Rozbrat 20



Gdyby ktoś miesiąc temu powiedział mi, że będę się bała powodzi, pakując najpotrzebniejsze rzeczy do walizki, zapewne bym mu nie uwierzyła.
Los jednak bywa przewrotny.
Z dala od własnej kuchni, przyglądam się światu. Spaceruję uliczkami miasta zadając sobie pytanie, czy to powódź dwudziesto czy tysiącletnia?

Od pewnego czasu znajomi pytali mnie: Byłaś już na Rozbrat?
Rozbrat to spacery z Mamą, kiedy byłam dzieckiem. Stare kamienice, zieleń Powiśla, sklepiki z warzywami, papierniczy, lody śmietankowe w cukierni tuż za rogiem domu, na którym układałam dmuchawce, żeby wiedzieć, że właśnie tu powinnam skręcić, by się nie zgubić.
Dopiero dzisiaj trafiłam do bistro, które mogę śmiało nazwać miłością od pierwszego wejrzenia.
Małe, przytulne wnętrze, bukiet kwiatów, miękkie fotele, ten ciepły styl, który bardzo lubię i goście, bez których nie wyobrażam sobie miejsca z duszą, bowiem nawet najpiękniejsza, ale pusta restauracja, przygnębia mnie i mam ochotę natychmiast z niej wyjść.
To po pierwsze.
Po drugie: pieczywo. Najpiękniejsze i najlepsze chleby, jakie udało mi się jeść w Warszawie. Są wyeksponowane na ladzie, do której kelnerzy podchodzą, by nakroić grubych kromek do koszyczków.
Zamówiłam bruschettę – z przyjemnością odkryłam, że jest na świeżym chlebie, który został zgrillowany i podany z ciepłymi pomidorkami, barweną i musem z pieczonej papryki i ciecierzycy. Poezja. Później dorada z młodymi warzywami i grillowaną rzodkiewką – prosto, elegancko, tyle, bym mogła się najeść i jeszcze poprosić o deser.
A deser… Już wiadomo, że jeśli przychodzę do restauracji, w której będzie czekoladowy fondant/suflet zwany czekoladowym ciastkiem bądź jeszcze inaczej (a ja i tak wiem, co się pod tą nazwą kryje – czekoladowe serce, my love!), to na pewno spróbuję. Ten deser w tej restauracji to marzenie kogoś, kto tak jak ja, kocha czekoladę – pieczony tyle, ile trzeba, z płynącym ciepłym środkiem, podany z truskawkami zatopionymi w bitej śmietanie, oprószonymi siekanymi pistacjami.
Chciałabym codziennie jeść taki lunch.
Dorzucam do tego naprawdę uprzejmą i sprawną obsługę, szybki serwis, bo mimo że w czasie lunchu restauracja była wypełniona niemal do ostatniego stolika, dania wjeżdżały na stół w tempie idealnym. Zdążyłam zjeść i pomyśleć o następnym i voilà!
Wielu Warszawiaków doceniło już to miejsce. Czasem trudno tu o stolik. Naprawdę warto. Ja będę wracać z największą przyjemnością. Może kiedyś przyjdę na śniadanie – widziałam w karcie śniadaniowe specjały, a w restauracji stojak z gazetami, co w połączeniu ze słońcem wpadającym przez duże witryny i zieleń Powiśla, jest tym, co liski lubią najbardziej.

Polecam!

Rozbrat 20 Bistro&Restaurant
ul. Rozbrat 20, Warszawa
www

21 komentarzy
Poprzedni
rp_botwinkowa_2170.jpg
Następny
rp_pizza_2437.jpg