Wok – kilka słów i porad

Do opisania woków przymierzałam się już od pewnego czasu. Bardzo lubię dania kuchni azjatyckiej – te szybkie i proste potrawy, których smak jest odwrotnie proporcjonalny do nakładu pracy włożonej w ich przygotowanie. W woku można smażyć na niewielkiej ilości tłuszczu albo w głębokim oleju, a także korzystając z koszyczka bambusowego gotować na parze.

Wok służy mi nie tylko do przyrządzania azjatyckich dań. W sezonie smażę w nim konfitury, zimą pączki albo faworki.

Przez lata korzystałam ze zwykłego, pokrytego nieprzywierającą warstwą woka i przyszedł czas na znalezienie czegoś nowego. Nie lubię urządzeń na chwilę, potrzebuję czegoś na długo, co spełni swoje zadanie i ułatwi mi pracę.
We wszystkich książkach o kuchni azjatyckiej poleca się smażenie w woku węglowym. Ponieważ taki wok kosztuje stosunkowo niedużo i można łatwo go kupić przez internet, postanowiłam go wypróbować, a swoimi uwagami dzielę się w tym poście.
Odradza się natomiast woki żeliwne, ponieważ są ciężkie (i przy okazji bardzo drogie, niektóre z nich, np marki Le Creuset kosztują ponad 800 zł).

Prawdziwy wok i prawdziwe smażenie to ogień. Ja dysponuję jedynie płytą indukcyjną, co utrudnia mi zadanie. Dotychczas znalezienie woka, który nadaje się na ten rodzaj płyty, było niemal niemożliwe.

Posiadacze kuchenek gazowych mają łatwiej – właściwie niemal każdy rodzaj woka jest dla nich odpowiedni. Gdybym miała możliwość wyboru, gotowałabym na gazie, ale jej nie mam, podobnie jak wielu moich znajomych, którzy zmuszeni są do gotowania na płycie elektrycznej. W związku z tym rady kieruję przede wszystkim do posiadaczy takich płyt, gdyż z gazem nie mam dużego doświadczenia.

Postanowiłam przyjrzeć się bliżej różnym rodzajom woków i podzielić się z Wami moimi spostrzeżeniami oraz radami, których warto przestrzegać, by wok służył jak najdłużej.

Testowałam 3 woki:

wok ze stali węglowej, polecany do płyt indukcyjnych
– pokryty teflonem wok z Duki, którego używam od wielu lat
wok ceramiczny GreenPan, polecany do płyt indukcyjnych

Dostępne na rynku woki różnią się kształtem, rozmiarem i materiałem, z którego są wykonane.
Te tradycyjne mają okrągłe dno, które uniemożliwia postawienie na płycie elektrycznej (są sprzedawane specjalne podstawki, które ułatwiają zadanie, jednak nigdy z nich nie korzystałam).
Najlepiej skorzystać z takich o płaskim dnie, bo dzięki temu naczynie stabilnie stoi na płycie, a ciepło jest rozprowadzane równomiernie.

1. Wok ze stali węglowej
Wszystkie rady, jakie słyszałam, polecały smażenie w zwykłym woku ze stali węglowej. Należy pamiętać, że tego typu naczynia są pokryte warstwą lakieru, która zapobiega rdzewieniu podczas transportu i przed użyciem należy ją usunąć.
Niektórzy producenci zalecają wypalenie takiego urządzenia, inni – i ja skorzystałam z tej rady – radzą wsypać ok. 2 łyżek sody oczyszczonej, wypełnić naczynie wodą, zagotować wodę i gotować ok. 20-30 minut. Po tym czasie warstwa lakieru odklei się od patelni, a to, co zostanie, należy zeskrobać.
W miarę potrzeby, czynność trzeba powtórzyć.
Kiedy wok zostanie pozbawiony lakieru i wyszorowany, trzeba go przygotować do używania:
Ustawia się go na małym ogniu i wciera w jego powierzchnię olej roślinny. Powstała w ten sposób powłoka zapobiega później przypalaniu potraw. Najlepiej wcierać olej zwiniętym papierowym ręcznikiem i robić to tak długo, aż na ręczniku nie będzie żadnego koloru.
Przygotowany w ten sposób wok nadaje się do smażenia. Wok pokryty olejem, po każdym smażeniu należy myć w ciepłej wodzie i nie szorować go ostrymi zmywakami.
Po każdym myciu nacieramy go olejem używając papierowego ręcznika i przechowujemy w suchym i przewiewnym miejscu (w przeciwnym razie warstwa oleju może zjełczeć).

