Food&Friends, nr 3/2011

Czy Polska jest trendy?

Kiedy przeglądam najnowszy numer magazynu Food and Friends, nie mam najmniejszej wątpliwości.
Serce bije mi mocniej, kiedy dostaję maila, w którym ktoś pisze o tym, że postanawia odwiedzić nasz kraj i poznać go od strony kulinarnej. Co polecasz? Gdzie mam pójść? Czego spróbować? Uwielbiam takie maile i takie pytania. Kiedy z dumą możemy pokazać nasze lokalne produkty, nowe miejsca na kulinarnej mapie Polski. Bo prawda jest taka, że mamy ich wiele.
Food & Friends poświęca sporo miejsca kuchni międzynarodowej, głównie skandynawskiej. Pisze o znanych szefach kuchni (w tym numerze m.in. o Hestonie Blumenthalu), ale to, co ciekawi mnie najbardziej, to artykuły o polskich restauracjach i ludziach, którzy za nimi stoją.
Dowiedziałam się właśnie o cukierniku Tomaszu Dekerze, który w Sopocie robi prawdziwe słodkie cudeńka. Jeszcze tam nie dotarłam, ale po przeczytaniu tego artykułu wiem, że to tylko kwestia czasu.
Chciałabym pojechać do Kania Lodge, gdzie właściciel pracuje nad tym, by kiedyś z lokalnych winogron produkować wino. 
Przyznam, że po pierwszych dwóch numerach zadawałam sobie pytanie, czy wystarczy dobrych polskich restauracji, by je wszystkie opisać? I okazuje się, że tak, bo wciąż powstają kolejne miejsca z pomysłem.
Czego mi brakuje w Food & Friends?
Profil magazynu jest dość ekskluzywny, prezentowane dania to kuchnia nowoczesna, w dużej mierze restauracyjna, często ze składników niedostępnych przeciętnemu konsumentowi (comber z jelenia, szynka z dzika, udko z bażanta, sum, przegrzebki, mięso strusia) i przyznam szczerze, że ja czytam go głównie ze względu na opis miejsc, a nie przepisy. Rozumiem jednak, że takie jest założenie. Gdybym ja była jego redaktorem naczelnym, pokusiłabym się o wprowadzenie większej ilości przepisów na dania bardziej przystępne. Bo prawda jest taka, że kiedy idę do restauracji na coś ekstra, niekoniecznie będę porywać się w domu na odtwarzanie polędwicy Kobe z borowikami, ziemniaczanym fondant i sosem miso. Przeczytam o restauracji, odwiedzę ją, skosztuję dań, a kiedy wrócę do domu, będę chciała ugotować coś, co nie wymaga takich składników.

Chętnie zajrzałabym do kuchni w skandynawskim domu, poczytała o nowych książkach kulinarnych, a także znalazła więcej informacji praktycznych: gdzie się zatrzymać, kiedy najlepiej jechać, ile to kosztuje. Byłoby świetnie, gdyby w magazynie znalazło się więcej miejsca na artykuły o mniej zobowiązujących lokalach – bistrach, piekarniach, kawiarniach. Bo kiedy wybieram się w podróż, to one są dla mnie punktem zaczepienia (w końcu dużą kolację można zjeść tylko raz dziennie, a śniadanie czy lunch nawet kilka razy;) Chciałabym poczytać nie tylko o restauracjach, ale też o kuchni domowej, tej polskiej i międzynarodowej, ale ciekawej i nowoczesnej.
Chciałabym zobaczyć biesiady w polskim domu, poznać sekrety lokalnej, polskiej i międzynarodowej  kuchni i przepisy przekazywane z dziada pradziada. Poznać ciekawe produkty, dowiedzieć się, jak powstają i gdzie mogę je kupić. Marzy mi się reportaż z małej fabryki czekolady albo cukierni z tradycjami. Chciałabym zobaczyć, jak robi się np. La Captive Poire William. Tematów jest mnóstwo, mam nadzieję, że kiedyś znajdzie się w czasopiśmie miejsce na takie zagadnienia.

Tymczasem jest nieźle, wierzę, że będzie jeszcze lepiej i zamierzam nadal czasopismo kupować.
Food and Friends jest polską edycją skandynawskiego magazynu kulinarno-lifestylowego „Mat and Vänner” („Jedzenie i Przyjaciele”).

Jest tytułem całkiem młodym, to dopiero piąty numer (pierwszy ukazał się w październiku 2010). Ale trzymam za niego kciuki i życzę, by miał wciąż nowe pomysły i fantastycznych współpracowników, bo dla ambitnego pisma z całą pewnością warto pracować. Dla mnie na dziś to najlepszy magazyn o gotowaniu po polsku.
Jutro, ok. 10:30 będę gościem Patryka Kuniszewicza w Programie IV Polskiego Radia. Będziemy rozmawiać o gotowaniu i blogowaniu. Wszystkich chętnych do słuchania, serdecznie zapraszam 🙂
  
29 komentarzy
Poprzedni
rp_padthai_1123.jpg
Następny
rp_pierogi_0036.jpg