Kulinarna historia i Kiciuś szuka domu :-) Rozwiązanie.

„Kolejny deszczowy dzień lata. Krople stukają o parapet, słychać głosy krzątania się po kuchni.
– Irena!  Jest już kawa?! Śpieszę się…
– Zaraz, Józek, nie dam rady wszystkiego tak szybko ogarnąć, a do tego gorąco jak fiks. – Irka dokręca ostatni słoik kiszonych ogórków. – Radek, wstajesz już?!
Mały chłopiec siedzi schowany pod kołdrą i udaje, że śpi, w strachu że mama wejdzie i zagoni go do pomocy w kuchni. Wczoraj był na ognisku i rodzice nie wiedzą jeszcze, że zniszczył nowe spodnie. Chyba lepiej będzie jak już wstanie, przecież dziś piątek… Zwleka się z łóżka i podchodzi do okna.
– Zaczyna się przejaśniać. – myśli. Jednak uśmiech szybko zanika zanim zdążył się na dobre pojawić. – Czemu po tylu dniach ulew akurat w piątek jak mnie zaganiają do kuchni musi robić się ładnie?!
– Co tam mówisz? – głowa mamy pojawia się w drzwiach.
– Nie, nic… – mały podskakuje, nie do końca zdając sobie sprawę z tego, że na głos wypowiedział swoją ostatnią myśl.
– Leć, nakarm kury. Ja muszę tacie naszykować śniadanie do pracy.
                Radek wstaje, leci do wychodka, po drodze zrywając parę czereśni. Potem szybki prysznic… Bach!
– Kurcząt, patrz jak leziesz!! – na pozór zwykła, ruda kura ucieka w popłochu, wytrzeszczając oczy. Radek zbiera się z kolan i patrzy za kurą. Wracając, widzi, że mama zostawiła już wiaderko z ziarnem na ganku.
– Kurcząt, no chodź… Nie obrażaj się. – podczas, gdy reszta kur zbiegła się do śniadania, Kurcząt siedzi gdzieś schowany i nie chce wyjść. – Kurcząt! Chodź, nazbieram ci dżdżownic. – Radek nie rezygnuje i leci na grządki wybrać najtłustsze robaki. Wracając, uśmiechnięty widzi głowę Kurcząta wychylającą się zza pustej budy dla psa. Kura nieśmiało podchodzi do Radka.
– Chodź, Kurcząt. Patrz co ci przyniosłem. – Kura delikatnie wybiera z ręki Radka długie dżdżownice. Już jest udobruchana, daje się głaskać jak zwykle. – Nie gniewaj się już na mnie. Nie chciałem… – Radek troskliwie zanosi sytą już kurę do kurnika myśląc, że nikt w wiosce (a może i na świecie?) nie ma takiej FAJNEJ kury.
– Synek, wracaj już. Musisz mi pomóc lepić pierogi. Dziś Przemek wraca spod namiotów, trzeba się szybko uwinąć. – Mama krzyczy z okna. Naburmuszony Radek wraca do domu.
– Nie dość, że on pojechał na wakacje, a ja zostałem w domu, to jeszcze muszę mu robić obiad – burczy pod nosem niezadowolony.
– Jak będziesz starszy, to też pojedziesz na kolonie. Jeszcze jesteś za mały, żeby pojechać sam na wakacje. – Mama zawsze ma jakieś wytłumaczenie. – A na razie siadaj ze mną i formuj kulki, zobacz ile farszu narobiłam. No, uśmiechnij się, przecież sam zawsze chętnie jesz ruskie.
– Ale ty zawsze mnie potrzebujesz jak chłopaki są na wiosce. – Radek siada na stołku zrezygnowany i zabiera się do kręcenia kulek z farszu na pierogi. Mama sprawnie zawija je w krążki z ciasta.
– No nie przesadzaj, wczoraj zrobiliście w lesie piękny szałas. Wróciłeś chyba o 21.
– Właśnie, mamo… Muszę ci coś powiedzieć… – Radek nie odrywa oczu od kulek. – Wczoraj jak robiliśmy ten szałas…
– …to rozdarłeś nowe spodnie na kolanie, tak wiem. – Irena uśmiecha się widząc zaskoczoną minę syna.
– I nie jesteś zła?
