Bliny

Za moim oknem 🙂

Bliny.
Prawdziwe bliny potrzebują czasu na rośnięcie. Ale zapewniam, że warto.
Jeśli robię ich więcej, przekładam je prosto z patelni do żeliwnego garnka z przykrywką, następnie wstawiam do nagrzanego, ale wyłączonego piekarnika. Później podaję ciepły garnek na stół, skąd
każdy może wziąć tyle, ile chce i jeść z ulubionymi dodatkami. Ja stawiam na sałatkę z drobno posiekanego śledzia, kawior z cebulką i kwaśną śmietanę. Ostatnio przekonałam się również, że nasi przodkowie wiedzieli, co robią, popijając bliny zmrożoną wódką. Zestaw idealny.
Zanim zabrałam się za bliny, dokładnie postudiowałam sobie przedwojenne książki kucharskie, dzięki czemu oparłam się pokusie podawania do placuszków dodatków w postaci pasty z ciecierzycy albo pieczonego bakłażana. To danie, które nie potrzebuje ulepszeń.

Sprawa z blinami ma się następująco: są tacy, którzy uważają, że jedyny słuszny przepis to placuszki na samej mące gryczanej. Inni skłaniają się ku opcji z mąką pszenną, a ja, po wielu próbach, jestem gdzieś pomiędzy i wybieram obie mąki. Gryka bowiem sprawia, że bliny to nie pankejki, ale jej nadmiar powoduje po pierwsze lekko twarde ciasto, a po drugie gorzki smak. A nie każdemu to odpowiada.
Po uczcie blinowej najlepsza jest filiżanka czystego, czerwonego barszczu na suszonych grzybkach, na który przepis podam niebawem, bowiem Wigilia zbliża się do nas wielkimi krokami.

Bliny smażę na żeliwnej patelni z okrągłymi zagłębieniami o średnicy 10 cm. Dzięki temu każdy placuszek jest takiej samej wielkości. Równie dobrze można je smażyć na nieprzywierającej patelni na niewielkiej ilości tłuszczu. To przepis idealny i zapewniam, że jak zrobicie je raz, kolejnego dnia będzie powtórka 🙂


Bliny

ok. 25 sztuk o średnicy 10 cm

Zaczyn:
15 g świeżych drożdży
1 łyżeczka cukru
120 ml letniej wody

Ciasto:
4 jajka
350 ml letniego mleka
80 g masła, stopionego i ostudzonego
220 g mąki pszennej
80 g mąki gryczanej
1/2 łyżeczki soli
do smażenia: masło lub olej roślinny

Zaczyn:
wszystkie składniki wymieszać w misce i odstawić na 20 minut, by „ruszyły”.
Ciasto:
Białka oddzielić od żółtek i ubić je na sztywną pianę. Odstawić.
W drugiej misce połączyć oba rodzaje mąki i sól, następnie wlać rozczyn, żółtka, mleko i masło. Zmiksować zwracając uwagę na to, by w cieście nie było grudek.
Dodać pianę z białek i łyżką (nie mikserem!) energicznie i dokładnie ją wmieszać. Ważne, by nie mieszać za długo, ale jednocześnie ważne, by pianę dobrze rozprowadzić w cieście.
Odstawić na 2 h. W tym czasie ciasto podwoi albo potroi swoją objętość, stanie się rzadkie i pełne bąbelków. Tak ma być 🙂

Na patelni rozgrzać masło lub olej roślinny (ja wybieram tę drugą opcję, jest mniejsze ryzyko przypalenia) i wlewając po 2 łyżki ciasta, formować placuszki. Smażyć ok. 2 minut z każdej strony. Usmażone przełożyć albo do żeliwnego, zamykanego garnka albo na talerz przykrywając je jednocześnie folią aluminiową. Ważne, by nie ostygły, zanim skończymy je smażyć.
Gotowe bliny możemy podawać z kwaśną śmietaną, kawiorem albo sałatką śledziową.
Ja polecam wszystkie trzy dodatki, każdy z nich pasuje idealnie.

Smacznego!

40 komentarzy
Poprzedni
rp_zima_1362.jpg
Następny
rp_sernik_1751.jpg