Sobota z Amaro, część 2

Warsztat z Amaro był spełnieniem mojego marzenia. Bardzo chciałam zobaczyć, jak gotuje, w jaki sposób można realizować podawane przez niego przepisy i jak wygląda zastosowanie w praktyce nowoczesnych metod przygotowania jedzenia.

Chciałam dać krok naprzód.
Warsztat został zorganizowany w profesjonalnej kuchni wyposażonej w najnowszy sprzęt, gdzie wszystkiego można było dotknąć, wypróbować, o wszystko zapytać.
Przeżyłam lekki szok na wstępie, kiedy się okazało, że na 13 uczestników jestem jedyną kobietą. Później dołączyła do nas jeszcze jedna pani, było mi więc nieco raźniej.
Najpierw wysłuchaliśmy wykładu na temat współczesnej, światowej gastronomii – gdzie jest i dokąd podąża. Na czym polega, jaka jest jej rola. Jak można uwspółcześnić dania, które nasi przodkowie tak kochali: weźmy zapomniane produkty i receptury oraz współczesną wiedzę i stwórzmy coś na nowo. Bardziej wartościowe odżywczo i smakowo, lokalne i nasze.

                                                  

Później przyszedł czas na praktykę.
To, co ujmuje na wstępie to produkty: świeże ryby, jajka z wolnego chowu, francuska sól w kilku wersjach (dodam, że słoiczek takiej kosztuje ok. 60-90 zł), świeże, jadalne kwiaty, z których obrywaliśmy płatki.

Do tego każdy może wypróbować substancje, które zmieniają konsystencję produktów, które na co dzień są wykorzystywane w takich restauracjach jak El Bulli. Jeśli chcieliśmy zobaczyć jak działają, Amaro prezentował ich przeznaczenie. 
Nie ma opcji: tego nie wolno dotknąć. Wolno niemal wszystko. (Nawet zakochać się w nożu z tytanową powłoką i śnić o nim po nocach;)
Amaro wyznaje zasadę, że trzeba dzielić się wiedzą, technikami, przepisami i podczas warsztatu dał temu wyraz.
Dostaliśmy menu i zadania, jednak w praktyce każdy mógł spróbować swoich sił na każdym etapie przygotowania: jak zrobić sferyczne pierożki z jabłek, miniaturowe kopytka z dyni, pianki i galaretki.
Wspólnie gotowaliśmy dania, dzieląc się zadaniami, obserwując Amaro w akcji, słuchając tego, co ma do powiedzenia. Mogę stwierdzić, że żadne pytanie nie pozostało bez odpowiedzi.

Menu warsztatów


Już dawno z taką radością nie obierałam wiadra buraków 😀 Ponieważ w warsztacie brali udział zawodowcy, także i od nich można było się czegoś nauczyć (np. jak wypatroszyć i podzielić na filety świeżego węgorza, umie ktoś? 😉 I jak zawsze przy okazji spotkań pasjonatów: gdzie kupić najlepsze zioła, czym zastąpić nieosiągalne produkty (albo jak zdobyć to, co nieosiągalne). Twórczo i przyjemnie.
Nie mogłam sobie odmówić przyniesienia na warsztaty mojego ulubionego chleba, który zadebiutował przy okazji przystawki.

Halibut, marynowana marchew, piana z palonego masła
Warsztat, zamiast planowanych czterech godzin, trwał prawie siedem… 
Kolejny będzie prawdopodobnie w grudniu.
I deser

Była to wyjątkowa przygoda, mam nadzieję, że jeszcze kiedyś uda mi się ją powtórzyć, tym razem z innymi daniami. Więcej info na temat Amaro i jego warsztatów na stronie www.

Do miłego!

26 komentarzy
Poprzedni
rp_amaro_8797.jpg
Następny
rp_restauracja_2613.jpg