O… bigosie

W naszej kulinarnej tradycji jest szereg dań, których próżno szukać w menu restauracji. Dlaczego? Bo prezentują się gorzej niż sałatka caprese? Są zbyt banalne? Niemodne?
Jesienią, kiedy bywa smutniej niż latem, powoli odkrywam tę przyjemność, kiedy mogę zadać sobie pytanie Na co masz dzisiaj ochotę i nie zważając na gusta innych, zrobić coś tylko dla siebie.
Lubię gotować dla gości. Lubię dreszczyk emocji wyjdzie czy nie wyjdzie, przygotowania, planowanie. W takich chwilach mam wrażenie, że kompletnie nie potrafię gotować. Ryba jest niedopieczona, spód ciasta surowy. Komu się to nie zdarza?
Zazwyczaj każdy z nas bardziej się stara przygotować coś dobrego dla bliskich, dla gości, dla dzieci. Siebie zostawiamy gdzieś na końcu. Jedz, ja zjem jak pozmywam. Ja zjem, jak ją nakarmię. Ja zjem jutro. Ja nie zjem wcale.
Potem przez przypadek odkrywamy, że nasz niespodziewany gość idzie do kuchni, pyta co masz dobrego i nim zdążymy zaproponować mu coś (naszym zdaniem dla niego) lepszego, zajada się naszym daniem tylko dla siebie, pyta o przepis, bo nigdy nie jadł lepszego. Może jest tak dlatego, że gotując dla siebie, nie musimy iść na żadne kompromisy, wkładając w to energię, nie zastanawiając się, czy wyjdzie, bo tak naprawdę nie ma innego wyjścia: musi wyjść.
Zdarzyło mi się to wiele razy.

Mam kilka takich potraw, które potrafię zjeść sama, nie oczekując, że ktoś mi w tym pomoże. Że jak nie zjemy razem, to się zmarnuje.
Jednym z nich jest bigos. Czasem się zastanawiam, czy jest ktoś w Polsce, kto tego nie jadł? To trochę jak z sałatką jarzynową – podawanie na nią przepisu jest może bezcelowe, ale kiedy pomyśli się o tych wszystkich, którzy robią coś po raz pierwszy, sprawa wygląda zupełnie inaczej.

Na dania, gdzie jest wersji tyle, co ludzi, każdy ma swój sposób. Ja chciałabym zapytać Was dziś o ulubioną wersję bigosu.
Ten, który ja robię, jest na słodko – z wędzonymi śliwkami, pokrojoną w kostkę gruszką, z pomidorami i arabskimi przyprawami. Nie brakuje w nim majeranku, podsmażonej cebuli, grubo krojonych suszonych pomidorów i przynajmniej kilku suszonych grzybów. Jesienią dorzucam łyżkę żurawiny, innym razem dosypuję rodzynki. Doprawiam octem balsamicznym – im starszy, tym lepszy, bo z wiekiem nabiera słodyczy.
Jeśli ma być na święta, dodaję czerwonego wina i świeżej kapusty i gotuję go przynajmniej trzy dni.
W ekspresowej wersji przygotowuję go z tymi samymi składnikami, ale zajmuje mi to maksymalnie 30 minut, a czasem piętnaście.
W mojej głowie zawsze zostanie zapach bigosu gotowanego na początek i koniec turnusu w ośrodku wczasowym na Mazurach dwadzieścia lat temu. Ciężki, tłusty, mięsny.
Sama wolę lżejszą wersję, nie używam mięsa ani smalcu. Jedynie odrobinę oleju do podsmażenia cebulki.

Mój bigos całoroczny

1 cebula
3 łyżki oleju
50 dag kapusty kiszonej
3 łyżki octu balsamicznego (im starszy, tym słodszy)
1 słodkie jabłko
3-4 łyżki rodzynek
kilka wędzonych śliwek, drobno pokrojonych
3-4 pomidory suszone, drobno pokrojone
1 puszka pomidorów pelati
przyprawy: kminek, majeranek, czosnek – lubię dodawać również mieszanki arabskich przypraw

Olej rozgrzewam w garnuszku. Dodaję drobno pokrojoną cebulę i chwilę duszę na małym ogniu. Dodaję pozostałe składniki (oprócz pomidorów) i trochę wody (ok. 1/2 szklanki). Duszę na bardzo małym ogniu co jakiś czas mieszając. Kapusta musi zmięknąć – jeśli się przypala, dodaję jeszcze wody.
Kiedy kapusta zmięknie, dodaję pomidory z puszki i zwykle jeszcze dodatkową 1-2 łyżki octu balsamicznego. Duszę kolejne 20 minut.
I już.

O konkursie: tym wszystkim, którzy są nim zainteresowani – ogłoszę go jutro. Będzie wyglądał podobnie do poprzedniego – pokażę coś i będę prosiła o zgadnięcie, co przygotuję.
W konkursie mogą wziąć wszyscy zainteresowani, oprócz anonimowych użytkowników. Dwie pierwsze osoby, które zgadną i napiszą to w komentarzach (nie mailu), otrzymają nagrody.
Z racji tego, że przygotowane nagrody są naprawdę ciężkie, mogę je wysłać tylko osobom mieszkającym w Polsce.

32 komentarze
Poprzedni
rp_kajzerki_MG_9486.jpg
Następny
rp_a_MG_9619.jpg