Tort Fedora i akwarium.


Wybaczam im, że trzeba godzinę czekać na kartę (więc najlepiej poprosić o nią wchodząc), że nie podają serwetek, że gubią się w zamówieniach rozpisanych na małych karteczkach.
Wybaczam im, bo kiedy przekraczam próg tego miejsca, mam ochotę zapaść się w jednym z foteli i siedzieć tak godzinami.
Mroczny klimat, stare meble, a dla miłośników przyrody – akwarium z nerwowymi brzankami, które straszą gurami.
Dziesiątki drinków, kaw, herbat i… Tort Fedora. Szkoda, że Warszawa jest tak daleko od Gdańska, dla tego tortu warto przemierzyć pół świata. (Zastanawiam się tylko, co by wykazał alkomat po zjedzeniu jednej porcji, solidnie zakropionej alkoholem).


Kiedy weszłam po raz pierwszy do Pikawy*, to mimo iż chwilę wcześniej zjadłam dwie jagodzianki od Szydłowskiego (jakie dobre!), chciałam spróbować wszystkiego. Pamiętałam o tym, że obowiązek nakazuje skosztowanie tutejszej szarlotki, co uczyniłam. Jest pyszna, choć dla mnie po prostu ogromna.
Tym razem skusiłam się na Tort Fedora. Zjadłam cały.
Polecam herbatę Kubusiową – zieloną z sokiem pomarańczowym, kardamonem, cynamonem i plasterkami pomarańczy. Zaskakujący smak. Podana w dużej szklance, rozgrzewa i gasi pragnienie.
W Pikawie każdy ma 15 lat i wybrał się na pogaduszki z chłopakiem z klasy. Polecam 🙂

Pikawa,
ul. Piwna 5/6
Gdańsk

*Dziękuję wszystkim, którzy podczas mojej poprzedniej wizyty w Trójmieście polecali mi odwiedzenie Pikawy i Basi, która mnie do niej po raz pierwszy zaprowadziła.

32 komentarze
Poprzedni
rp_700.jpg
Następny
rp_zaby-1.jpg