– Zadowolona nie jestem, powinieneś bardziej uważać. Ale takie rzeczy zdarzają się małym chłopcom…
– Nie jestem już mały! Nie powiesz tacie? – pyta z nadzieją.
– Nie powiem, może nawet nie zauważy. Dziś rano udało mi się je ładnie zacerować. Jak mi pomożesz z pierogami i przestaniesz narzekać, to ode mnie się nie dowie.
– Umowa stoi. – Radek nie kryje ulgi.
                  Reszta czasu mija w milczeniu, oboje słuchają radia, znów leci ulubiony przebój lata ’93 Radka, piosenka do „Robin Hooda” Bryana Adamsa, Stinga i Roda Stewarta.
– Może jak Przemek wróci to zabierze mnie do kina do Nysy? Obejrzałbym „Robin Hooda”.
– Może… – Mama zlepia ostatni pierożek. – Widzisz jak szybko poszło? Póki chłopcy nie przyjdą możesz jeszcze nazbierać czereśni na placek. – równo z tymi słowami w sieni pojawia się Wojtek, Łatka i Matias.
– Mogę iść? Chłopaki już są. – Radek robi krowie oczy do mamy. Wie, że to często działa.
– Leć, leniu jeden. – Irena sama się sobie dziwi, że tak mu ostatnio folguje. – W sumie to już koniec wakacji, a w tym roku nigdzie nie pojechał. – myśli.
– Ja dziś chcę być Carlosem. – żąda Łatka.
– Ale ty jesteś Baggio, Radek jest Carlosem. – Mateusz broni kuzyna.
– Piłka jest moja, więc ja mam pierwszeństwo wyboru. – Łatka stawia na swoim. Taki argument jest nie do zbicia, piłka jest tylko jedna i to oryginalna – z adidasa.
                  Po kilkunastu akcjach przeprowadzonych „na Carlosa” czas na odpoczynek, chłopcy idą do sklepu i misternie liczą na jakie lody im starczy.
– Masz Kopernika pożyczyć? – Mateusz przegląda kieszenie. – Wtedy starczy mi na śnieżkę.
– Bambino też jest dobre, a wtedy zjemy po dwa. – Radek jest najlepszy w klasie z matmy.
– OK. Na to mogę się zgodzić. – Matias przytakuje.
                  Siadają na przystanku i pałaszują. Radek widzi mamę jak wraca ze sklepu z pełnymi siatkami.
– Ja muszę już lecieć. – mówi. – Bo Przemek dziś wraca. – leci za mamą i pomaga jej nieść siatki. Słyszy tylko za plecami zawiedzione „Cześć” chłopaków.
– Nie taki zły z ciebie syn. – Irka głaszcze Radka po głowie.
– Nie rób tak. Koledzy patrzą. – Radek wyprzedza mamę biegnąc do domu.
– Tylko się nie wywróć. Są szklane butelki w reklamówce.
                  Pomagając wypakować zakupy pyta mamy:
– O której będzie Przemek?
– Powinien być zanim tata wróci z pracy, czyli już niedługo.
– To ja pójdę nazrywać winogron. – Radek wychodzi na ganek, żeby pierwszy wiedzieć jak brat wróci.
                  Kurcząt powoli wychyla głowę z kurnika i nieśmiało podchodzi do Radka. Zostaje pogłaskany kilka razy, ale chyba znowu się obrazi, bo Radek zrywa się na równe nogi, zostawiając Kurcząta z tyłu.
– Przemek idzie! – krzyczy w stronę sieni na widok głowy brata to wychylającej się znad żywopłotu, to znikającej za nim.
– Cześć Radek! Zobacz co mam dla ciebie. – Przemek rozchyla poły kurtki.
– Ja… Mamo! Przemek przywiózł mi szczeniaka! Jak się nazywa?
– Nie wiem. Ty coś wymyśl. – Przemek wita się z mamą.
– Naprawdę mogę? W takim razie nazwę go Gucio!
– Gucio, nie Gucio. Nie wiem co na to wszystko powie tata. – mama podpiera się pod boki. – No cóż, zobaczymy… Przemek wchodź do domu. Pierogi na stole.
– Ruskie?!
– Ba! Jak zwykle w piątek.

