Fajny film wczoraj widziałam



O filmie Julie i Julia* będzie dziś mowa.
Fajnie czasem pójść na film i pośmiać się z… siebie. Zobaczyć z boku swoje zachowania, które dla otoczenia mogą być kuriozalne.
Film opowiada historię dwóch kobiet – Julii Child, która wprowadziła do Stanów Zjednoczonych modę na domową kuchnię francuską, udowadniając tym samym, że gotowanie może być zabawne, pasjonujące, interesujące, a nade wszystko wciągające oraz Julie Powell – współczesnej trzydziestolatki, która pewnego dnia postanawia założyć bloga, w którym opisze swoje zmagania z przepisami Julii Child. Przepisów jest 524, a na ich testowanie Julie daje sobie dokładnie rok.
Oglądamy zatem walkę związaną z gotowaniem auszpiku, nadziewaniem kaczki, pieczeniem ciasta czekoladowego przeplatane z nudnym żywotem urzędniczki, która od czasu do czasu umila sobie popołudnia spotykając znudzone życiem koleżanki.
Z drugiej strony obserwujemy Julię Child, która w tym filmie przedstawiona jest jako pozbawiona rozumu, infantylna, starzejąca się wariatka. Choć momentami jest zabawnie, smutno mi się zrobiło patrząc na to zjawisko.
Julia Child dożyła sędziwego wieku i zmarła dwa dni przed swoimi 92 urodzinami w 2004 roku.
Jej kariera rozpoczęła się od wydania w 1961 roku ponad 700 stronnicowej książki o kuchni francuskiej, która do dziś ma swoje wznowienia i w Ameryce należy do kanonu lektur kulinarnych.
Prowadziła programy telewizyjne – z dzisiejszego punktu widzenia nieco old schoolowe i dziwne, ale nie zapominajmy, że są utrzymane w amerykańskiej konwencji z lat siedemdziesiątych czy osiemdziesiątych, które dla wielu z nas mogą się wydać nieco kuriozalne czy niezrozumiałe.


Potrzebowałam chwili, by zastanowić się nad wrażeniami z tego filmu.
Meryl Streep jest moją ulubioną aktorką i pójdę na każdy film z jej udziałem, jednak mówię nie dziwacznej postaci, którą jest w „Julie i Julia”.
Jej gra jest fantastyczna i zabawna, ale czy to prawdziwa Julia?
Ok, ktoś powie, Julia była wariatką na potrzeby programów telewizyjnych, to taka kreacja. Jeśli tak, to dlaczego w filmie jest wariatką również w domu?

Czy Waszym zdaniem idiota może być szpiegiem?
Warto tu wspomnieć o OSS (Office of Strategic Services) – Biurze Służb Strategicznych, które było agencją wywiadowczą powołaną w 1942 roku przez prezydenta Franklina Roosevelta. A stała się niczym innym, jak zalążkiem późniejszej CIA.
Julia pracowała w OSS, gdzie miała wgląd do tajnych dokumentów – zorganizowała całą pracę wywiadu w operacjach partyzanckich przeciwko Japończykom np. w Malezji. W marcu 1945 r z całym OSS została przeniesiona do Chin.
W „Sisterhood of Spies”, Betty MacDonald McIntosh napisała, że Julia Child była osobą o niepodważalnej lojalności i poukładanym charakterze oraz wyróżniała sę niezwykłą inteligencją.

Nie lubię generalizowania, przedstawiania rzeczy i postaci jako czarne lub białe. Nie lubię, kiedy w filmie nie zostawia się widzowi miejsca na własne refleksje i przemyślenia. Tego mi tu zabrakło, bo Julia Child bez wątpienia była kimś więcej niż chichoczącą kucharką, której omlet wyślizguje się z patelni na podłogę.
Film mi się podobał, nawet świetnie się na nim bawiłam, ale nieco męczące było dla mnie naigrywanie się ze sposobu mówienia głównej bohaterki, jej wzrostu czy też z jej naiwnego postrzegania świata.

O wiele lepiej odebrałam postać drugiej bohaterki, Julie, brawurowo zagranej przez Amy Adams, choć zakończenie, w typowo amerykańskim stylu, znowu nie zostawiło chwili na refleksję. Ech…
Pozwoliliby ten film zrobić Francuzom.

Więcej o Julii Child przeczytacie tutaj i tutaj.

P.S. Czytam teraz książkę „Julie & Julia’, ale to już temat na osobny post.
Miłego weekendu 🙂

*Julie & Julia
polska premiera: 2009-10-09 światowa premiera: 2009-08-07
reżyseria: Nora Ephron
scenariusz: Nora Ephron, Julie Powell

24 komentarze
Poprzedni
rp_ciabattaIMG_4320.jpg
Następny
rp_app.IMG_4427.jpg