Teneryfa. Północ-Południe.

Kiedy wracam po dłuższej podróży do domu, poznaję na nowo wszystkie kąty. Dziwię się, że zakwitły kaktusy, a królik ma dwa razy tyle futra.
Na śniadanie gotuję miskę kaszy gryczanej z masłem. I kubek herbaty, której mi brakowało.
To był dobry i ciepły czas, z dala od domu i zimy.
Byłam na Południu i Północy, rozkoszując się przede wszystkim pogodą, która była jak nasz polski czerwiec po południu – ciepły wiatr przynosił zapach oceanu i kwiatów. To była moja pierwsza wizyta na Teneryfie, wyspie, którą można polubić lub nie. Ja odnalazłam tam swoje miejsca i ścieżki.
Południe – cieplejsze i bardziej słoneczne, z hotelami wbitymi w skały, z miastami dla turystów, gdzie nawet najbardziej ekskluzywne sklepy zbite w jedno tworzą atmosferę okropnego bazaru. Kto kupuje chińskie figurki, chińskie torby na chleb z napisem Tenerife, chińskie magnesy, chińskie wszystko? Chińskie wszystko było elementem krajobrazu Teneryfy bez względu na nasze położenie. Ale oprócz niego jest jeszcze magia miejsc, przyrody, smaków i mojego odkrycia: cafe cortado leche y leche. To espresso z dwoma rodzajami mleka – zwykłego i skondensowanego. Podawane w małej szklaneczce. Mocne, aromatyczne i zaskakujące.

To właśnie tutaj okazało się, że lubię kalmary, pokrojone w cienkie paski, podduszone z szafranem i podane z pieczonym słodkim ziemniakiem.
Tu zjadłam najlepsze na świecie brownies i obejrzałam niesamowite rośliny.

Wracam do rzeczywistości.
Kiedy rozpakuję walizki, wrócę tu, by opowiedzieć więcej.

Dziękuję za wszystkie świąteczne życzenia i maile.
Dobrze znów być z powrotem.

Pozdrawiam serdecznie i życzę miłego dnia!

22 komentarze
Poprzedni
rp_tene-north_MG_3430.jpg
Następny
rp_brukselka_MG_4098.jpg