Chrupiąca skórka, puszysty miąższ. Pane all’Olive.

Pisałam niedawno o nowej metodzie pieczenia chleba. Jestem uparta i łatwo się nie poddaję, tym bardziej, jeśli coś, co upiekłam w wyniku dużego wysiłku, było nieziemsko dobre.
To tak jak z wymarzoną rzeczą na świecie – jak już uda się ją zdobyć, to albo cieszy niezmiernie i prawdziwie albo też nudzi się od razu i idzie w kąt.
Zazwyczaj nowym książkom kucharskim daję przynajmniej kilka szans i raczej nie zniechęci mnie pierwszy nieudany czy skomplikowany przepis. Podobnie było tym razem.

Przez kolejne dni wypróbowałam kilka receptur. Z każdym nowym pieczeniem wprawa, z jaką podrzucam gorące garnki i efekt wypieków mnie zdumiewa.
Po prostu nagle okazało się, że w domu można upiec włoskie pieczywo – ciabattę, która ma chrupiącą skórę i jest przyjemnie rumiana, chleb serowy z puszystym miąższem i… to chyba mój hit – chleb z oliwkami.
Te rzeczy smakują jak z prawdziwego pieca, a nie piekarnika. I wyglądają…
A najbardziej magiczne w tym wszystkim jest to, że sprawdziła się stara dobra zasada – mniej znaczy lepiej. Mąka, woda i odrobina drożdży. Nie potrzeba zakwasu. Ani koszyka do wyrastania.
Mam tu przepis na chleb z tysiącem składników. Jest ktoś chętny do wypróbowania?
Tak, ja! – słyszę siebie.
Bo kiedyś byłam w stanie piec najdziwniejszą rzecz. Teraz też, ale czasu mam jakby mniej.
Więc trenuję rano z gorącymi garnkami i kamieniem do pizzy, a to, co wyjmuję z piekarnika, naprawdę mnie zachwyca.
Mnie, która nie potrafi(ła) zjeść pół chleba na raz.
Mnie, która nie lubi jesienią wstawać rano, a teraz budzi się i po ciemku maszeruje do kuchni, by upiec sobie chrupiące coś na śniadanie. Z własnej, nieprzymuszonej woli.
W poprzednim życiu byłam chyba córką producenta rzymskich garnków i ich umiłowanie obudziło się również w tym życiu.
Nie piekę (jak radzi autor) w garnku żeliwnym, bo mam za duży. Korzystam z roemertopfa (nie mylić z termomiksem 😉 i kamienia do pizzy.
A więc, do dzieła!

P.S. dziękuję tym wszystkim, którzy w komentarzach i mailach zachęcali mnie do dzielnego podejmowania kolejnych prób z tą metodą mówiąc, że jest naprawdę łatwa.

„My Bread: The Revolutionary No-Work, No-Knead Method”
Jim Lahey
Chleb z oliwkami
Chrupiąca skórka, puszysty, dziurkowany miąższ

400 g mąki
8 gram soli (1 i 1/4 łyżeczki) – autor radzi zrezygnować z soli ze względu na sól zawartą w oliwkach, jednak dla mnie chleb pieczony bez niej był za mało słony – przyp. L.
3 gramy suszonych drożdży (użyłam 9 g świeżych)
300 g wody
200 g oliwek drylowanych, pokrojonych (ja wolę niekrojone, L.)

Wszystkie składniki wymieszać w misce przez 30 sekund.
Przykryć i odstawić w temp pokojowej na 12-18 h.
Następnie oprószyć blat solidnie mąką i złożyć ciasto najpierw na kwadrat o dł. 35 cm, następnie złożyć go na pół i jeszcze raz na pół – powinien powstać kwadrat o boku ok. 18 cm.
Przełożyć ciasto do wyrastania, przykryte ściereczką, na ok. 1 h. Powinno podwoić objętość.

W piekarniku rozgrzać kamień do wypieku pizzy i ułożony na nim dnem do góry garnek rzymski do temp 225 st C.
(O garnku pisałam tutaj).
Należy pamiętać, że zarówno kamień jak i garnek wkładamy zawsze do zimnego piekarnika.
Kiedy ciasto będzie wyrośnięte, a kamień nagrzany, podnosimy garnek, kładziemy ciasto na kamieniu i przykrywamy je garnkiem. Pieczemy ok. 20 minut, zdejmujemy garnek i dopiekamy kolejne 10-20 minut.
Skórka powinna być rumiana.
Studzimy na kuchennej kratce.
Smacznego!

23 komentarze
Poprzedni
rp_tarta-IMG_4389.jpg
Następny
rp_lekach-IMG_4307.jpg