Witaj szkoło!


moje wakacje dobiegły końca.
wracam chowając nowe kapcie do szkolnego worka
wyjmując z szafy sukienkę na rozpoczęcie roku
przestawiając budzik na trochę wcześniej

Przez ostatni tydzień, wylegując się nad morzem, opatulona swetrami, kocami, ręcznikami w piasku, karmiona daniami mojej Mamy, czułam się jak dziecko na wakacjach w Augustowie.
Kiedy wieczorem siadałam na łóżku, czytając którąś z lektur piętrzących się na nocnym stoliku, ciągle byłam głodna. Chciałam kromki razowego chleba z plastrem białego sera i konfiturami ze śliwek, gotowanego kalafiora z tartą bułką, kapuśniaku, smażonych ziemniaków. Chciałam wszystkiego, co pamiętałam z dzieciństwa. I dostawałam to 🙂
Pewnego dnia poznałam pana Zigiego, który sprzedawał miody i przez kilka dni z rzędu chodziliśmy do niego, by porozmawiać o pszczołach i ich zwyczajach. Kiedy pan Zigi powiedział nam, że żona jest zazdrosna o pszczoły i mówi, że to jego kochanki, bo spędza z nimi więcej czasu niż z nią – kupiłam cztery duże słoje miodu: cudownego i prawdziwego. Miodu z historią.
Kilka lat temu, podczas innych wakacji z Rodzicami, znaleźliśmy człowieka, który hodował kozy. Tak bardzo go o nie wypytywałam, że pokazał mi swoje stadko, a wśród nich maleńkie kózki. Nie wiedział, że mieszkam w środku miasta i namawiał na kupno jednej po okazyjnej cenie. Choć pokusa była wielka, nie skorzystałam z okazji, ale po latach, znowu go odwiedziliśmy.
Tym razem kozy pasły się daleko, daleko.
Słońce przedzierało się przez chmury, czasem kropił deszcz, a my, po pas w trawie, podziwialiśmy kozią ucztę. Moja Córka, która dotąd twierdziła, że ‚kozy za głośno mówią”, nie mogła się od nich oderwać.
To było lato pod znakiem żab, kóz, miodu, jedzenia, a wspólnym mianownikiem był niemal bez przerwy padający, deszcz. Tymczasem wracam do mojej codzienności, której brakuje mi zawsze, kiedy jestem daleko od domu.

12 komentarzy
Poprzedni
rp_slimakiIMG_5451.jpg
Następny
rp_porzeczkowe_MG_8780.jpg