Wymarzony prezent i Księgi Chleba

Kiedy piszę te słowa, mikser zagniata ciasto na chleb. Słońce przedziera się przez chmury i zegar nieubłaganie odmierza czas do wyjścia z domu.
Przeczytałam wszystkie komentarze dotyczące Waszych świątecznych prezentów, a każdy z nich przyniósł mi uśmiech. Dzięki nim zrozumiałam, jak wielu ludzi potrafi nadać prezentom magiczny sens i inny wymiar.
Dla jednych z nas prezentem jest bliskość, dla innych wymarzony aparat. Trudno jest dawać, ale trudno też przyjmować, umieć się cieszyć z inwencji i trudu, jakie włożył w przygotowanie prezentu ktoś bliski.
Myślę, że dzięki Waszym komentarzom, zrewidowałam swoje pojęcie prezentu, zobaczyłam jego inną stronę. Zapomnianą. Jak dobrze trzeba kogoś znać, by wiedzieć, co sprawi mu tę prawdziwą, wzruszającą radość.

Dziękuję za te słowa. Dla mnie krzepiące.
Gdybym miała 128 Ksiąg Chleba, każdemu z Was wysłałabym po jednej, by dzielić się tym, co sprawia przyjemność. Niestety mam tylko dwie. W mojej głowie trwała burzliwa narada i postanowiłam wysłać książkę dwóm osobom, które zostawiły następujące komentarze:

Zosia pisze…
Prezent, który najbardziej zapadł mi w pamięć nie do końca był wyjątkowy, biorąc pod uwagę formę, którą przybrał – były to bowiem perfumy. Wiąże się z nimi jednak pewna historia, w obliczu której nabiera on wartości nieocenionej.
Otóż dobrych parę lat temu, w czasach młodzieńczych zawirowań i niedowartościowania przeżywałam fascynację literacką pewną książką, w której przewijała się postać damy, która w imponującą liczbę swoich dóbr wliczała angielskie perfumy Penhaligon’s – ‚Lily of the Valley’, mające, jak mówiła książka, być zapachem szczęśliwego dzieciństwa i beztroski.
Opowiedziałam kiedyś mimochodem przy obiedzie o tej książce Rodzinie, wiedząc, że w Polsce zdobycie takowego zapachu graniczyło z cudem (obecnie w Polsce bodajże trzy sklepy w Warszawie i dwa poza mają te perfumy w swoim asortymencie). W każdym razie nigdy nie łudziłam się nadzieją, że przydarzy mi się wiedzieć, jak właściwie to szczęśliwe dzieciństwo pachnieć może, co tylko dodawało zapachowi aury niedostępności i luksusu.
Trudno więc opisać moje osłupienie, gdy pod choinką znalazłam piękne, zielono-złote pudełko zawierające cztery maleńkie fioleczki, z których jedna właśnie była tą – konwaliową. Otóż Mama z Bratem polowali wytrwale na aukcjach od dłuższego czasu, i przez wzgląd na horreondalne ceny, udało im się wynaleźć ledwo tylko naruszone pudełko tych perfum. Naprawdę, trudno opisać, jak bardzo rozpieszczona się wtedy czułam. A te konwalie towarzyszyły mi potem przy najważniejszych momentach dalszej ‚młodości’, wigiliach, studniówce.
I choć i dzisiaj, już w nieco większym flakoniku, stoją sobie w łazience, ciągle chowam wśród skarbów tę malutką, malutką fiolkę z duszkiem konwalii w środku.

aa pisze…
Droga Lisko:

A dla mnie najpiękniejszym świątecznym prezentem okazał się brak prezentów:)
W tym roku rodzinnie postanowiliśmy: pod choinką nie będzie podarunków.
I podczas, gdy koleżanki z pracy spędzały w hipermarketach upiorne dni w przedświątecznej pogoni za prezentami, ja w zamian dostałam czas na pieczenie chleba z przyjaciółkami, na pogaduchy i śmiechy przy winie. Zamiast dziesiątej pidżamy w misie i wymuszonych uśmiechów nad książkami, o których już od pierwszej chwili wiem, że nigdy do nich nie zajrzę, dostałam bliskość i miłość najbliższych, wspólne przeżywanie i spokój, którego tak bardzo mi brakowało.

Dominique Loreau pisze w książce „Sztuka prostoty” o tym, jak często pozwalamy, by zawładnęła nami potrzeba gromadzenia. „Większość z nas podróżuje przez życie ze sporym bagażem, czasem zdecydowanie zbyt dużym”. Przywiązujemy się do przedmiotów, które stają się dla nas synonimem istnienia.
Rezygnacja z prezentów może wydawać się radykalnym krokiem. Ale warto, zapewniam. Odmawiając udziału w świątecznej gorączce i nabywaniu bezużytecznych przedmiotów, dostajemy w zamian coś znacznie bardziej cennego.
Może właśnie czas Świąt Bożego Narodzenia, czas zadumy i refleksji, jest dobrym momentem, by zmniejszyć ten bagaż na naszych ramionach. I włożyć do niego coś, co nie zajmuje tyle miejsca, a jest znacznie bardziej wartościowe: chwile bliskości z najbliższymi, odnalezienie siebie nawzajem w natłoku codziennych obowiązków.

Polecam gorąco:)!

Zosiu, Aa, proszę o podanie adresów na adres: whiteplate5(małpa) gmail.com Na Wasze adresy będę czekała przez najbliższe 2 tygodnie.
Mam nadzieję, że książki sprawią Wam radość.

Wszystkim, którzy zostawili komentarze, jeszcze raz gorąco dziękuję.

7 komentarzy
Poprzedni
Następny
rp_kinder-main_MG_4855.jpg