Kuchnia japońska

To, co nieznane, jest pociągające.
Konfrontacja marzeń i rzeczywistości różnie wypada, ale czasem jest tak, że rzeczywistość przerasta marzenia i wyobrażenia.
Świat Japonii, odległej i niedostępnej, zawsze jawił mi się jak coś specjalnego i na tyle odmiennego, że chciałam poznawać jego poszczególne elementy i różnice.
Japonia jest moim wielkim marzeniem, jeszcze niespełnionym. Im więcej o niej czytam, tym bardziej mi się podoba – od słów, które brzmią jak ich znaczenie (Harusame to wiosenny deszcz…), przez ogrody, nawet jeśli maleńkie, to dopieszczone, z symbolami i historią, która obecna jest w rytuałach i życiu codziennym.
Dużo czytałam o Japonii.
Japońska kuchnia mnie uwodzi. Proste połączenia i pięknie podane potrawy. Dużo świeżych owoców morza i surowych warzyw.
W Paryżu nie mogłam odejść od wystawy japońskiej cukierni, gdzie każda, najmniejsza rzecz, była piękna i wyglądała jak element bajkowego świata zabawek.
Czy wiecie, że film o Muminkach również został zrobiony przez Japończyków* (wystarczy spojrzeć jak w filmie pada deszcz i sprawa będzie jasna).
Estetyka japońska przekłada się na sztukę fotografii. Zawsze lubiłam oglądać książki kucharskie z europejskimi potrawami sfotografowane przez Japończyków. Tam jeden obraz wystarczy za tysiąc słów.
W Polsce niedawno wyszła książka Japonki, Kimiko Barber, która kilka lat temu została uhoronowana prestiżową nagrodą IACP (Międzynarodowe Stowarzyszenie Kucharzy). Jest to książka niezwykła przede wszystkim dlatego, że wprowadza nas do świata japońskiej kuchni, jej składników, tradycji i rytuałów.
Książka jest podzielona na dwie części – w pierwszej poznajemy historię Japonii przez pryzmat gastronomii. W drugiej dowiadujemy się niemal wszystkiego na temat składników japońskiej kuchni. Składnik i opis jego uprawy czy produkcji otwiera rozdział z przepisami.
Książka ma dla mnie szczególną wartość, ponieważ pisana jest przez Japonkę dla zachodniego czytelnika, który być może z tą kuchnią miał niewiele (lub nic) wspólnego. Prowadzi nas za rękę przez historię, potrawy i miejsca podpowiadając, co można zastąpić i jak poradzić sobie w sytuacji, kiedy któryś ze składników dania jest niedostępny.
Nasz rynek japońskich przypraw i składników jest wciąż ubogi, ale bardzo wierzę w to, że za jakiś czas będziemy mogli cieszyć się większym wyborem miso czy japońskich makaronów.
Są w tej książce jednak potrawy, które można wykonać przy małym nakładzie pracy, ze składnikami dostępnymi w większości sklepów z żywnością orientalną.

Do mojego Bento przygotowałam Makaron z owocami morza – jest to trochę zmodyfikowany przepis na Yakisoba z tej książki. Nie miałam makaronu yakisoba – użyłam makaronu gryczanego soba.

Podsmażany makaron z owocami morza
2 porcje

200 g makaronu soba
1 łyżka oleju roślinnego
1 łyżka oleju sezamowego
100 g krewetek krolewskich, obranych z pancerzy i pozbawionych wnętrzności
100 g kalmarow
1 mała dymka, pokrojona
200 g dowolnych warzyw (użyłam naszej polskiej młodej włoszczyzny pokrojonej w paski)
1 łyżka drobno pokrojonego szczypioru z dymki lub kiełki fasoli

Sos:
4 łyżki sosu sojowego
1 łyżka sosu rybnego lub ostrygowego
1 łyżka ketchupu pomidorowego (użyłam eko marki Rapunzel)
1 łyżka drobnego cukru
odrobina soku z cytryny

Składniki sosu wymieszać.
W woku rozgrzać oleje.
Wrzucić krewetki i kalmary. Smażyć 2 minuty. Wyjąć krewetki i kalmary i trzymać pod przykryciem, by nie ostygły. Do woka wrzucić warzywa (bez szczypioru) i podsmażać 5 minut.
Makaron ugotować zgodnie z instrukcją na opakowaniu (zwykle trwa to ok. 6 minut).
Owoce morza łączymy w woku z makaronem i warzywami, doprawiamy sosem. Podajemy posypane szczypiorem.

Smacznego!

*w koprodukcji japońsko-fińsko-holenderskiej

11 komentarzy
Poprzedni
rp_vincentDSCN7522.jpg
Następny
rp_gd-kopia.jpg