O księgarni i tarta z rabarbarem.

O księgarni.
Kiedy byłam mała, bliżej mi było do miejskiej biblioteki, którą odwiedzałam raz w tygodniu.
Księgarnia, odległa o kilka przystanków (nie wolno mi było samej jeździć tramwajem), wydawała się miejscem na końcu świata. Kiedy do niej szłam, liczyłam po drodze budynki, by wiedzieć, ile jeszcze zostało do końca.
Tamta księgarnia, z wysoką ladą i książkami daleko ode mnie, z panią, która nie zwracała na mnie uwagi, choć stałam tam pewnie dobrych kilka godzin, nie miała nic wspólnego z dzisiejszymi sklepami pełnymi kolorowych lektur. Taka mroczna i zakurzona.
Magię znajdowałam w szkolnej bibliotece, w której pomagałam zawijać książki w obwoluty z szarego papieru.
Jak wiele się zmieniło od tamtego czasu.
W księgarni marzeń książek jest bez liku. Kolorowe stosy układam tuż obok. Piję dobrą kawę i ostrożnie przewracam kartki. Mogłabym tak siedzieć od rana do wieczora.
Tylko… czy jest taka księgarnia?
Z księgarnią jest jak ze sklepem. Jedni wolą ogromne hale, gdzie jest wszystko. Inni osiedlowe sklepiki z panią Basią. Jeszcze innym jest wszystko jedno.
Chciałabym móc chodzić do księgarni podobnej do tej, która w Londynie na Notting Hill sprzedaje książki kucharskie.
Albo do takiej, która jest antykwariatem podobnym do tego z Nie kończącej się opowieści , w której było wystarczająco dużo zaułków, by się ukryć.
A jakie są Wasze wymarzone księgarnie?
Rytuały kupowania, celebrowania książek?
Ja lubię ten moment, kiedy przynoszę je do domu. I gdy nadejdzie wieczór niosę je wszystkie do łóżka, by czytać tak długo, nim sen mnie nie pokona. Nie wierzę w to, że elektroniczne książki zastąpią te prawdziwe, papierowe.

Bardzo lubię ciasta z książki Pierre’a Herme.
Niektórzy się skarżą, że przepisy z niej im nie wychodzą. Nie wiem, dlaczego. Ja, za co się z niej nie zabiorę, wychodzi koncertowo. Zwłaszcza klasyczne połączenia, jak to, w której rabarbar jest przykryty cienką warstwą ze śmietanki i migdałów.
Taka tarta najbardziej mi smakuje jeszcze ciepła, najlepiej z lodami waniliowymi.
Zwykle wieczorem przygotowuję rabarbar i kruche ciasto, którym wylepiam formę. Przykrywam ją folią, chowam na noc do lodówki, a rano piekę.

Tarta z rabarbarem
wg Pierre’a Herme z książki „Desery”

Spód:
90 g masła miękkiego
1/4 łyżeczki soli
25 ml zimnego mleka lub wody
125 g mąki

Wszystkie składniki rozcieramy w misce do uzyskania okruchów. Odstawiamy.
Okrągłą formę do tart lub tortownicę o średnicy 26 cm wylepiamy ciastem.
Chowamy do lodówki na ok. 2 godziny. (Ja przykrywam folią i chowam na całą noc).

W tym czasie przygotowujemy rabarbar:

600 g rabarbaru – tę ilość należy obrać i pokroić na 2 cm kawałki
60 g cukru pudru

Rabarbar włożyć do miski, zasypać cukrem i odstawić na minimum 8 godzin.
W tym czasie rabarbar puści sok i zmięknie.
Odcedzić go na sitku.

Piekarnik nagrzać do 180 st C.
Wyjąć tortownicę z ciastem, na wierzchu ułożyć papier do pieczenia i wypełnić formę suchą fasolą lub kulkami do pieczenia (chodzi o to, by ciasto podczas pieczenia się nie podnosiło).
Wstawić do piekarnika i piec 15 minut.
Wyjąć papier z kulkami i na podpieczony spód wyłożyć odcedzony rabarbar.

Polać go masą:

1 jajko
75 g cukru pudru
25 g mleka
25 g słodkiej śmietanki
25 g mielonych migdałów
55 g oziębionego masła

Jajko utrzeć z cukrem. Dodać mleko, śmietanę i migdały i wmieszać masło pokrojone na małe kawałeczki.
Całość wlać na rabarbar i ponownie wstawić do piekarnika na ok. 20-30 minut – do czasu zrumienienia.
Po upieczeniu można ciasto posypać dodatkowym cukrem (ok. 50 gram).

Smacznego!

35 komentarzy
Poprzedni
rp_cykoria_1069.jpg
Następny
rp_window_1640.jpg