Willie i fabryka czekolady

A gdyby tak rzucić wszystko, sprzedać wszystko i wyjechać do Wenezueli?
Po co? Po to, by kupić sobie plantację kakao, a potem robić z niego czekoladę, pisać książki kucharskie i patrzeć, jak płynie życie w kraju odległym od tego, w którym mieszkamy.
Może zrealizować marzenie i stać się Willie’m Wonką z powieści Roalda Dahl’a?
A jeśli jest się już Willie’m, to można stać się i Wonką.
Tak zrobił bohater mojego dzisiejszego wpisu – Willie Harcourt-Cooze, który mieszkając w Londynie i odwiedzając dalekie zakątki świata, chciał osiąść na stałe z dala od europejskiej cywilizacji.
Wędrując z żoną po Wenezueli poznał człowieka, który znał człowieka, który z kolei znał innego człowieka… który po latach pracy, chciał sprzedać kakaową plantację. On chciał, ale jego żona nie. A potem żona chciała, a on się rozmyślił. Willie chciał kupić i nie tracił nadziei, i choć finalizacja transakcji trwała kilka lat, w końcu się udało.

Książka Williego nie traktuje jedynie o słodkich czekoladowych deserach. Bo nie jest tylko książką kucharską. Jest historią o poszukiwaniu swojego miejsca na Ziemi, o odkrywaniu pasji, o ciężkiej pracy, sukcesach i porażkach. Przy okazji uchyla przed nami drzwi kakaowej fabryki.
Nie byłabym sobą, gdybym nie sprawdziła, jak smakuje czekolada stamtąd. A potem, jak wychodzą przepisy z tą czekoladą, która jest w blokach i ściera się ją na tarce.
Już wkrótce zaprezentuję jeden z nich 🙂

Tutaj można poczytać więcej na temat Williego, jego fabryki i sklepu internetowego.

16 komentarzy
Poprzedni
rp_ziemniakiIMG_0919.jpg
Następny
rp_choco-IMG_1043.jpg