3 Star Chef. Gordon Ramsay i domowe gotowanie.

Nie, to nie będzie recenzja książki.
Opowiem Wam o pewnym wyzwaniu, którego się podjęłam.
Zacznę od tego, że kupowanie prezentów „z okazji” nie należy do moich mocnych stron. Tak się bowiem składa, że rzeczy na prezent wpadają mi w ręce zawsze wtedy, kiedy „do okazji” jeszcze daleko.
Najgorzej jest z prezentami dla dzieci: stoję przed półkami z zabawkami i nic, absolutnie nic mi się nie podoba.
Tym razem jubilatem nie było dziecko, a ktoś całkiem dorosły. Ten ktoś nie chciał niczego ze sklepu. Zapytał, czy można zrobić w domu kolację równą tej, którą można zjeść w trzygwiazdkowej restauracji. Identyczna nigdy nie będzie, ale może być z całą pewnością lepsza od tych, które dostajemy w restauracjach, które budziły nadzieję, lecz rozczarowały.
Postanowiłam zmierzyć się z daniami z książki Gordona Ramsaya „3 Star Chef”, które podaje w swoich restauracjach. Tu nie ma przepisów na „szybki obiad”. Wszystko jest o wiele bardziej skomplikowane, a przede wszystkim czasochłonne.

Wybrałam następujące dania:

Przegrzebki (Małże świętego Jakuba) z puree kukurydzianym i jajkami przepiórki
Filety z halibuta zawinięte w wędzone plastry łososia, podane z kandyzowaną cytryną, warzywami i wędzonym veloute z chrzanem
Karmelizowana gruszkowa tarte tatin z lodami z gorgonzoli i kremem orzechowym

Z listą w ręku zrobiłam zakupy i w sobotę rano zabrałam się za gotowanie. Miałam czas, nigdzie się nie spieszyłam, no i przede wszystkim bardzo mi zależało na tym, żeby wyszło tak, jak trzeba.
Nie miałam kłopotów ze znalezieniem większości odpowiednich składników, za wyjątkiem świeżych trufli, wędzonego chrzanu czy mrożonej kukurydzy. Ale i z tym dałam sobie radę.

Mam kilka książek napisanych przez gwiazdkowych szefów kuchni i muszę przyznać, że gotowanie z nich jest trudne nie tylko z powodu braku odpowiednich urządzeń, dodatkowych rąk do pracy, ale przede wszystkim ze względu na najczęściej mało precyzyjny opis wykonania. Wydaje mi się, że ten, kto pisze takie książki, nie spodziewa się, że trafią one do kuchni, a nie na kawowy stolik, do pooglądania. Wiele z tych przepisów zawiera błędy w ilości składników, luki w sposobie przygotowania i tak dalej, i tak dalej.

W przypadku tej książki sytuacja wyglądała zupełnie inaczej. Każde danie, które zrobiłam, składało się  z kilku osobno przygotowanych składników, w daniu głównym były to:

ryba
duszona sałata rzymska
warzywa
sos z szalotek i chrzanu
kandyzowane cytryny
Każdy z tych elementów wystarczył dokładnie na tyle porcji, ile było podanych w przepisie. Niczego nie było ani za dużo ani za mało. Opis wykonania był bardzo precyzyjny – autor pisał, czym w domu można zastąpić akcesoria używane w restauracji. Każdy przepis podawał od czego zacząć, który składnik może spokojnie czekać do czasu podania, a który należy przygotować w ostatniej chwili. To bardzo ułatwiło mi pracę.
Wiem też, czego najbardziej mi brakowało, co odróżni dom od restauracji: dodatkowych rąk do pracy przy „wydawaniu” dań. Smażenie jednocześnie kilkunastu jajek przepiórczych i przegrzebków i ułożenie ich na talerzach tak, by nic nie wystygło, jest wyjątkowo trudnym zadaniem. Ale jakoś dałam radę 😉
Nabrałam ochoty na więcej takich wyzwań. Najbardziej ze wszystkiego smakował mi oczywiście deser: karmelizowane gruszki w tarcie tatin idealnie współgrały z lodami z gorgonzolą i sosem z prażonych orzechów włoskich. Ale oprócz tego naprawdę byłam zaskoczona tym, że najlepsze dania z gwiazdkowych restauracji można przygotować w domu. Nie powiem, że z łatwością, ale na pewno z dużą przyjemnością i satysfakcją.
Przepisów dziś nie będzie (w czasie, w którym bym je wpisywała, zdążę pójść na spacer i ugotować obiad;)

Miłej niedzieli!

28 komentarzy
Poprzedni
rp_sękacz_6863.jpg
Następny
rp_honey_7544.jpg