O zwierzętach, które miały w sobie „coś” i zdrowa zupa

Dziś rano idę do sklepu, a śnieg prószy jak w bajce. Pod sklepem przywiązany do barierki czarny pies z puszystym ogonem. Ogon być może nie zwróciłby mojej uwagi, gdyby nie był ośnieżony bardziej niż reszta psiej sierści. Pies, z rodzaju tych, które wiedzą, gdzie ich miejsce, cierpliwie czekających pod sklepem na swojego pana. Z rodzaju tych, które nigdy nie wpadają pod samochód, bo wiedzą jak poruszać się po mieście. (Znałam nawet takiego, który zatrzymywał się przed przejściem dla pieszych, kiedy było czerwone światło).

Miałam tylko jednego psa. Narwanego i dzikiego, który pędził przez park nie zważając na moje wołania. Nieczuły na tresurę, prośby i groźby.
Miałam też koty. Wielkiego rudego kocura, któremu na pamiątkę obcięłam kiedyś wąsy (wybacz mi, kocie), bo po wakacjach wracałam do domu i chciałam mieć coś, co będzie mi o nim przypominać.
Miałam dziesiątki chomików, opłakiwanych po śmierci tak, jakby oto nastąpił koniec świata. Białe papugi, szczygłokanarki i fałszujące kanarki, które próbowały umilać sobie życie śpiewem doprowadzającym do szału.
Każde zwierzę jest jak osobna książka. Albo jeden rozdział. Niby podobne, a każde inne.
Pies, którego spotkałam dziś pod sklepem i któremu postanowiłam zrobić zdjęcie, poczuł się zażenowany tym faktem. A przynajmniej tak wyglądał.
Pies, który jeździł koleją. Lassie, wróć! Czarny kot, który miał historię swojego życia. Nieszczęsny Filonek, któremu szczur odgryzł ogon. Czarno-biały kotek, któremu Agnieszka opowiadała bajkę.
Każdy z nas ma dziesiątki własnych historii o zwierzętach, które miały w sobie coś, prawda?

Zupa marchewkowa z żółtą soczewicą, imbirem i quinoa

Zimą, bardziej niż kiedykolwiek indziej, mam ochotę na zdrowe jedzenie. Rozgrzewające zupy z imbirem, kasze, ryż, to jest to.
Przepis na tę niezwykle pożywną zupę, pochodzi z książki Anjum Anand poświęconej kuchni opartej na ajurwedzie. Jest pyszna i łatwa do ugotowania.

1,5 łyżki klarowanego masła lub oleju roślinnego
1/2 średniej cebuli, obranej i posiekanej
6 g świeżego imbiru, obranego i startego na tarce
2 małe ząbki czosnku, obrane i posiekane
1 łyżeczka mielonych nasion kolendry
1 łyżeczka mielonego kminu indyjskiego
sól i świeżo mielony pieprz do smaku
300 g marchwi, obranej i pokrojonej
2 łyżki żółtej soczewicy
650 ml wywaru jarzynowego lub wody (autorka proponuje 1/2 kostki wegetariańskiego bulionu rozpuścić w 650 ml wody, ale ja wykorzystałam bulion ugotowany na jednej włoszczyźnie)
garść świeżych listków kolendry, posiekanych

Olej rozgrzać w garnku.
Dodać cebulę, dusić aż będzie złocista, dodać czosnek, imbir, gotować 40-60 sekund. Dodać przyprawy oraz sól i pieprz, gotować 20 sekund.
Dodać marchew, soczewicę, wywar. Zagotować, zmniejszyć ogień, przykryć garnek i gotować przez 20 minut.
Zdjąć z ognia, zmiksować na gładki krem. Jeśli zupa jest zbyt gęsta, dodać więcej wody lub wywaru.
Podgrzać, ew. doprawić do smaku.
Podawać ze świeżą kolendrą.
Jeśli chcemy podać z kaszą quinoa, należy ją wcześniej ugotować wg instrukcji na opakowaniu (kasza ta gotuje się ok. 30 minut).

Smacznego!


24 komentarze
Poprzedni
rp_home_graphic.jpg
Następny
rp_biszkopty-1_3717.jpg