Amaro

W pewnym sensie wszyscy Polacy są kulinarnymi emigrantami – odseparowani od pamięci o smakach, produktach, nazwach z dawnych książek kucharskich, które dzisiaj nie mówią nic albo niewiele, gdyż są archiwum nieistniejącego już świata. A zatem sny o niektórych potrawach prezentowanych w tej części powinny towarzyszyć większości z nas, tkwić gdzieś głęboko zapisane w naszym narodowym genotypie jako tradycyjne polskie smaki – zawieszone znowu między Wschodem a Zachodem, ustawione między bałtyckim łososiem i tatarem.*

Cudze chwalicie, swego nie znacie, jak mawiają.
Od kiedy otrzymałam zaproszenie na promocję tej książki, mogę szczerze przyznać, czekałam z niecierpliwością na ten dzień.
Niewiele spraw jest w stanie wyciągnąć mnie wieczorem z domu, ale wiedziałam, że tym razem będzie warto.
Trochę jak czekanie na Świętego Mikołaja.
Kiedy wiemy, że na pewno coś przyniesie i że nas nie zawiedzie.
Nim przyszłam na promocję, byłam po lekturze książki. Przejrzałam wszystkie przepisy, przeczytałam teksty, zaznaczyłam dania, które chcę wypróbować w swojej kuchni. Obejrzałam dostępne w internecie filmy na temat Wojciecha Modesta Amaro i wiedziałam, czego się spodziewać.

Do ludzi, którzy są nie tylko zwykłymi kucharzami, zwykłymi rybakami, zwykłymi listonoszami, podchodzę z wielkimi nadziejami poznania ich pasji. Tego zalążka, impulsu, który sprawił, że podążyli określoną ścieżką i są z tego zadowoleni. W świecie, gdzie większość narzeka, spotkanie pasjonata jest darem.
I przypadł mi w udziale taki dar, kiedy można rozmawiać o czarnym czosnku, targach ryb, na których nie można robić zdjęć, a przede wszystkim o tym, jak wielka wartość jest w naszym kulinarnym polskim dziedzictwie, gdzie dawno temu wpływy Wschodu i Zachodu odcisnęły swój ślad w postaci składników, smaków, przypraw, połączeń.
Wojciech Amaro podjął się tego, o czym mówię od dawna – odkrycia polskiej kuchni na nowo, pokazania jej od nowoczesnej strony, która niekoniecznie musi być tworzeniem na siłę.

Im mniej, tym lepiej, myślałam, próbując po raz trzeci ciepłego kremu z selera, w którym delikatne smaki przeplatały się tworząc subtelną całość. Podobnie pomyślałam jedząc sorbet z jabłek. Wojciech Amaro osiągnął rzecz niezwykłą – z prostych i znanych nam składników, jak jabłko czy seler, wydobył esencję smaku. To jest prawdziwa esencja smaku, nie przysłowiowa.
Niech Was nie zwiedzie nieco abstrakcyjna prezentacja tych dań – to nie są połączenia składników, których łączyć się nie powinno. To nie są dania, w których człowiek zadaje sobie pytanie, co jest w środku. Bo kiedy zmruży oczy i delektując się smakiem zada sobie pytanie, znajdzie odpowiedź. Trochę jak z muzyką – muzyk będzie wiedział, z jakich nut składa się to, czego słucha. Tutaj każdy uważny smakosz rozpozna smaki znane, może nieco zapomniane, ale podane w nowej i świeżej formie.

Wojciech Amaro uczył się od najlepszych, między innymi Ferana Adrii z hiszpańskiej restauracji El Boulli, która od lat, na liście pięćdziesięciu najlepszych restauracji na świecie, zajmuje pierwsze miejsce. Mógł podążyć śladem pomysłów Adrii i po prostu wprowadzić do swojej restauracji kilka tamtych dań. Nie zrobił tego. Poszedł swoją drogą, skorzystał z polskich składników i smaków. I dzięki mu za to.

I jeszcze na koniec to, co dla mnie jest niezwykle ważne – osobowość. To nie jest zmęczony życiem kucharz, który narzeka na pracę i liczy dni do urlopu. To nie jest bufon, który uważa, że posiadł wiedzę absolutną i jest najlepszy na świecie. Świadomy swojej wiedzy i celów człowiek, który doskonale wie, w którą stronę podąża.
I do tego przystojny.

Restauracja Amber Room
Aleje Ujazdowskie 13
00-567 Warszawa

O książce pisałam tutaj.
Kuchnia Polska XXI wieku
Wojciech Modest Amaro
Wyd. Wilga

*cytat i zdjęcia pochodzą z materiałów prasowych restauracji

24 komentarze
Poprzedni
rp_tort1_MG_9723.gif
Następny
rp_kokosowe_MG_0392.jpg