Kobieta na krańcu świata


Wyczyściła konto do cna, a następnie zaginęła
Sekciarze wykorzystywali 13-latki; miał 20 żon
Wielkopolska: brutalnie zabił gościa hotelowego

gdybym czytała tylko wiadomości, świat by mnie przerażał jeszcze bardziej niż dziś
bałabym się wyjść z domu
złe prognozy, jeszcze gorsze notowania

jak dobrze, że gdzieś daleko i jeszcze dalej ktoś szuka w ludziach czegoś ciekawego, gdzie paradoksalnie odmienność pokazuje, że jesteśmy do siebie podobni. W podstawowych uczuciach, doznaniach, reakcjach.
Pewnego razu obejrzałam program o kobietach w Kambodży, które były saperkami. Daleko od domu i bliskich, miały pragnienia tak podobne do naszych: być obok kogoś bliskiego, móc trzymać za rękę swoje dziecko. Usiąść do kolacji z matką.
Później trafiłam na artykuł o zapaśniczkach, które walczą z mężczyznami. Po to, by przeżyć.
Więc kiedy szukając w księgarni czegoś do czytania, zobaczyłam książkę, wiedziałam, że oto mam przed sobą bezsenną noc.
Noc, kiedy świeci tylko mała lampka, a ja dopijam resztki zimnej herbaty i zjadam okruchy scones.

By móc poznać historię 75-letniej kobiety, która od ponad pięćdziesięciu lat ratuje małe słonie, które trafiają do jej ośrodka przez kłusownictwo – najczęściej bowiem jest tak, że matka ginie z rąk kłusowników, a obok niej zostaje słonik, który, podobnie jak ludzkie dziecko, do osiągnięcia samodzielności potrzebuje wielu lat. W obliczu śmierci rodzica jest bezradny i w większości przypadków po prostu umiera.

„Wszyscy specjaliści od słoni na świecie piszą do mnie z pytaniem o tę tajemniczą recepturę na mleko, bo faktycznie procentowo więcej zwierząt przeżywa w naszym ośrodku niż w innych. Owszem, udało mi się ustalić, że słonie muszą jeść jak niemowlaki.(…)
Ale to, co jest naprawdę ważne, to opiekuńczość i empatia – niezwykłe relacje, jakie opiekunowie nawiązują ze słoniami, i miłość.
Jeśli mały słoń nie jest szczęśliwy, nie będzie mógł żyć. I to jest najważniejsze, to główny sekret mojego sukcesu – zrozumienie, że słonie są bardzo ludzkimi zwierzętami oraz interpretowanie ich zachowań w ludzki sposób.

Słonie potrzebują przede wszystkim stałej obecności człowieka – dzień i noc, i tym opiekunem musi być ktoś, kogo kochają… Ale jednocześnie musimy być absolutnie pewni, że słonik nie przywiąże się zbyt mocno do jednej osoby, bo kiedy ten człowiek ma wolne (które przecież musi mieć), słoń mógłby przeżyć wielki stres, który może kosztować go życie.”*
Krańce świata to nie tylko słonie i miny. To również wychowywanie przyszłych miss świata w Wenezueli, gdzie klinik piękności jest więcej niż czegokolwiek innego, a botoks w wieku dwudziestu lat to standard i norma.

Książka jest świetnie napisana, dobrze się ją czyta. Jest wzruszająca, ciekawa, dająca do myślenia.
Czytałam fragmenty, zaznaczałam je ołówkiem, czytałam kolejne odcinki, a potem wracałam do tych zaznaczonych.
Wiem, że ten program jest w telewizji.
Ale ja nie mam telewizora, a od programów okraszonych reklamami czy też raczej reklam okraszonych programami, wolę poczytać w spokoju te wszystkie historie, gdzie jest miejsce na pytania, które tylko kobiecie przystoi zadać drugiej kobiecie. Bo mężczyźnie nie odpowie.

Więc jeśli chcecie wiedzieć, co naprawdę czują i myślą obie żony tego samego mężczyzny, co zrobić, by zostać miss świata albo dlaczego kobiety nie nadają się na opiekunki słoni – sięgnijcie po tę znakomitą książkę.
Nie pozwoli Wam usnąć do rana. Lektura zostawi po sobie myśli, a może ktoś z Was zechce adoptować małego słonika?

Lubię takie książki, które pokazują mi świat. Cieszę się, że są ludzie, którzy jadą daleko, by opisać dla mnie te historie.
I zawsze będę czytać je z wielką przyjemnością.

* Kobieta na krańcu świata
Martyna Wojciechowska
Wyd. National Geographic 2009

cena: 49,90 pln

25 komentarzy
Poprzedni
rp_scones.jpg
Następny
rp_curry_MG_6561.jpg