Chyba nie lubisz latać?

– Chyba nie lubisz latać? – zagaił mnie współpasażer w samolocie, po spożyciu dwóch kanapek, coli, czerwonego wina, dwóch szklanek wody i Bóg jeden raczy wiedzieć, o co jeszcze poprosił, kiedy próbowałam zasnąć oparta o fotel.
Samolot pękał w szwach, podręczne bagaże kazano nam oddać do luku bagażowego, a ja siedziałam pomiędzy kobietą czytającą książkę o podróżach, a żarłocznym facetem, który z dalekiej podróży właśnie wracał i usiłował mi o niej opowiedzieć.
Byłam zmęczona walką z walizkami – tym razem znosiłam 37 kg bagażu po wąskich i krętych schodach z czwartego piętra, zastanawiając się, ile naprawdę ważą moje walizki i czy nie będę musiała podczas rejestrowania się na lotnisku, upychać ciężkiego porcelanowego dzbanka w torbie na aparat fotograficzny.
To był zimny weekend pełen wrażeń.
I tym razem mogłam mieszkać u przyjaciółki w prawdziwym mieszkaniu, zamiast hotelu. Walczyć ze starymi, ciężkimi drzwiami frontowymi, których nie umiałam otworzyć i przeciskać się w wąskich drzwiach z nakazem ich zamykania.
Nie potrzeba pretekstu, żeby pojechać do Paryża. Zwłaszcza, jeśli bilet kosztuje taniej niż do Zakopanego. Ale pretekst się znalazł po drodze, zresztą nawet nie jeden.
I o tym napiszę już wkrótce.
Do przeczytania!

27 komentarzy
Poprzedni
rp_izumi_7724.jpg
Następny
rp_targi1_1138.jpg