Przedwiosenny spleen i marcowe koty


Otwieram szafki. Otwieram lodówkę.
Mruczę coś pod nosem Niech w końcu będzie wiosna!
Barometr humoru a może busola uczuć.
W nocy koty (nie zapominajmy, że w kalendarzu występuje już Marzec) pod oknami naszego domu urządzają harce. Naburmuszona i niezadowolona bo to i tamto zaczynam się śmiać.
Ech, koty, koty. Wam tylko jedno w głowie.
Zapalam nocną lampkę i spod łóżka wyciągam szeleszczącą reklamówkę z Empiku.
I czytam. (Rano będę nieprzytomnie stać nad garnkiem kipiącego mleka na kaszę i szukać wtaczającego się pod szafkę ręcznika papierowego Ratuuunkuuu!)
Czy ja naprawdę miałam objawy przedwiosennego spleenu? 😉

Nawet jeśli, to już mi minęło.
Powędrowałam myślami do dawnych czasów, kiedy na Placu Trzech Krzyży otwarto małą kawiarenkę, gdzie umawiałam się późnym wieczorem z koleżanką na zawsze to samo. Na sernik. O dziesiątej wieczorem piłyśmy kawę za kawą, prowadząc młodzieżowe dysputy i zajadając się sernikiem, którego smak pamiętam do dziś.
A ponieważ mam rękę do serników, upiekłam sobie podobny. Ogromny, waniliowy i pyszny.
Za każdym razem, kiedy robię sernik, zastanawiam się, czy to możliwe, żeby się nie udał? Wygląda na to, że niemal każda kombinacja tych samych lub podobnych składników, się udaje.
Tym razem użyłam mleka skondensowanego. Od kiedy uzależniłam się od porannej filiżanki Cafe cortado leche y leche, zapasy mleka mam zawsze w lodówce. Przydają się.
Miłej wiosny. Bez spleenu 🙂

Klasyczny sernik waniliowy

1 kg sera trzykrotnie mielonego
6 jajek, osobno białka i żółtka
130 g cukru pudru
100 g słodzonego mleka skondensowanego
1 łyżeczka esencji waniliowej (ekstraktu z prawdziwej wanilii) lub cukier waniliowy
200 g, miękkiego (to ważne!) masła
3 łyżki mąki ziemniaczanej

do oprószenia: cukier puder

Piekarnik nagrzać do 180 st C (grzanie góra-dół).
Do białek dodać szczyptę (1/8 łyżeczki) soli. Ubić na sztywną pianę i odstawić.
W drugiej misce umieścić żółtka, dodać cukier, wanilię, mleko i ubić na kogel mogel – powinien być idealnie puszysty, ubity do białości. Następnie, cały czas ubijając, dodawać po łyżce masła, później po łyżce sera. Na końcu dodajemy mąkę.
Kiedy masa będzie gładka, przestajemy ucierać i dodajemy po trochu pianę z białek. Delikatnie, ale dokładnie (tak, by w miarę możliwości piana zachowała swoją strukturę), wmieszać pianę w masę – ale łyżką, w żadnym razie mikserem!
Tortownicę o średnicy 30 cm wysmarować masłem, oprószyć bułką tartą (spód i brzegi). Wlać masę, wyrównać wierzch.
Wstawić do piekarnika i piec 60 minut (gdyby wierzch zaczął się za szybko rumienić, (co raczej się nie zdarzy), przykrywamy go folią aluminiową.
Po upieczeniu, wyłączamy piekarnik, uchylamy drzwiczki piekarnika i studzimy w nim sernik.
Ostudzony odstawiamy na noc, najlepiej do lodówki.
(Choć pyszny jest i pierwszego dnia, ja lubię go nazajutrz, posypany cukrem pudrem lub podany z gorącymi wiśniami).

Smacznego!

40 komentarzy
Poprzedni
rp_żabnica.jpg
Następny
rp_babka-m.jpg