***

– Kama, przełącz to. Nie mogę słuchać po raz setny tej samej piosenki. W tym radiu nic nie ma. – Radek nigdy nie lubił Kravitza, a radio nadaje go ciągle i w koło. Od kiedy wyjechali z Wrocławia to już trzeci raz.
– Niestety tu odbiera tylko jedna stacja. Ale poczekaj, mój narzekający mężu, zaraz coś wymyślę. – Kamila przegląda kieszeń z płytami i wkłada CD do odtwarzacza. – Wiem, że to lubisz. – piosenka do „Robin Hooda” zawsze polepsza mu humor.
– Zaraz będziemy na miejscu. Ciekawe czy tato będzie już w domu, nie pamiętam na którą ma zmianę.
– Ale jestem głodna. Wiesz co mama zrobiła na obiad?
– Jak to co? Przecież dzisiaj piątek…
– RUSKIE PIEROGI!

W załączniku przesyłam zdjęcia Gucia, który jest dziś pełnoletni, bo ma 18 lat 😀
Z pozdrowieniami i życzeniami „oby tak dalej”,
                                                                 Radosław i Kama W.

******************************************************************************

Długo zbierałam się do napisania tego posta.
Przeczytałam wszystkie kulinarne historie, które mi przysłaliście. Uroniłam przy okazji wiele łez, przy niektórych świetnie się bawiłam – każde dziecko ma chyba swoje kulinarne tajemnice 🙂
Obejrzałam zdjęcia, zobaczyłam skany starutkich przepisów, wędrowałam po łąkach, siedziałam na krawężniku w brudnych trampkach i zajadałam pajdę chleba z masłem, kawałek gorącego drożdżowego albo pierogi. To wszystko to bardzo piękne wspomnienia. Czasem smutne, nostalgiczne, innym razem pogodne i śmieszne. Każdy z nas jest wyjątkowy i teraz, kiedy stoję w kolejce, jadę samochodem albo spaceruję po parku patrzę na kogoś obcego i miałabym ochotę zapytać: a jakie są pani kulinarne wspomnienia? Bo każdy ma jakieś.
Nie było mi łatwo wybrać. Wybrałam historię Radka i Kamy.
Ponieważ mikser miałam tylko jeden, a do rozdania jeszcze kilka innych kuchennych gadżetow marki KitchenAid, postanowiłam wyróżnić jeszcze następujące osoby:

Wyróżnienia:

Iza, historia o Parowańcach z jagodami (tarka z pojemnikiem)
Aleksandra Maria “Babcine pierogi” (nóż strunowy)
Joanna J. “Babcine bliny” (nóż strunowy)
Monika J. “Wojna, młyn i mamałyga” (nóż strunowy)
Magdalena H. “Szarlotka babki Izabelli” (nóż do pizzy)
Pustelnikm “Istnieją jeszcze ciasta magiczne” (obieraczka do warzyw)

Dana Bo. “Cztery pory smaku” (Szpatułka do naleśników)

Kasia F. “Historia smaków dzieciństwa” (Szpatułka do naleśników)
Iwona “Piątkowe gołąbki” (Szpatułka do naleśników)

Bardzo bym chciała opublikować również te historie, ale żeby to zrobić potrzebuję Waszej mailowej zgody na ich publikację.
Przez najbliższe dwa tygodnie będę również czekać na adresy, pod które wyślę zarówno mikser jak i gadżety (kulinarnehistorie (małpa) gmail.com).

Wszystkim, którzy nadesłali swoje historie, bardzo serdecznie dziękuję za udział w zabawie.

16 komentarzy
Poprzedni
rp_maliny-m_4493.jpg
Następny
rp_tartas_4799.jpg