10 kg mąki, gliniany garnek i nowa książka



Ostatnio słuchałam programu o uzależnieniach. Próbowano dojść do tego, gdzie leży ta cienka granica między hobby a uzależnieniem. Czyli: jak często można pójść na ryby, żeby nie zostać posądzonym o nałóg.
Ile godzin przed internetem wolno nam spędzić bez ryzyka, że ktoś zasugeruje nam terapię.
Mam wrażenie, że w dzisiejszych czasach to jeden z ulubionych tematów, ponieważ niemal wszystko można wrzucić do worka z napisem: Uzależniony.
A jeśli ktoś lubi być uzależniony? Jak ci, którzy palą, bo lubią. Łowią, bo chcą. Albo pieką, bo lubią.
Czy lepiej nie być uzależnionym i czas wolny od nałogu poświęcić, nie wiem, dajmy na to, na oglądanie telewizji? Nie, nie, powie ktoś inny, Nie o to chodzi. Ten czas poświęćmy swoim bliskim.
Ale idąc tropem tamtej audycji, bliscy też mogą mieć swoje nałogi – za dużo czytać, grać na komputerze, za dużo rysować czy rozmawiać przez telefon (niepotrzebne skreślić, w opcji: Inne – dodać swoje propozycje).
Jest też całe morze uzależnień mało groźnych a nawet pożytecznych. Przynajmniej z mojego punktu widzenia.
Bo czy ciągłe poszukiwania czegoś idealnego to jeszcze hobby czy już nie?

Próbuję się o tym przekonać, kiedy dostaję worek mąki prosto z młyna, a listonosz przynosi książkę o nowej, rewolucyjnej metodzie pieczenia chleba w domu – minimum wysiłku, maksimum efektu.
No tak.
Czytam (zawsze to robię) wstęp autora – najczęściej życiorys, w którym opowiada o długiej drodze, która prowadziła go do odkrycia tej metody.
Metoda, o której będzie za chwilę, polega na tym, że zagniatanie ciasta wynosi 30 sekund, a resztę (podobno, łał!) robi czas.
No, dobra. Wyciągam gliniany garnek, kamień do pizzy, żeliwny garnek, łopatę, ścierki, na których ma wyrastać chleb.
Czytam skrupulatnie opis metody. Potem jeszcze raz. Potem zabieram się do pracy.
Rano, wylewam ciasto na stolnicę, próbuję je zwinąć, walczę z nim, przykleja się do ścierki.
Kuchnia jak pole bitwy – uciekajcie wszyscy, wyjmuję z piekarnika gorący garnek. Ale nie, nie, czekajcie, trzymaj mi tu drzwiczki piekarnika, garnek wraca z powrotem. Rośnie? Rośnie?! Rumieni się? Nie.
Innowacyjne metody czasem przynoszą więcej kłopotów niż tradycyjne, nudne, sprawdzone.
Chyba jestem konserwatywnym piekarzem. Przynajmniej dziś.
Dzielę się z Wami nowo poznaną rewolucyjną metodą, ale czy komuś przypadnie do gustu i zechce z niej skorzystać?
A więc, jeśli masz 30 sekund na zagniatanie ciasta i wolne sto godzin oraz służbę, która będzie Ci asystować przy czynnościach, przez które możesz: a) oparzyć się, b) stracić głowę, c) spóźnić się tam, dokąd się wybierasz, d) wkurzyć się i stwierdzić, że chleb wolisz kupować w sklepie – ta metoda jest właśnie dla Ciebie!
Wypiek, który uzyskasz, może być zachwycający, ale czy warto się tyle trudzić – zostawiam pod rozwagę Tobie, drogi Czytelniku 🙂

W niniejszej metodzie chodzi o jak najmniejszą ilość drożdży i dużą zawartość wody w cieście. Dzięki długiej fermentacji ciasto będzie miało otwartą strukturę (dużo dużych dziurek w miąższu) i chrupiącą skórkę.

„My Bread: The Revolutionary No-Work, No-Knead Method”
Jim Lahey
Ciabatta

400 g mąki
8 gram soli (1 i 1/4 łyżeczki, ale następnym razem dam 2 ł)
1 gram suszonych drożdży (użyłam 3 g świeżych)
350 g wody

Wszystkie składniki wymieszać w misce przez 30 sekund.
Przykryć i odstawić w temp pokojowej na 12-18 h.
Następnie oprószyć blat solidnie mąką i złożyć ciasto najpierw na kwadrat o dł. 35 cm, następnie złożyć go na pół i jeszcze raz na pół – powinien powstać kwadrat o boku ok. 18 cm.
Przełożyć ciasto do wyrastania, przykryte ściereczką, na ok. 1 h. Powinno podwoić objętość.
Następnie podzielić na pół.
W piekarniku rozgrzać kamień do wypieku pizzy i ułożony na nim garnek rzymski do temp 225 st C.
(O garnku pisałam tutaj).
Należy pamiętać, że zarówno kamień jak i garnek wkładamy zawsze do zimnego piekarnika.
Kiedy ciasto będzie wyrośnięte, a kamień nagrzany, podnosimy garnek, kładziemy ciasto na kamieniu i przykrywamy je garnkiem. Pieczemy ok. 20 minut, zdejmujemy garnek i dopiekamy kolejne 10-20 minut.
Oczywiście każdy z bochenków pieczemy osobno.
Skórka powinna być rumiana.
Studzimy na kuchennej kratce.
Smacznego!

20 komentarzy
Poprzedni
rp_lodowkaIMG_9590.jpg
Następny
rp_147063.1.jpg