnia żeglowaliśmy z przewodnikiem katamaranem po międzyodrzu. Zobaczyć miasto od strony wody – bezcenne:

Drugiego pływaliśmy kajakami (prawie 4 h!) po „Szczecińskiej Wenecji”:

Gdybym mogła przenieść coś ze Szczecina do Warszawy, bez wątpienia byłoby to wpisane do Księgi Rekordów Guinnessa, najstarsze działające na świecie kino Pionier, które powstało w 1909 roku. Film był całkiem współczesny, ale atmosfera nie do powtórzenia.

Szczęśliwym trafem moja wizyta miała miejsce podczas Międzynarodowego Festiwalu Pyromagic & Music Wave, gdzie odkryłam, że podziwianie fajerwerków może być tak wciągającym zajęciem, że nieważne, że akurat jest ulewa i leje się nam na głowę. Zawsze można ratować się później gorącą herbatą z plastikowego kubka i słonymi paluszkami.
Festiwal zgromadził tłumy. Wśród stoisk z jedzeniem, na schodach, pod sceną z muzyką elektroniczną (wystąpił m.in. duet Catz’n’Dogs). Było pięknie. 
W kolejnym poście dalsza część relacji.
Miłego wieczoru!

Dziękuję za zaproszenie Urzędowi Miasta Szczecin i firmie CITYBell 🙂

32 komentarze
Poprzedni
rp_IMG_2848.JPG
Następny
rp_IMG_2904.JPG