10 najpiękniejszych książek kucharskich 2010. Część 2.

Dziś druga część poświęcona najpiękniejszym książkom kucharskim roku 2010.
Mam nadzieję, że rok 2011 przyniesie nam jeszcze piękniejsze i lepsze.
Czego Wam i sobie życzę 🙂

Tartine Bread  i Bourke Street Bakery
(czyli pieczenie chleba jest sexy)



Jeśli ktoś uważa, że piekarz to gruby facet w starym podkoszulku, powinien zajrzeć do książki Tartine Bread. 
Historia była mniej więcej taka: w pięknym San Francisco żyło sobie dwóch panów. Jeden był surferem i dnie spędzał na śmiganiu po ciepłych wodach oceanu, drugi zaś piekarzem. Pewnego dnia surfer odwiedził piekarza i zaproponował mu układ: nauczy go pływania na desce w zamian za lekcje pieczenia chleba.
Dziś Chad Robertson (piekarz) prowadzi piekarnię i kawiarnię Tartine Bakery, a Eric Wolfinger po latach spędzonych na gotowaniu i pieczeniu, jest fotografem. Przystojnym fotografem.
Ich książka jest najpiękniejszą książką o pieczeniu chleba, ale mimo przejrzystych instrukcji jest lekturą dla zaawansowanych piekarzy. Oprócz pieczywa, znajdują się tu receptury na inne dania (zupy, gofry, sałatki).
Całość dopełniają kolorowe i czarno-białe fotografie.

Bourke Street Bakery to w moim domu przyrodnia siostra Tartine Bread.
Stoją obok siebie i w gruncie rzeczy są do siebie podobne (Bourke też jest dla zaawansowanych piekarzy, przepisy w niej są czaso i pracochłonne). To książka z australijskiej piekarni, do której zawsze jest kolejka.
Jej historia sięga roku 2004, kiedy to dwóch przyjaciół postanowiło otworzyć miejsce serwujące wiejski chleb na zakwasie, słodkie i wytrawne ciasta i ciasteczka.
365 stron i fotografie, które powodują, że spędzam pół nocy w kuchni.
Jest pięknie wydana, okraszona zdjęciami z przygotowania krok po kroku niektórych wypieków.
Przetłumaczono ją na kilka języków, między innymi na niemiecki i duński.

Baked Exploration

(czyli pieczenie może być zabawne)
Uwielbiam jedno ze zdjęć z tej książki, na którym obaj panowie, będący założycielami piekarni Baked  w Nowym Jorku, pozują na tle biblioteczki starszej zapewne niż każdy z nich. Jeden ma wąsy i w dłoni dzierży brązową filiżankę, drugi pod krawatem, z tacą pełną czekoladowych ciastek. Albo to, na którym jeden czyta w fotelu gazetę, a drugi miesza herbatę obuty w kraciaste cichobiegi z gumką.
Mam fioła na punkcie zwariowanych ludzi z pasją, którzy pewnego dnia rzucają dotychczasowe zajęcie i zaczynają zarabiać na życie robiąc coś, na czym się kompletnie nie znali. To coś pewnego dnia sprawia, że zostają docenieni i dzięki temu pracują jeszcze bardziej.
Matt Lewis i Dario Poliafito kiedyś pracowali w reklamie, może dlatego wiedzą, jak robić książki, które przykuwają uwagę.
Ich pierwsze dzieło: Baked kupiłam ze względu na projekt – inny niż wszystko, co znałam do tej pory. Później przeczytałam recenzje krytykujące ich styl: że zarozumiali, że przemądrzali, itp, itd., czyli osiągnęli dokładnie to, o co im chodziło.
Może mieliby malutką, nikomu nie znaną piekarenkę, gdyby pewnego dnia Oprah Winfrey nie umieściła zdjęcia brownie ich autorstwa w swoim magazynie z dopiskiem, że jest to coś, bez czego nie może żyć. Na efekt nie trzeba było długo czekać: zamówienia posypały się natychmiast, a panowie, mimo zatrudnienia wszystkich gotowych do współpracy piekarzy, piekli swoje ciastka dzień i noc.
To była ta kostka domina.
Książka zawiera przepisy na klasyczne amerykańskie ciasta, ale przerobione tak, by były pyszne. Obaj autorzy deklarują, że modyfikują receptury tak długo, aż osiągną to, o co im chodziło. I ja im wierzę, bo za co się nie zabiorę, wychodzi i jest pyszne. Wspomnę choćby słodko-słone karmelowe brownie.
Książka jest zaprojektowana w stylu, który nazywam retro z przymrużeniem oka. Znajdziemy tu i niebieskie skarpety, wąsy, stare czajniki i tapety w kwiaty. Skomponowane z  klasą i zabawne.
A gdyby komuś było mało, autorzy są bardzo aktywni na Facebooku, gdzie można ich osobiście zapytać o sprawy związane z pieczeniem i nie tylko.

My Sweet Mexico
Fany Gerson

O meksykańskich deserach wiedziałam niewiele. Pierwsza myśl to słodkie naleśniki oblane karmelem i prażonymi orzechami włoskimi i gorąca czekolada. Tymczasem to cały świat mniej znany, bo odległy. Ta książka jest rodzajem kulinarnego reportażu – pokazuje meksykańskie ulice i kafejki oraz całą paletę słodkości: lodów, napojów, słodkich bułek, deserów z kukurydzy, a także nowoczesnych potraw.
Autorka jest doświadczonym cukiernikiem, dzielącym czas między rodzinny Meksyk i Nowy Jork.
To z niej pochodził przepis na pieczone przeze mnie bułeczki.
Dlaczego spodobała mi się ta książka? Jest ciekawa, opowiada o tradycjach, pokazuje słodycze dotąd mi nieznane. Jest pięknie wydana na matowym papierze, zilustrowana kolorowymi zdjęciami w meksykańskich, kolorowych klimatach. Aż chce się tam pojechać, by popróbować tych cudów.

Najpiękniejsze książki AD 2010, część 1.

Zdjęcia pochodzą ze stron: Amazon.co.uk. Amazon.it, murdochbooks.com.au, tartinebakery.com, bakednyc.com

21 komentarzy
Poprzedni
rp_dieta-mediterranea-1-1.jpg
Następny
rp_IMG_2006-2.jpg