Moje doświadczenia z wokiem węglowym
Pozbycie się warstwy lakieru nie należy do łatwych zadań. Bo choć większa część lakieru rzeczywiście odchodzi od patelni po pewnym czasie, to pozbycie się jego resztek jest trudne.
Kiedy już udało mi się pozbyć warstwy lakieru i próbowałam na niewielkiej mocy płyty zabezpieczyć naczynie olejem, wok przypalał się zarówno od środka jak i na zewnątrz. Przyznam, że już w połowie walki miałam dość.

2. Wok z powłoką Teflonową
Tego urządzenia używam od wielu lat. Nie byłam nim specjalnie zachwycona – mimo używania drewnianych i silinonowych łopatek, powierzchnia teflonu dosyć szybko się porysowała, przez co podczas smażenia warzywa do niego przywierały.
Nie miałam jednak innego, więc smażyłam w nim i gotowałam na parze.
Ten rodzaj woka nie wymaga specjalnej pielęgnacji, bo choć wprawdzie jak w przypadku wszystkich naczyń tego typu, nie należy go szorować ostrymi zmywakami, to już myć w zmywarce jak najbardziej można.
Jest dosyć lekki, a mimo to całkiem stabilnie stoi na płycie.

3. Wok z powłoką ceramiczną
Zaznaczę na wstępie – mam słabość do patelni ceramicznych. Pisałam dużo o nich w poście poświęconym patelniom (tutaj). Mam patelnie firmy Moneta i GreenPan – to jedyne patelnie ceramiczne, jakie spotkałam, które mają linie przeznaczone do używania na płytach indukcyjnych. I przyznam, że od kiedy je mam, pozbyłam się wszystkich innych patelni z nieprzywierającą powłoką. Uważam, że mimo tego, iż są droższe niż inne patelnie, warto w nie zainwestować, bo komfort z ich używania jest bezdyskusyjny. Właściwie trudno mieć do nich jakieś zastrzeżenia.
Wok ceramiczny jest stabilny, cięższy niż ten stalowy czy teflonowy.
Smażenie w każdym woku zakłada rozgrzanie go do bardzo wysokiej temperatury i zapewnienie, że to, co w nim smażymy, nie przywrze do dna.
Wok ceramiczny rozgrzewa się równomiernie, trzyma temperaturę. Testowałam go zarówno do krótkiego, szybkiego smażenia, jak też powolnego, na małym ogniu (zapiekanka ziemniaczana, 40 minut). Niewątpliwą zaletą tej powłoki jest jej nieprzywieralność. Mimo długiego czasu, zapiekanka wymagała jedynie krótkiego mieszania i smażyła się równomiernie. Krótko smażone warzywa były chrupkie.
Gotowałam w nim też dżem (3 kg owoców) i wrażenia miałam również dobre.

Reasumując: jestem zdania, że dania kuchni narodowych smakują najlepiej w krajach, w których je wymyślono. Urządzenia, w których się je przygotowuje, na miejscu idealnie spełniające swoje zadanie, używane w europejskich kuchniach, mogą nie być już równie użyteczne. Takie jest moje zdanie o przeznaczonym do płyty indukcyjnej woku ze stali węglowej. Pomijam jego wcześniejsze przygotowanie do smażenia – to jestem w stanie przeżyć. Podobnie jak dbanie o niego i trzymanie w przewiewnym miejscu. Denerwuje mnie jednak fakt, że wok się przypala i po pierwszym razie wygląda tak, jak bym używała go co najmniej od 15 lat.
Wok z powłoką teflonową spełni swoje zadanie wszędzie tam, gdzie nie będziemy go używać zbyt często, ale nie należy od niego wymagać spektakularnych efektów.
Jeśli zamierzamy korzystać z woka często, polecam wok ceramiczny. To zdecydowanie mój faworyt, również dlatego, że woka używam nie tylko do krótkiego smażenia na dużym ogniu. W pewnym sensie to patelnia wielofunkcyjna.
Idealnie się go również myje, ponieważ się nie przypala i nic do niego nie przywiera. Biorąc pod uwagę wygląd moich pozostałych ceramicznych patelni, z których korzystam niemal bez przerwy wiem, że ten wok będzie mi służył długo.
Polecam używanie silikonowych lub drewnianych łopatek ponieważ nie rysują powierzchni patelni.
Temat woka pojawiał się dosyć często w mailach, więc mam nadzieję, że moje porady okażą się przydatne.

*     *     *     *

Przez kilka dni będę miała bardzo ograniczony dostęp do internetu.
Bardzo proszę o wyrozumiałość w sprawie odpowiedzi na maile i komentarze.
Dobrego tygodnia Wam życzę!
L.

45 komentarzy
Poprzedni
rp_trip_1856.jpg
Następny
rp_110706_0057.jpg