Cafe Vincent



Są gdzieś boulangerie i paryskie kafejki, w których pachnie ciepłymi bagietkami i chlebem na zakwasie, gdzie można zajrzeć przez uchylone drzwi do piekarni i zobaczyć przy pracy prawdziwych piekarzy. Czytałam kiedyś wspomnienia człowieka, który postanowił zmienić zawód i został piekarzem. Na zmianę z żoną pracowali 24 godziny na dobę, siedem dni w tygodniu. Praca prawdziwego piekarza, który przygotowuje zaczyn, wyrabia ciasto i czeka aż wyrośnie, jest czasochłonna i ciężka. Właściwie wcześniej wydawało mi się, że to sprawa organizacji, ale dopiero po lekturze tamtej książki zdałam sobie sprawę, że kiedy my idziemy spać, ktoś właśnie idzie do pracy, by upiec dla nas bagietki.
Od dawna w Warszawie można bez problemu dostać kartonowe rogaliki wypełnione powietrzem o szumnej nazwie croissants… Do niedawna należałam do drużyny marudzących, bo ilekroć miałam ochotę na szybką kawę i małe co nieco, niemal każda wyprawa do kawiarni kończyła się pytaniem: dlaczego nikt nie chce u nas piec croissantów? Wiedziałam jednak, że kwestią czasu jest pojawienie się w Warszawie takiej piekarni.
Dziś odwiedziłam miejsce, dzięki któremu możemy przestać marudzić, że na kulinarnej mapie stolicy nie ma dobrych croissantów. Są!
W Cafe Vincent pachnie od progu. Bagietki wyglądają identycznie jak te w Paryżu. Na miejscu jest duży wybór kanapek z pieczywa wypiekanego na miejscu, tarty, quiche i ciasta (uwaga: mają najprawdziwszą tarte tatin!). Na moich oczach kelnerka wstawiła do witryny gorący strudel z jabłkami i bakaliami. Sernik wyglądał tak dobrze jak ten domowy. Ja wpadłam tam na szybką przekąskę i z trudem powstrzymałam się przed zamówieniem wszystkiego (i przed namawianiem Towarzysza Podróży, bo koniecznie wziął to czy tamto;)
Polecam zwłaszcza pain au chocolat (bułeczka z czekoladą) i Lunett’choco – okular wypełniony śmietankowym kremem i rodzynkami. Cafe au lait podają w… dużym kuflu. Może jeszcze nie dowieźli miseczek do cafe au lait albo filiżanek, ale podawana w kuflu caffe’ Vergnano, która należy do moich ulubionych kawowych marek i tak smakowała całkiem nieźle.
W porównaniu z bułkami ze sklepu czy z innych kafejek, ceny są wysokie (Croissants: 2,50 – 4,50,-muffin – 4,50,-, Lunett’choco – 5,50 pln). Próbuję to usprawiedliwić prawdopodobnie koszmarnie wysokim czynszem, jaki płaci właściciel za lokal w tym miejscu.
Pozostając wierna zasadzie „Lepiej zjeść mniej, a lepiej”, polecam spacer Nowym Światem i odpoczynek w Cafe Vincent. Siedzenie w kawiarnianym ogródku na krzesłach odwróconych po parysku (rzecz jasna!) w kierunku ulicy, pozwala na obserwację naszej polskiej-europejskiej rzeczywistości i mody. A jeśli nie chcemy jeść na miejscu, możemy kupić na wynos.

Cafe Vincent
otwarte: 6.30 – 23.00
ul. Nowy Świat 64
Warszawa

38 komentarzy
Poprzedni
rp_jagodziankiIMG_0508.jpg
Następny
rp_japonska.jpg