Kiedyś

Kiedyś trzymałam się kurczowo starych zapisków, pocztówek z końców świata
suszyłam kwiatki w żółtych pamiętnikach
nakrywałam kołdrą głowę tuż przed godziną duchów
niosłam ze sobą worek marzeń, cięższy niż tak naprawdę byłam w stanie unieść
chwytałam za rękę przyjaciół na chwilę, wierząc, że zostaną ze mną na zawsze


dziś lubię ukryć się nocą w zakamarkach hotelu
rozsiąść się na niczyjej kanapie
patrzeć jak przygasają lampki, a stłumione głosy ostatnich gości gonią się po korytarzach
(na dole w recepcji jakiś podchmielony jegomość budzi śpiące w klatkach kanarki, ale te, odpowiadają na zaczepki pojedyńczym ti-tit i zapadają w nieprzytomny sen)

Kiedy się budzę, idę na wzgórze, skąd widzę pejzaż ujęty w ramy oceanu i gór,
tam daleko drogi i autostrada plączą się i prowadzą dookoła wyspy
migawki zimy, samolotów, które nie odlatują i ludzi, którzy wciąż mają nadzieję dotrzeć do domu na święta, są jak nierzeczywisty obraz wyświetlany wśród setek innych poprzedniego wieczoru
kiedy uchylam na oścież balkon i słucham, jak szumi miasteczko w oddali
migają tysiące lampek, telewizory, uliczne latarnie, świąteczne ozdoby

jemy śniadanie patrząc jak rodzina myszy porządkuje swoje domostwo
i nim zgasną światła, pójdzie spać, najedzona i zaspokojona
prostym być tu i teraz

Miłego świętowania!

15 komentarzy
Poprzedni
rp_szopkaIMG_3503.jpg
Następny
rp_og1.jpg