And the winners are…

Dziękuję za wszystkie komentarze opisujące Wasze ulubione miejsca. Jak zwykle, ich lektura dostarczyła mi wiele przyjemności. Mam nadzieję, że tym razem nie tylko ja skorzystam z polecanych adresów. Już wkrótce opublikuję listę miejsc, które są Wam bliskie.
Przy tak dużej liczbie bardzo interesujących wpisów, wybór jest jak zwykle trudny, zwłaszcza dla kogoś tak niezdecydowanego jak ja, ale postanowiłam wyróżnić następujące komentarze i ich Autorów:

kati33 pisze…
Café Majestic przy Rua da Santa Catarina 112 w Porto, Portugalia. 

Jest doprawdy „majestatyczna”, jak przystało na miejsce z niemal stuletnią tradycją. To nie przytulna kafejka jak te w Paryżu, lecz kawiarnia pełną gębą – przestronne miejsce spotkań elit intelektualnych, gdzie ongiś odbywały się tertulie* z prawdziwego zdarzenia, a nad kawą i kieliszkiem porto lub aguardente (miejscowej odmiany grappy) toczyły się burzliwe dyskusje w myśl przekonania, iż wymiana słów ma w sobie siłę zdolną zmienić świat. Lubię tu… czekać na zamówienie – w ogromnych kryształowych lustrach przesuwają się cienie Belle Époque, a w powietrzu unosi się delikatny szmer wygasłych głosów i – aromatyczny zapach kawy. W porze lunchu kelner zawsze zaczyna od zasłania stolika obrusem i przyniesienia koszyka z pieczywem, świeżym i chrupiącym, i miseczki oliwek. Serwetki przy nakryciu wzruszają: są lniane, sprane, ale dobrego gatunku, rasowe. A jeśli nie znamy jakiegoś dania, kelner nie traci czasu na lingwistyczne łamańce, po prostu idzie do kuchni i przynosi na małym talerzyku kęs potrawy do spróbowania.

W Portugalii kawa jest rodzaju męskiego, podobnie jak samba w Brazylii (tylko w Lizbonie mała czarna to „ona” – uma bica). Ale w kawiarni właściwie nigdy nie zamawiamy… „kawy”. Wystarczy, że powiemy: uma bica czy cheio, pingado (z kroplą mleka lub alkoholu) albo meia de leite, um galão, carioca czy garoto… Lista nazw zwyczajowych praktycznie nie ma końca. Kawa uważana jest tutaj za cudowny lek, napój, który uzdrawia ponoć wszystko: od kamieni żółciowych i raka po cukrzycę, depresję i chorobę Parkinsona. I niemal wszędzie jest pyszna, „negro como o inferno, doce como o pecado, quente como o amor” – czarna jak piekło, słodka jak grzech i gorąca jak miłość.



* Pojęcie podobne do naszego „salonu literackiego”, ale typowa tertulia odbywała się w miejscach publicznych jak bary czy kawiarnie, gdzie uczestnicy wymieniali swoje spostrzeżenia i opinie na temat tekstów literackich, malarstwa czy muzyki.

ps. A na ich stronie, w tle – Chopin, którego tu wielbią.

Bartek pisze…
Tam gdzie Alpy przeglądają się w lustrze wody, tam moja ulubiona kawiarnio-piekarnia Aran Brotgenuss & Kaffeekult. Już z witryny wejściowej i zza lady uśmiechają się do nas okrągłe, jak słońce odbijające się w taflii j. Bodeńskiego, bochny chleba. Ich chrupiąca, popękana skórka zaprasza by spróbować pajdy chleba z ciepłą pastą rozmarynowo-ziemniaczaną. Zaś zapach świeżo mielonej kawy nie pozwoli odejść od kasy bez wypełnionego kubka. Na deser Aran oferuje nam bogatą bibliotekę albumów i książek kulinarnych, zaś w lecie pozwala wspomóc chłód bryzy miseczką lodów. To wszystko przy dźwiękach soulowo-swingujących, doniczkach pełnych hortensji, poduszkach na kanapach i drewnianych sześciano-stołkach… Dla mnie tytułowy genuss & kult. Pysznie, przyjemnie, polecam.

Aran Brotgenuss & Kaffeekult, Friedrichshafen

Retrose pisze…
Ta maleńka piekarnia niedaleko mojego domu nie ma nawet swojej nazwy, szyld jest niepozorny, podobnie jak budynek w którym się mieści, od dawna już nie odnawiany. Gdy dwa lata temu, zamieszkałam na styku dwóch łódzkich parków, martwiłam się, że nie mam tu nigdzie swoich ulubionych sklepów, ani zaprzyjaźnionych sprzedawców. Do maleńkiej piekarni trafiłam po zapachu, także po zwyczajnie ludzkim zainteresowaniu ‚a co tam dają?’, bo kolejka ciągnąca się przed sklepem zwiastowała co najmniej hit na miarę prl-owskiego papieru toaletowego sprzedawanego na sztuki.
W środku urodzaj pieczywa, chleby z ziarnami, z soją, cebulą, słonecznikiem, makiem i dynią. Okrągłe, długie, foremkowe wiejskie, pieczywo włoskie, orkiszowe, tureckie. Pyszne ciasta drożdżowe, bułeczki z rodzynkami i ciabatki. Za każdym razem gdy staję w długiej kolejce, niemal nie starcza mi czasu na decyzję, co wybrać. Za dużo tego, oczy za bardzo chciałyby zjeść wszystko. W kolejce toczą się rozmowy, słychać żarty pań sprzedających chleb. Te kobiety to prawdziwa dusza tej małej piekarni. Towar sprzedają w tempie Orient Expressu, z każdym zamienią małe słowo, z tłumu wyłaniają starsze panie, które obsługują poza kolejką. Nie tak jak gdzie indziej, z chęcią słuchają wskazówek swoich gości, który chleb wolą, ten z przypieczoną skórką, czy może z pękniętym wierzchem. Tam nie trzeba wstydzić się swoich fantazji, tym bardziej że i nazwy zachęcają. Królewski, Słoneczko, Balzak. 
Minus jest tylko jeden, niestety przez tę piekarnię jakoś nie mogę zabrać się do pieczenia własnego chleba…

