Cebulniaczki podlaskie.


Latem jedzenie w domu nie miało sensu.
Najlepiej smakowały kanapki z paprykarzem jedzone z talerzyka ustawionego na krawężniku.
Pomiędzy jednym kęsem a drugim i pogawędkami z M., nawlekałyśmy na żyłkę (wędkarską!) korale jarzębiny.
Cebulniaczki jadłam w tamtych czasach niezliczoną ilość razy. Łatwo je było kupić, jeszcze łatwiej upiec w domu.
Nim nadszedł wieczór, wszystkie były zjedzone.
Czasami obserwowałam, jak moja Babcia i jej siostry robią je w domu. Pamiętam składniki, nie pamiętam proporcji. Już nie ma kogo zapytać o dokładną recepturę, odtworzyłam ją więc sama, próbując po drodze kolejnych przepisów. Ten jest najbliższy temu, co pamiętam. Ciasto, z którego są zrobione, jest krucho-drożdżowe, rumiane i pachnące ciepłą cebulą z przyprawami. Na kilku z nich pokruszyłam przed upieczeniem odrobinę żółtego sera.
Dla niektórych najlepsze cebularze to te kazimierskie. Dla mnie podlaskie. Pewnie już na zawsze.
Przepis na nie zamieściłam dziś w Pracowni Wypieków. Polecam 🙂

15 komentarzy
Poprzedni
rp_MG_1214.jpg
Następny
rp_makarona_MG_1492.jpg