Kilka pocztówek z Wiednia

To był spontaniczny i krótki wyjazd.  
Pierwszego dnia lał deszcz, parasolka, jak zwykle, leżała na dnie walizki, a ja mokłam chodząc znanymi ścieżkami.
Pojechałam z pustą walizką, planując kupienie ubrań, ale oczywiście zamiast w sklepach z odzieżą, spędzałam czas w tych z przyprawami i herbatą.
W Wiedniu królują teraz pączki. Oprószone pudrem, wyeksponowane na wystawach i w kawiarnianych witrynach. 
Odwiedziłam Babette’s, gdzie zawsze kupuję więcej niż powinnam. Tym razem jednak myślą przewodnią była moja ostatnia fascynacja kuchnią indyjską. W Babette’s lubię też pieprz i sól. Mają ich niezliczone ilości, zawsze znajdę coś nowego.
W sklepie z herbatą na Wollzeile zakochałam się w mieszance Genmaicha&Matcha.
Na Vorlaufstraße odkryłam mały sklep sprzedający japońskie czarki, miseczki, talerzyki. Dobrze, że go zamykali, bo pewnie spędziłabym tam długie godziny pytając to czy to. Dobrze, że go zamykali, bo rozważałam kupienie okrągłego wazonu, który z całą pewnością nie zmieściłby się do walizki.

W sklepie Juliusa Meinla, w którym jest absolutnie wszystko, wybierałam czekolady. Połączenie gorzkiej z rozmarynem i tymiankiem okazało się niezłym pomysłem.
Kupiłam pastę z wanilii, która mimo tego, że jest droga i tak kosztuje połowę tego, co w Polsce.
Wiedeń zawsze ładuje moje akumulatory, gdybym mogła, odwiedzałabym go co tydzień.

Tymczasem wracam do pracy, polecając Wam mój nowy eksperymentalny chleb z siemienem lnianym, na który przepis podaję dziś w Pracowni Wypieków.
Miłego dnia!

30 komentarzy
Poprzedni
rp_placki_6891.jpg
Następny
rp_arrabbiata_7426.jpg