ugotujmnie pisze…
Oderwana od zeszytów twym nowym wpisem, muszę pozostawić tu komentarz.
W zasadzie zaproponuję bardziej pub, niż cukiernie, czy kawiarnie.
Czeski Film we Wrocławiu.
Gdy nadchodzi dzień, gdy nie muszę lecieć po lekcjach uczyć się na następne sprawdziany, idę tam z przyjaciółkami i rozpływam się do późnego wieczora.
Miejsce do którego wchodzi się przez bramę… nieco niepozorną, przed wejściem na małym podwórku można usiąść przy stoliku, ale ja zawsze wchodzę do środka, stoliki, żółte ściany, drewniany bar, iście czeski klimat, schodzę w dół po stromych schodach, a tam w piwnicy wielki korytarz dzielący się na małe komory, w których stoją rozwalające się stoliki, fotele, w których nawet trzydziestokilogramowe chucherko zapada się niemalże pod samą podłogę, wszystko odcięte od cywilizacji, żarówkowe światła, cudne malunki na ścianach, muzyka. Na chwiejącym się stole menu, z czeskim słowniczkiem, a w środku ogromny wybór napoi, najróżniejsze kawy, ulubiona – kawa w kubku, w wielkim ceramicznym kubku. z kopcem bitej śmietany. Milion grzańców na chłodniejsze wieczory, ulubiony – rumowy, z białym winem, miodem i sokiem z cytryny, czekolady, nawet biała z czekoladową bitą śmietaną. Po za tym cudowne pierogi, najlepsze naleśniki – chociażby czekoladowe, z czekoladowego ciasta, z białym serkiem, czekoladową zastygającą polewą, bitą śmietaną. Pyszne pistacjowe, kawowe szejki. A najlepsze w tym wszystkim…. czekoladowe ciasto – przeogromny kawał brownies. Polany czekoladowym sosem. Nie pozostaje nic innego jak rozpłynąć się w tym rozklekotanym miejscu.

pies_pianista pisze…
Nowa Prowincja na Brackiej w Krakowie. Za najlepszą na świecie tartę cytrynową, za przepyszny humus, za pierwsza w Krakowie salę dla niepalących ukrytą na pierwszym pietrze, z miekkimi kanapami i ladnym kilimem. Za duży wybor herbat i domową atmosferę. Za niewygodne szkolne lawki przed wejściem. Za stalą klientelę i cudownego barmana, który podlewa mi kwiatki kiedy wyjezdżam na urlop.
Pozdrawiam!

Darek pisze…
Kiedy myślę o ulubionej kawiarni czy cukierni, pojawia mi się przed oczami obraz-chyba z jakiegoś filmu : album starego typu, taki ze zdjęciami do wklejania i oglądająca go postać. Potem zbliżenie zdjęcia, ożywienie postaci i początek nowego wątku.
Tak się przypadkiem złożyło, że wszystkie ważne momenty w moim życiu (a właściwie mojej rodziny) w ciągu ostatnich kilku lat wiążą się z „Imbir Cafe” w Rzeszowie. Pierwszym zdjęciem w moim rodzinnym albumie byłaby pewna zimowa randka z moją żoną. Zielona herbata w filiżankach i długie rozmowy…
Kolejne zdjęcie to my i menedżer- pan Darek, z którym próbujemy i wybieramy ten najlepszy tort weselny.
Następne, będę Tatą 🙂 Tort marcepanowy (ulubiony).
Potem zdjęcie z naszą Córeczką, która najpierw tylko nam towarzyszyła, a teraz samodzielnie pije „przez rurkę” świeżo wyciskany sok marchewkowy.
Ostatnie – niedługo dołączy do nas kolejny dzidziuś. Całą trójką wznosimy toast sokiem pomarańczowym.
Pozdrawiam serdecznie 🙂

Autorów komentarzy bardzo proszę oprzesłanie danych do wysyłki gadżetów marki Kitchen Aid na adres mailowy: whiteplate5(małpa)gmail.com. Na Wasze adresy będę czekała przez najbliższe dwa tygodnie. Autorom pierwszych trzech komentarzy wyślę obieraczki, a pozostałym trzem Osobom szpatułki. Mam nadzieję, że się Wam spodobają i przydadzą.
Bardzo dziękuję za udział w zabawie, już niebawem będzie kolejna 🙂

Serdeczności!

9 komentarzy
Poprzedni
rp_flowers_3559.jpg
Następny
rp_knigi_4064.jpg