Na straganie

– Poproszę 5 ogórków małosolnych.
– Trzy czy pięciodniowych?
– Poproszę warkocz czosnku.
– Zimowego czy wiosennego?
– O, ile grzybów w tym roku!
– Pani, już się kończą. Sucho jest. Jeszcze z tydzień i nie będzie.

Do sklepu idę po zakupy. Na bazar idę na zakupy, żeby połazić i nauczyć się czegoś od ludzi.
Po drodzę mijam stragany „Kurtki-Żakiety-Wyprzedaż kolekcji letniej-Wszystko po 5 zł”. Obładowana siatami dochodzę do końca bazaru.
A na końcu bazaru stoją faceci z węglem.

Od kiedy nie mam dziadków, szukam dziadków i babć na bazarach, którzy sprzedadzą mi kwiatki ze swojego ogródka, czosnek zimowy, a przy okazji udzielą rady. Jeśli mam czas, będę wypytywać o pomidory, miody, hodowlę kur. Tak naprawdę wtedy widać, czy mam do czynienia z handlarzem, który sprzedaje towar z giełdy czy prawdziwym rolnikiem.
Prości ludzie przekazują mi prostą mądrość, która dla mnie jest wartością samą w sobie.
Podzielą się ze mną wiedzą.
Lubię spotykać na bazarach pasjonatów, których ciekawość, bez względu na ryzyko, pcha do hodowania czegoś nowego, innego, ciekawego.
Wczoraj spotkałam takiego jednego – sprzedawał czarne pomidory, pomidory brazylijskie, papryczki jalapeno, chińskie pory i mieszanki ziół i sałat, które bez przesady można nazwać zachwycającymi – bo weźmy na przykład taką mieszankę z kwiatami nasturcji. Albo pęczek ziół, z których po prostu chce się gotować. Już, natychmiast, zaraz.


Z przepisów w angielskich książkach znałam „squasha” – polski słownik nazywa go dynią, ale tak naprawdę squash to wielka rodzina warzyw, a ten, którego kupiłam, przypomina… a bo ja wiem, gruszkę, cukinię.
Dynia, a także squash, patisony, cukinia i melony należą do tej samej rodziny Cucurbitaceae, co ogórek. To wielka rodzina warzyw rozsianych po całym świecie. Squash jest popularny np. w Stanach Zjednoczonych.
Ma dosyć miękką skórę, którą bez problemu można obrać obierakiem do jarzyn, bez konieczności wzywania na pomoc sąsiada z nożem rzeźniczym (jak mam obrać „normalną” dynię, zaczynam układać w szafach albo robię porządek w szufladach 😉
W tym roku wyjątkowo polubiłam kurki. Nie wiem, chyba dawniej nie umiałam ich przygotować tak, by zachwycił mnie ich smak. Dziś potrafię. Korzystam więc z tego, że jest squash i kurki i robię zupę.

Zupa kurkowo-dyniowa

500 g obranei dyni
1 cebula, drobno pokrojona
2 łyżki oliwy
80 ml białego wina
1 ząbek czosnku, drobno pokrojony
200-300 g świeżych kurek
1 łyżka świeżego tymianku, posiekanego
1 łyżka świeżej szałwi, posiekanej
1 łyżka świeżej bazylii, posiekanej
szczypta gałki muszkatołowej
500 ml wywaru z jarzyn (gotuję wywar na włoszczyźnie bez pora lub używam ekologicznej kostki rosołowej i wody)

W garnku rozgrzać oliwę. Dodać cebulę, poddusić 5 minut na małym ogniu, dodać czosnek. o 2 minutach wlać wino i gotować kolejne 5 minut, by wino nieco odparowało. Dodać zioła, pokrojoną dynię i kurki, chwilę poddusić, następnie wlać wywar z jarzyn, dodać gałkę muszkatołową, 1/2-1 łyżeczki soli i dusić na wolnym ogniu ok. 20 minut do czasu aż dynia będzie miękka.
Przed podaniem można zabielić śmietaną lub zmiksować. Ja wolę niemiksowaną.
Smacznego!

34 komentarze
Poprzedni
rp_rest.jpg
Następny
rp_IMG_2975.jpg