Wojna o pigwę

Co roku o tej porze poluję na pigwy.
Wypatruję jej na bazarach, pytam znajomych, czy nie widzieli na swoich bazarach. Pytam starsze panie, zaglądam do małych warzywniaków, w których czasem można ją zamówić.
Pigwa jest retro. Jest najbardziej retro ze wszystkich owoców. A przy okazji należy chyba do najdroższych polskich owoców, bo kilogram kosztuje około 15 zł.
Bezskutecznie próbowałam kupić sobie choć jedno pigwowe drzewko do ogródka. Pigwowce – proszę bardzo. Pigwy brak. A tak bym chciała!
Bo zapach prawdziwej pigwy przyniesionej do ciepłego domu, jest wyjątkowy. Trochę podobny do jabłek, trochę do perfum z tajemniczej krainy dzieciństwa.
Wiem, że plasterek można dodać do szklanki z herbatą, ale ja, niezależnie od herbaty i wszystkich innych przepisów, co roku robię pigwową marmoladę.
Owoce mają mało soku, są kwaśne, a przetwory z nich zachowują gęstą konsystencję. Nie potrzeba żelfiksów, tony cukru.
Ostatnio snułam się w sobotę po bazarze, wypatrywałam jej i traciłam nadzieję.
Spytałam pana, który co roku ją miał.
– Mhm. Mam. Ktoś zamówił i nie odebrał. Chce pani?
– Chcę, biorę wszystko, co pan ma.
Kupiłam wszystko. Kiedy szłam z siatami, usłyszałam za sobą głosy: ona ma pigwę. U niego kupiła.
– Ma pan jeszcze te pigwy? – zapytała pani.
– Nie mam już.
– Jak to pan nie ma? Wszystko pan sprzedał, nic pan nie zostawił?
– Nic.
– Cholera jasna! – rzekła pani i naburmuszona podreptała dalej.
Pigwa jest więc przedmiotem bazarowego pożądania.
Owszem, można ją kupić i w hipermarkecie. Wielkie owoce pozbawione zapachu.
Ale to już nie jest to samo…

Przepis na pigwową marmoladę jest bardzo prosty, a podawałam go już w ubiegłym roku tutaj.
Dzisiaj upiekłam drożdżowe bułeczki z pigwą, na które przepis już jest w Pracowni Wypieków.
Pozdrawiam 🙂

56 komentarzy
Poprzedni
rp_sernik_8464.jpg
Następny
rp_brandade_8634.jpg