Południowy Tyrol, część 1

Jechaliśmy krętą drogą wśród ośnieżonych drzew. Gwiaździsta noc, mróz, który szczypał w nos i pierwsza latte macchiato na stacji benzynowej. (Jutro się dowiem, że latte macchiato pije się wyłącznie na śniadanie, ale dziś – co tam!). Gruby barista i kilku Włochów wesoło perorujących przy barze. Części samochodowe i książki kucharskie, których nie umiem sobie odmawiać.
Zawsze myślałam, że wolę lato. Ciepłe kraje z owadzimi koncertami w środku nocy, upał i feerię barw, ale kiedy zobaczyłam monochromatyczny krajobraz, bezchmurne, czyste niebo, wiedziałam, że to miejsce, które zapadnie mi w serce.
Pierwszej nocy, zmęczeni podróżą, nie mówiliśmy wiele.
Szybki prysznic i dużo snu przed kolejnymi wyzwaniami, o których napiszę już wkrótce.
Tym razem podam Wam namiary na wszystkie miejsca, w których byłam. Sezon zaczął się dopiero w piątek, na stokach było pusto, ale restauracyjki tętniły życiem. Napiszę Wam o tym, co jadłam, co robiłam i jak się bawiłam. Wróciłam oczarowana, z planami rychłego powrotu, kiedy tylko nadarzy się następna okazja.
Opowiem Wam o tyrolskiej kuchni, bożonarodzeniowym jarmarku i kilku innych rzeczach. 
Do rychłego przeczytania i miłego wieczoru!
12 komentarzy
Poprzedni
rp_IMG_1929light.jpg
Następny
rp_Bolzano_2181.jpg